Wygrać życie

Z Kamilem Durczokiem o pracy dziennikarza, jego najnowszej książce, walce z chorobą nowotworową i stereotypach, które krążą na jej temat - rozmawiał w swojej pożegnalnej audycji "TOK o'clock" Krzysztof Materna.

Krzysztof Materna: Moim specjalnym gościem jest wybitny dziennikarz telewizji publicznej, wcześniej - Polskiego Radia - Kamil Durczok.

Kamil Durczok: Dzień dobry. Aż się zaczerwieniłem.

Krzysztof Materna: Dlaczego się zaczerwieniłeś?

Kamil Durczok: Bo to takie ciepłe powitanie.

Krzysztof Materna: Nie, ja - zgodnie z tym, co powinno obowiązywać obiektywnego prowadzącego - mówię to, co myślę. Uważam cię za wybitnego dziennikarza, jednego z niewielu wybitnych dziennikarzy - mam średnie zdanie o środowisku dziennikarskim i o roli mediów w kraju, trochę jestem przerażony rolą mediów, powiem szczerze. Ale powiem również, że obserwuję twoje działania, chyba od początku twojej obecności w telewizji. Chciałbym się, wspólnie z tobą, zastanowić, na początek naszych rozmów, nad słowem, którym strasznie szermują wszyscy, którzy dotykają tematu "telewizja publiczna" - mianowicie nad słowem 'misja'. Jaką spełniasz misję?

Kamil Durczok: To taki temat, o którym każdy chętnie - a im bliżej jest polityki, ulicy Wiejskiej i parlamentu - tym chętniej, się wypowie. Ja nie chciałbym używać takich słów w odniesieniu do mojej działalności dziennikarskiej, bo 'misja' jest wielkim słowem i sięgnie za sobą dużą odpowiedzialność...

Krzysztof Materna: To znaczy, chcesz powiedzieć, że nieodpowiedzialnie traktujesz swoje zajęcie?

Kamil Durczok: Nie, chce powiedzieć, że wolę prostsze określenia na to, co robię. Czyli próbę opisywania świata, próbę opisywania zjawisk, których my, dziennikarze, jesteśmy świadkami, albo, których my, dziennikarze, jesteśmy bliżej, a które przekazujemy naszym odbiorcom. Rzetelnego, bezstronnego, możliwie prawdziwego - celowo nie używam słowa - 'obiektywnego' - bo jestem przeciwnikiem tego słowa w odniesieniu do dziennikarstwa, bo każdy z nas patrzy na świat subiektywnie - patrzy na ludzi subiektywnie, na zjawiska, na wydarzenia, które opisuje. Dlatego obiektywizm dziennikarski to jest określenie mocno nieostre i staram się go nie używać.

Krzysztof Materna: W związku z tym możemy uznać, że nie zawsze byłeś obiektywny, z subiektywnego punktu widzenia. Czy zawsze byłeś rzetelny?

Kamil Durczok: No, pewnie można było przeczytać jeszcze jedno opracowanie przed programem, jeszcze jeden artykuł, porozmawiać z jeszcze jedną osobą, jeszcze lepiej się przygotować. Mam takie wrażenie, że nie jest przesadnie duża liczba tych dni zawodowych w moim życiu, w których pozwoliłem sobie na pewien rodzaj luzu intelektualnego, albo odpuszczenia. Oczywiście, że się zdarzało, bo każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, ale zakładam, że powiedzenie - "Tyle jesteś wart, ile twój ostatni program" - jest powiedzeniem zobowiązującym i w związku z tym każdy z tych programów jest przeze mnie tak przygotowywany jakby był pierwszy i ostatni zarazem, bo po nim będą mnie oceniać.

Krzysztof Materna: Kamilu, pracujesz już dość długo w telewizji publicznej, nie bardzo długo...

Kamil Durczok: Jedenaście lat.

Krzysztof Materna: No, to jest kawałek czasu. Powiedz mi czy zawsze miałeś warunki do tego, żeby być rzetelnym?

Kamil Durczok: Ja myślę, że cokolwiek bym teraz powiedział, to nie będzie to dobra odpowiedź.

Krzysztof Materna: Spróbuj dobrze odpowiedzieć.

Kamil Durczok: Będę się starał. Każdy z nas, pracuje w takich, czy innych warunkach. O tych warunkach nie ma co opowiadać, dopóki nie przekraczają one pewnej granicy. Są pewne warunki brzegowe i umawiamy się, że jeśli w środku, pomiędzy nimi dzieje się coś złego, dobrego, lepszego, gorszego, powodującego komfort naszej pracy, albo dyskomfort naszej pracy, to jest to nasza wewnętrzna, firmowa sprawa. Wielkie nieszczęście telewizji publicznej polega na tym, że wszyscy usiłują ją w jakiś sposób modelować. Właśnie dlatego, że jest telewizją publiczną. To czasem przybiera dobre formy, a czasem przybiera formy karykaturalne. Pewien gentleman, pojawiający się tu i ówdzie w charakterystycznym biało - czerwonym krawacie, był łaskaw zwrócić się do jednego z moich kolegów, którzy prowadzili z nim rozmowę, żeby ten milczał i słuchał, ponieważ on płaci abonament, w związku z czym jest właścicielem, czy dysponentem tego czasu, który mu teraz przysługuje i z tego abonamentu jest wypłacana pensja dziennikarza. To są takie opowieści, które ja czasem gdzieś przedstawiam, po to, żeby powiedzieć, że my tak na prawdę nie potrafimy się zdecydować na model telewizji publicznej. Jednak to, co się dzieje w środku, wewnątrz powinno być sprawą korporacji, powinno być sprawą firmy i nie powinno się o tym dyskutować na prawo i lewo, i o tym opowiadać. Dopóki oczywiście, jak powiadam, nie przekroczymy tych warunków brzegowych. No, wtedy trzeba się zastanowić czy założyć kapelusz i pójść gdzieś indziej.

Krzysztof Materna: Kiedy wiesz, Kamilu, że sytuacja w naszym kraju jest taka, że to, co jest tajemnicą, to o tym wszyscy wiedzą, natomiast to co nie jest tajemnicą, to nikogo nie zajmuje. W związku z tym to nie jest tak łatwo doprowadzić do pewnej szczelności w takiej firmie jak telewizja publiczna, bo telewizja publiczna ma korytarze, a korytarze mają przyjaciół korytarzy i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Jeszcze jest Woronicza i Plac.

Kamil Durczok: Dwa światy.

Krzysztof Materna: Dwa światy, który wolisz?

Kamil Durczok: Zdecydowanie ten na Woronicza. Ja mam czasem wrażenie, że na Placu Powstańców krzyżują się jakieś żyły wodne i to źle wpływa na atmosferę w tym miejscu.

Krzysztof Materna: Dla tych, którzy nie wiedzą - mówimy o topografii. Woronicza to jest centrum studyjne telewizji i redakcyjne, tam gdzie powstaje większość programów, natomiast Plac, to jest miejsce, gdzie powstają słynne programy informacyjne. A ty jesteś i tu, i tu, i wolisz tamto?

Kamil Durczok: Wolę tamto.

Krzysztof Materna: To dlaczego jesteś i tu, i tu?

Kamil Durczok: Bo nie zawsze możemy w życiu robić tylko to, co chcielibyśmy, albo to co wolelibyśmy. Poza wszystkim plac jest też fascynującym miejscem. Przygotowywanie 'Wiadomości' - jak niektórzy mówią - największej gazety w Polsce, największe4go programu informacyjnego - jest wyzwaniem. Natomiast wydaje mi się, że bez żadnej szkody można by było się pozbyć czterdziestu procent emocji, jakie towarzyszą przygotowywaniu tego programu właśnie na Placu Powstańców.

Krzysztof Materna: Kto robi te emocje?

Kamil Durczok: No, to dobre pytanie - ludzie, atmosfera, miejsce i pewna magia. Na prawdę trudno powiedzieć, skąd się to bierze. Presja dziewiętnastej trzydzieści, czy magia dziewiętnastej trzydzieści, to jest to, czego doświadczyłem już przy pierwszym nagraniu 'Wiadomości'. Wydawało mi się, że mam już za sobą jakiś wieczór wyborczy, jakiś wieczór prezydencki, to trema - właściwie nie bardzo. Ale jak przyszła dziewiętnasta trzydzieści, to się okazało, ze to jest magiczna godzina, że trema jest tak potworna, że jak się na koniec próbowałem uśmiechnąć, to wyszedł jakiś paraliż twarzy. Emocje, które temu towarzyszyły były ogromne. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie skąd się to bierze. Pewnie jeszcze z takiego wyobrażenia, że jak czegoś nie pokażą o dziewiętnastej trzydzieści, to znaczy, że tego nie było.

Krzysztof Materna: Kamilu, jednym z powodów zaproszenia, które do ciebie skierowałem, jest premiera twojej książki, która nazywa się "Wygrać życie". "Wygrać życie" nie jest odautorskim, pretensjonalnym tytułem, tylko tytułem prawdziwym. Książka jest niesłychanie przejmująca, podobnie jak twoje wyznanie, które złożyłeś kiedyś na antenie 'Wiadomości'. Ta książka jest chyba pierwszą taką w Polsce, która w sposób tak prosty, przejmujący, konsekwentny, mówi, co to jest wygrać życie i co to jest - walczyć z chorobą, taka jak ta, która cię dopadła w pewnym momencie życia. Powiedz mi - chciałeś napisać tę książkę specjalnie, czy nakłaniano cię, żebyś ją napisał?

Kamil Durczok: To było jedno z moich, jak mi się zdawało - niewzruszalnych, postanowień czasu chorowania, że nie ma mowy o powrocie do tego, co się dzieło przez osiem miesięcy w moim życiu, na przełomie 2002 i 2003 roku. Ja wiedziałem, że nie chcę do tego wracać w żaden sposób, ale ponieważ poczyniłem pewne publiczne wyznanie, bo wychodziłem z założenia, że także w tej sprawie moim widzom należy się prawda, powiedziałem przez 28 sekund, bo tyle dokładnie to trwało - cztery chyba najtrudniejsze zdania mojego życia. Zamknąłem również, jak mi się zdawało wtedy - bezpowrotnie, ten okres mojego życia, także publicznym wyznaniem podczas rozmowy z Piotrem Najsztubem dla "Przekroju". Aż do pewnego dnia, kiedy zadzwoniła do mnie sympatyczna, młoda osoba z wydawnictwa Znak i zaczęła drążyć temat. Oczywiście było tak, że ja na początku jej opowiedziałem to, co teraz tobie powiedziałem, potem powiedziałem to jeszcze raz, i jeszcze raz, ale ponieważ pani Magda była osobą bardzo konsekwentną (i jest), to w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jeśli ten mój przypadek - tak to nazwijmy - mógłby być pomocny w obalaniu kilku mitów, stereotypów - takich potwornych, szkodliwych i zabójczych czasami, wyobrażeń o chorobie nowotworowej, to powinienem sobie zweryfikować te wcześniejsze postanowienia nie mówienia o tej sprawie i jednak do tematu wrócić. Ponieważ jeszcze lektura tych kilku tysięcy listów, które przyszły wtedy, utwierdzała mnie w przekonaniu, że to jest temat niezwykle istotny i że coś się wyzwala, kiedy ludzie zaczynają o tym mówić. Coś się wyzwala, coś zaczyna pękać, z tej dyskusji, krótko mówiąc coś wynika. Wtedy już wiedziałem, że trzeba coś napisać - wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to będzie w takiej formie, że tak akurat ta książka będzie wyglądała, ale już wiedziałem, że coś z tym trzeba zrobić.

Krzysztof Materna: Czy nie uważasz, że żyjemy w takim kraju, w którym prawdziwa, przepraszam za takie sformułowanie, prawda jest wstrząsająca i ona powoduje reakcję?

Kamil Durczok: To też, ale wydaje mi się przede wszystkim, że żyjemy w kraju, w którym są pewne obszary życia przykryte taką ciemna płachtą. To, co się pod tą płachtą dzieje nie widzi światła dziennego, o tym się nie mówi, a jak już się mówi, to jakoś dziwnie, nienormalnie, nieprawdziwie, zakłamanie i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Trzeba te płachty spróbować podnieść i usunąć, i wpuścić tam trochę światła. Takim obszarem jest właśnie choroba nowotworowa. To są właśnie takie przykłady. Przychodzi osoba, która jest w trakcie leczenia, jest łysy i towarzystwo, które jest dookoła niego, nie bardzo wie, jak go traktować. Bo niby żywy, ale właściwie już trup, bo przecież rak to śmierć, prawda? To pierwszy stereotyp, z którym próbujemy się tutaj rozprawić razem z Piotrem Mucharskim, współautorem tej książki. No i to jest kłopot. Tu trzeba rozmawiać.

Krzysztof Materna: Mówimy o tych, którzy nie potrafią się znaleźć w sytuacji, ale mówmy tez o tym, co jest związane z wiedzą, którą powinni szerzyć lekarze, minister zdrowia. Bo ta książka przez swoją szczerość i przez to, że ty jesteś jej autorem jest również poradnikiem, rodzajem profilaktyki...

Kamil Durczok: Jest wielkim wołaniem, przede wszystkim o to, żebyśmy sami pomyśleli o własnym zdrowiu, o własnym życiu. Bo tutaj jest trochę przewrotna teza, ale jednak zawarta między wierszami. My bardzo łatwo i bardzo chętnie narzekamy na lekarzy, ale my tym lekarzom musimy dać szansę. Musimy do nich po pierwsze przyjść. Musimy się pojawić u lekarza i powiedzieć: "Panie doktorze, proszę mnie zbadać". Ja jestem tego klasycznym przykładem, bo przecież tak naprawdę, pamiętasz zresztą, w jakich okolicznościach, trafiłem do lekarza wtedy, pod koniec 2002 roku, przez czysty, absolutny przypadek. Byłem zdrowym bykiem, w życiowej formie, przygotowującym się do dużej sportowej imprezy.

Krzysztof Materna: Sam byś się do niego nie skierował.

Kamil Durczok: Absolutnie nie. Była to jedna z listy spraw pilnych do załatwienia - było to miejsce 45 - wizyta u lekarza i przebadanie się. My musimy do tego lekarza przyjść, my musimy spróbować zbudować partnerskie relacje - bo to jest kolejny mit. Zła służba zdrowia i to jak nas traktują. Ta książka jest opisem fantastycznego miejsca - fantastycznego, choć miejsca bardzo dramatycznych ludzkich przeżyć, także śmierci. Ale fantastycznego w takim znaczeniu, że trafia się tam na lekarzy, dla których nie istnieje statystyka. Nawet typowo zachodnie podejście do nowotworów jest takie, że mamy 1000 przypadków mięsaka i na 1000 przypadków 980 zostało wyleczonych jakąś tam metodą, w związku z czym ordynujemy tą metodę. W Gliwicach, w Centrum Onkologii, nie ma statystyk. W Gliwicach jest indywidualne podejście do pacjenta. To musi być zaraźliwe, to się musi rozlać na inne ośrodki.

Krzysztof Materna: Myślisz, że gdzie indziej tak nie jest?

Kamil Durczok: No nie jest, niestety, a przynajmniej nie wszędzie. Taka prawda się z tych wszystkich listów, telefonów, maili, które dostałem, wyłania. Ale ja nie chce oskarżać środowiska lekarskiego o jakąś znieczulicę. Absolutnie nie. Najpierw my musimy wykonać pierwszy krok i spróbować zbudować partnerskie relacje z lekarzem.

Krzysztof Materna: Tak sobie myślałem na ten temat, że ty z ta książką powinieneś jeździć po kraju.

Kamil Durczok: Po to, żeby ktoś potem powiedział, że to przygotowanie do kampanii?

Krzysztof Materna: Nie, ty powinieneś jeździć po kraju, bywać na spotkaniach, bo to jest misja. Ja uważam, że ta książka powinna być nie tylko w każdym szpitalu i nie tylko w każdej przychodni, ale trzeba coś zrobić, żeby ona była dostępna. Mnie w tej książce uderzył niesłychanie prosty język, który jest dodatkowa siłą tej książki, bo ten prosty język z jednej strony niesłychanie działa na wyobraźnię - ja się domyślam, co przeżywałeś i jestem w stanie to sobie wyobrazić, z drugiej strony ten język nakazuje mi szanować zdanie lekarzy, szanować wszystko, co jest związane z profilaktyką i zadbać o zdrowie swoje i swoich najbliższych.

Kamil Durczok: 31 stycznia - Zielona Góra, potem Gorzów, potem Szczecin, potem Gdańsk, potem Białystok, potem Poznań, potem Bydgoszcz, potem Zakopane, Kraków, Wrocław, Opole.

Krzysztof Materna: Z Durczokiem po kraju.

Kamil Durczok: Z Durczokiem po kraju. Jeździmy z Piotrem Mucharskim, będziemy się spotykali z czytelnikami, będziemy się spotykali z ludźmi, będziemy o tym wszystkim rozmawiali. Myślę, że to jest to, co naprawdę warto robić, czemu naprawdę warto poświęcać czas. Albo sami się przekonamy, że warto walczyć i nie warto się poddawać tym wszystkim stereotypom, o których mówiłem, albo będzie bardzo niedobrze. To jest najwyższa z możliwych stawek w tej grze i naprawdę trzeba zrobić wszystko, żeby szczęściu pomóc.

Krzysztof Materna: Jako czytelnik tej książki powinienem powiedzieć, że istotna jest rola współautora. Ta forma wywiadu i rozmowy z tobą i z innymi osobami, które w tej książce występują - z twoim lekarzem, z twoja rodziną - to jest również taki rodzaj komunikacji, która pozwala po prostu dojść do istoty mnie, czytelnikowi.

Kamil Durczok: Ja podkreślam gdzie mogę i kiedy tylko mogę, że bez Piotra Mucharskiego nie byłoby tej książki. Dzięki jego konsekwencji i umiejętności przelewania tego języka mówionego na język pisany, ta książka powstała. Natomiast chcemy rzucić wyzwanie tą książką i sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Jeśli obudzimy, czy zapoczątkujemy, czy spróbujemy zainicjować jakąś dyskusję, to myślę, że stałoby się coś bardzo, bardzo dobrego.

Krzysztof Materna: Powiedz mi, jaki jest nakład tej książki?

Kamil Durczok: Z tego co wiem, to wydawnictwo w tym pierwszym, mam nadzieję, że nie ostatnim nakładzie, przewidziało druk 50 tysięcy egzemplarzy tej książki.

Krzysztof Materna: A powiedz mi czy wśród tej dużej ilości spotkań, planujesz jakieś spotkanie z ministrem zdrowia na ten temat, z sejmową komisją zdrowia, może byłeś zaproszony do tych, co jechali na bankiet z ZOZ-ów, czy jak to się nazywa, do Zakopanego?

Kamil Durczok: Zakopane jest zdaje się w ogóle ulubionym miejscem tego rodzaju spotkań, bo ostatnio widziałem jak bawił tam i to bardzo hucznie minister Zieliński, który się zajmuje osobami niepełnosprawnymi. Ponieważ akurat pracowaliśmy na początku grudnia nad ostatecznymi poprawkami tej książki właśnie z Piotrem, to byliśmy obydwaj świadkami, właśnie jak można się troszczyć o osoby niepełnosprawne w dobrym hotelu i przy dobrym alkoholu. Ale to tak na marginesie. Jest coś dziwnego w tej naszej, najdelikatniej to nazywając - polityce zdrowotnej. Na przykład dyskusja o badaniu PETem, urządzeniem bardzo nowoczesnym, które wykrywa nawet pojedyncze komórki nowotworowe, choć tylko w dniu badania, ale jednak to jest ogromna wiedza, cały świat nad tym pracuje. My mamy takie urządzenie w Bydgoszczy. Okazało się, że badanie tym urządzeniem jest za drogie. To kosztuje 7 czy 8 tysięcy złotych.

Krzysztof Materna: Ale nie dlatego, że jest w Bydgoszczy?

Kamil Durczok: Nie, nie, choć można by rozpatrywać inne lokalizacje, które być może nieco wpłynęłyby na cenę tej usługi. Dowiedziałem się, że to urządzenie jest za drogie i przez jakiś czas stosowne instytucje nie podpisywały kontraktu na to badanie. Zastanawiałem się długo nad fenomenem myślenia o tym. Wszyscy wiedzą, że profilaktyka, zwłaszcza w chorobach nowotworowych jest daleko, daleko tańsza niż leczenie. Już pomijając oczywiście to, że leczenie może się zakończyć sukcesem, albo klęską - krótko mówiąc - śmiercią, albo wygraną pacjenta. Zastanawiałem się, kto, przy jakim biurku i jakimi ścieżkami podążają jego myśli, że nie jest w stanie zrozumie, jak mi się wydaje - dość prostej prawdy, która przed chwilą wyraziłem. Zawsze lepiej zapobiegać i robić profilaktykę, niż potem leczyć. Długo to urządzenie stało nieczynne, albo można było tam pojechać i samemu zapłacić, i się przebadać. To jest właśnie taki sygnał tego, jakie jest podejście do tej choroby. Leczenie choroby nowotworowej jest bardzo drogie, bardzo drogie. Już pomijam sam zabieg operacyjny, ale później leczenie, używane leki, i tak dalej, i tak dalej. Wydawałoby się - prosta sprawa - wcześniej zbadać, no, ale...

Krzysztof Materna: Kamilu, a czy ty nie powinieneś zrobić debaty na ten temat? Ty masz prawo.

Kamil Durczok: No właśnie to jest pytanie. Ja przez jakiś czas, chyba trochę nawet celowo, unikałem tematów, które mogłyby być jakoś kojarzone z moją chorobą. Bo skoro nie realizowałem ich wcześniej, to dlaczego mam je realizować po chorobie?

Krzysztof Materna: Dlatego, że jesteś 50 razy bardziej wrażliwy na ten temat, dlatego, że dotknęło cię to osobiście, dlatego, że o tym fakcie dowiedziały się miliony Polaków, dlatego, że złamałeś stereotypy i powiedziałeś o tym publicznie, podobnie jak i nasz kolega Marcin Pawłowski, dlatego, że spotkało się to z taką a nie inną reakcją, dlatego, że spotkało się to również z głupimi reakcjami, które zostały potępione. Powodów jest tysiące.

Kamil Durczok: Tak, tylko gdyby przyjąć ten punkt widzenia, to właściwie wszystkie moje wydania "Wiadomości" powinny się rozpoczynać od frontu walki z rakiem. Bo to jest duży problem, bo dotyczy bardzo wielu osób. Ja oczywiście przerysowuję.

Krzysztof Materna: Ja nie mówię o tym Kamilu, tylko o jednym programie, który by obejrzały miliony Polaków. Ty masz prawo poprowadzić to jako, przepraszam, straszne słowo powiem tutaj - fachowiec od tego.

Kamil Durczok: Pewnie taka debata kiedyś powstanie. Boję się czegoś innego, że ponieważ to jest właśnie takie doświadczenie i takie przeżycie, które bardzo silnie wryło się w moją pamięć, to ja nie byłbym do końca obiektywny. Boję się, że emocje, które towarzyszyłyby mi przy tworzeniu tego programu, mogłyby w pewnym momencie wpłynąć na jego kształt, a to nie byłoby dobre. Ale pewnie taka debata powstanie. Może musi jeszcze upłynąć pół roku, a może będę po tych spotkaniach jeszcze bogatszą w wiedzę o tym, co ludzie myślą tak na prawdę.

Krzysztof Materna: Sam powiedziałeś, i ja to absolutnie potwierdzam, o znaczeniu profilaktycznym tej książki.

Kamil Durczok: To wszystko prawda. Ja jestem bardzo ciekaw, co na tych spotkaniach będą mówili ludzie, jakie jest ich wyobrażenie. To jest mój zapis bardzo osobistego zwycięstwa, chociaż ja podkreślam cały czas - zwycięstwa warunkowego. Warunkowego - bo od badania do badania. To jest choroba, która wraca. Niestety taka jest jej perfidia. Jestem bardzo ciekaw tego, co ludzie myślą w Polsce - jak się leczy nowotwory. Jestem ciekaw, czy to wszystko, co było w tych listach, które do mnie przyszły - czy znajdę w tych spotkaniach potwierdzenie tych wszystkich wyobrażeń i opisywanych zdarzeń, czy też może ten obraz walki z nowotworami w Polsce jest trochę inny.

Krzysztof Materna: Ja jestem absolutnie przekonany o tym, że znajdziesz potwierdzenie tego, o czym mówisz. Tylko jednej rzeczy się boję, że na te spotkania przyjdą ludzie, którzy również znają ten temat. Ja bym chciał, żeby poznawali ten temat ludzie, którzy go nie znają. Żeby, tak jak mówisz, jeśli wykonałeś pewne przełamanie określonego tabu, które w Polsce istnieje, to jest 1000 dziedzin, w których to tabu trzeba łamać. Wracam tu do początku naszej rozmowy - masz misję.

Kamil Durczok: Pewnie ta debata powstanie, ale jeszcze chciałbym,żeby trochę czasu minęło.

Krzysztof Materna: Ale masz misję jako dziennikarz. Jakie masz jeszcze tabu do przełamania, przecież jest ich tysiące? Przecież my potrzebujemy prawdy, potrzebujemy normalnie do siebie mówić - i na temat tego, że walczymy o życie, i na temat tego, że walczymy o to, żeby było normalnie w tym kraju, i żeby, tak jak mówisz jakiś idiota nie zastanawiał się, czy urządzenie w Bydgoszczy za ileś tam milionów pewnie, ma stać bezczynnie, bo to kosztuje. Jest takich tematów tysiące, prawda?

Kamil Durczok: To prawda i przyznam się, że z tych wielu dziennikarskich doświadczeń mam takie przekonanie, że coś z tej książki, coś, być może z innego podejścia do tematów medycznych, tematu walki z nowotworem, nie rozbudzania fałszywych nadziei, innego redagowania informacji o nowych lekach, że to jest coś, co w sposób może najbardziej wartościowy z tej mojej całej działalności - zostaje. Ale to takie dywagacje.

Krzysztof Materna: Jak jest w powietrzu - pytam się ciebie, jako pilota? Piszesz o tym w książce. To był rzeczywiście taki moment, w którym postanowiłeś - "Będę latał"?

Kamil Durczok: To był taki moment, w którym wróciłem do postanowień z późnego dzieciństwa, albo wczesnej młodości. Zrealizowane to wszystko zostało dzięki konsekwencji mojego przyjaciela, który zresztą był dla mnie bardzo ważną osobą w czasie chorowania - człowieka, który nie pozwolił mi skupiać wszystkich myśli wyłącznie na tym, co mnie czeka w rzeczywistości szpitalnej, gliwickiej, tylko kazał się zajmować różnymi innymi rzeczami - między innymi zapakował mnie do samochodu, zawiózł na lotnisko i powiedział: " No, stary, teraz będziemy latali". No i tak się zaczęła moja przygoda z lotnictwem. Fascynująca zupełnie.

Krzysztof Materna: Latasz?

Kamil Durczok: Latam.

Krzysztof Materna: Samodzielnie?

Kamil Durczok: Samodzielnie. Mam licencję numer 12 200 i jestem z niej bardzo dumny.

Krzysztof Materna: Samolot prowadzisz?

Kamil Durczok: To jest dla ludzi Krzysztofie. Jeśli pozwolisz - zaproszę cię kiedyś.

Krzysztof Materna: Pozwalam się zaprosić, ale od razu cię uprzedzam, że odmawiam. Odmawiam, dlatego, że ja po prostu nie lubię latać.

Kamil Durczok: To się zdarza.

Krzysztof Materna: Latam jak muszę. A z tobą nie muszę.

Kamil Durczok: To się zdarza. No dobrze, posiedzimy w samolocie.

Krzysztof Materna: Proszę państwa, poświęciłem książce Kamila tyle czasu, ponieważ uważam, że powinien ją przeczytać każdy rozsądny i nierozsądny, każdy, kto rozsądnie myśli o życiu, kto chce wygrać życie. Bo nie wiadomo czy dotyczy to mnie, ciebie, kogo innego, prawda?

Kamil Durczok: Dotyczy to 100 000 ludzi co roku w Polsce, nowych przypadków zachorowań na nowotwory. Dotyczy to ogromnej rzeszy ludzi i dotyczy w sposób, jak mi się wydaje, bardzo silny, najsilniejszy z możliwych, bo to jest taka walka, której wynik jest albo - albo. Albo zachowujemy to, co najcenniejsze, albo przegrywamy.