Kto może przejmować martwe znaki towarowe

Czy rzecznicy patentowi będą mogli skupować znaki towarowe i nimi handlować? Środowisko prawników jest podzielone. Jedni mówią, że to zwykły biznes, inni - że to nieetyczne. Spór będzie musiał rozstrzygnąć sąd

Sprawa ma charakter precedensowy. Stawką jest określenie praw, jakie przysługują rzecznikom patentowym, którzy reprezentują firmy przed sądami i urzędem patentowym w sporach o własność przemysłową, np. znaki towarowe.

Renomowana warszawska kancelaria patentowa Kulikowska & Kulikowski w kwietniu 2002 r. zaproponowała znanej z produkcji płynu do mycia naczyń Ludwik spółce Inco Veritas, że odkupi jej prawa do znaku towarowego Flesz. Znak zarejestrowano w 1993 r. Obecnie pod tą nazwą spółka sprzedaje kilka rodzajów środków do prania, mycia i czyszczenia. Ale kilka lat temu w firmie była reorganizacja i z Flesza nie korzystano.

Kancelaria o tym wiedziała. Ostrzegła w piśmie Inco, że jej prawo do znaku może wygasnąć (marki nie używano przez pięć lat). Zaproponowała, że odkupi do niego prawo za 5 tys. zł.

Firma się nie zgodziła, więc dwa miesiące później kancelaria wystąpiła do urzędu patentowego o rejestrację Flesza na swoją rzecz. Jednocześnie zażądała wygaszenia praw Inco Veritas.

Urząd jednak odmówił. Uznał, że kancelaria nie może takiego wniosku złożyć. Nie prowadzi bowiem działalności w branży chemicznej.

Urząd stwierdził, że zgodnie z ustawą o rzecznikach patentowych kancelaria patentowa może jedynie świadczyć usługi z zakresu własności przemysłowej, ale na czyjeś zlecenie, a nie we własnym imieniu. Zdaniem urzędu tak jest lepiej dla rzeczników, bo nikt nie będzie ich podejrzewał, że specjalnie wyszukują martwe znaki, które można przejąć.

Kancelaria ripostuje. Twierdzi, że nie wyklucza rozszerzenia działalności gospodarczej, a prawo nie zabrania jej rejestracji znaków towarowych. - Mieliśmy zapotrzebowanie na Flesza. Negocjowaliśmy z Inco, ale stawiali wygórowane żądania - mówi rzecznik patentowy Jarosław Kulikowski. Zapewnia, że na Zachodzie przejmowanie nieużywanych znaków jest normalną praktyką. - Dlaczego nasza kancelaria miałaby na tym nie zarabiać? - stwierdza Kulikowski.

Wiceprezes urzędu patentowego Andrzej Pyrża przypuszcza, że kancelaria patentowa występowała w imieniu jakiejś firmy, która nie chciała się ujawnić - przez pośrednika taniej mogła kupić markę. Nie widzi w tym nic złego. Podkreśla jednak, że decyzję podjął niezależny skład orzekający.

Urząd patentowy rocznie rozpatruje 20-30 spraw o wygaszenie martwego znaku. Łatwo je znaleźć w jego bazie, bo jest ogólnodostępna. Wczoraj sporem zajął się wojewódzki sąd administracyjny. Wyrok za tydzień.