Ścieki króla żelatyny do prokuratury

Królowi żelatyny może grozić nawet pięć lat więzienia. Inspektor ochrony środowiska wysłał do prokuratury doniesienie o przestępstwie w ich sprawie. Chodzi o nielegalne ścieki wyrzucane do lasu z fabryki w Zgierzu.

Kazimierz Grabek i jego córka Anna mają w Zgierzu pod Łodzią fabrykę żelatyny. W poniedziałek ujawniliśmy, że od roku zatruwają pobliski las. Z zakładu wyprowadzili rurę, którą wypływają rozpuszczone kości zwierząt. Grabkowie zbudowali swoją fabrykę za pieniądze... wyłudzone z Funduszu Ochrony Środowiska.

Po naszym tekście Paweł Trzaskowski, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Łodzi, wysłał do prokuratury doniesienie o przestępstwie. - Powołujemy się na paragraf 182 kodeksu karnego - informuje. Mówi on, że kto niszczy świat roślinny lub zwierzęcy w znacznych rozmiarach, podlega karze więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat.

Inspektorat już kontrolował zakład i stwierdził rozlewisko ścieków poprodukcyjnych w przylegającym do niego lesie. - Pobraliśmy próbki ścieku z lasu. Okazało się, że normy są przekroczone kilkadziesiąt tysięcy razy! - alarmuje Trzaskowski.

Inspektorat wyda wkrótce zarządzenia pokontrolne, w których nakaże Grabkom rekultywację skażonego terenu. - Rozważamy również możliwość zamknięcia zakładu - grozi dyrektor.

Grabkowie zbudowali swoją fabrykę dzięki przychylności polityków SLD i PSL oraz poparciu posła Andrzeja Pęczaka. Dostali 8,5 mln zł z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Łodzi na "zakład utylizacji odpadów poubojowych". Zamiast tego zbudowali fabrykę żelatyny, a pożyczki nie oddali do dziś. Z odsetkami to już 13 mln zł.