Afera FOZZ: sądowe gry na czas

Na 31 stycznia sąd polecił przygotować się prokuraturze i obrońcom do wygłoszenia mów końcowych w sprawie afery FOZZ. Wyrok zapaść więc może jeszcze w lutym.

Sprawa Grzegorza Żemka i Janiny Chim, byłych dyrektorów Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i współpracujących z funduszem biznesmenów (na ławie oskarżonych siedzą jeszcze cztery osoby m.in. były prezes Uniwersalu), to największa niewyjaśniona dotychczas afera III RP. Suma strat skarbu państwa objęta zarzutami sięga 354 mln zł. Sprawa zagrożona jest przedawnieniem (części zarzutów sąd nie będzie mógł uwzględnić już w lipcu, sierpniu 2005 r.).

Tymczasem od września rozprawy odbywają się raz, dwa razy w miesiącu. Sąd nie mógł się doczekać na uzupełniającą opinię biegłych ekonomistów, którzy jeszcze raz obliczali straty państwa i kwoty zagarnięte przez oskarżonych. Opinia zespołu biegłych wpłynęła przed świętami i wczoraj sąd ją przyjął, ale poprosił biegłych, żeby zrobili jeszcze kilka korekt. Eksperci uwzględnili np. 5,4 mln dol., które Fundusz stracił na swoich operacjach, ale o kwocie tej milczy akt oskarżenia, sąd nie może więc tej kwoty uwzględnić. - Wyliczenia biegłych spóźnione są o kilka lat - skomentował sędzia Andrzej Kryże.

Na razie pytania do biegłych mieli tylko dwaj oskarżeni, pozostali poprosili o czas na zapoznanie się z opinią. Sędzia Kryże uznał, że z ich strony to "gra na czas" i nie zgodził się. Dał stronom jeszcze tydzień - na zdawanie pytań "w drugiej turze". Zauważył, że strony na analizę akt miały czas od stycznia 1998 r. Gromadzenie dowodów w sprawie uznał za zamknięte. Następna rozprawa 31 stycznia.

Komentarz

To, co robi przewodniczący w procesie sędzia Andrzej Kryże, przypomina stare porzekadło "w tym szaleństwie jest metoda". Wczoraj stało się jasne, że sąd jest tuż przed wyrokiem i jak zamierza do niego doprowadzić. Wygląda na to, że nie będzie ciągnącego się tygodniami przesłuchania biegłych. Sędzia uważa, że dał szansę na zadanie stronom pytań na piśmie i jeśli ktoś ich nie zdał lub nie zada w styczniu, to kolejnej szansy nie będzie miał. Cała gra o opinię rozegra się na piśmie.

Wydłużenie przerwy między rozprawami zapewne zmierza do tego, by sąd "wpadł" - jak się żargonowo określa - "w odroczenie", czyli przekroczył 35 dni między rozprawami. Wtedy na najbliższej rozprawie zmienić może procedurę, według której rozpatrywana jest sprawa. Najnowsze przepisy postępowania karnego pozwalają odrzucić wszystkie wnioski dowodowe, które sąd uzna za "w sposób oczywisty" zmierzające do przedłużenia procesu. Taka taktyka pozwoli sędziemu Kryże zakończyć proces przed nieuchronnym przedawnieniem. I być może nie dotknie go za to krytyka, jeśli w II instancji sprawy nie zdąży się rozpatrzyć z powodu przedawnienia.