USA: Bush idzie na wojnę z deficytem budżetowym

Największa gospodarka na świecie ma się nieźle, a w ciągu pięciu lat jej deficyt budżetowy ma spaść o połowę - zapewniał w poniedziałek prezydent George W. Bush

Na konferencji prasowej Bush zapowiadał, że będzie chciał utrzymać dyscyplinę fiskalną, ale nie wyjaśnił dokładnie, jak miałoby to wyglądać. Wcześniej zapewniał, że reformę finansów publicznych zacznie od zmiany prawa podatkowego. Bush chce je uprościć.

- Przedstawimy budżet odpowiedni do sytuacji. Zapewni on wszystkie możliwe narzędzia siłom zbrojnym i pomoże chronić bezpieczeństwo kraju - zapewniał prezydent.

Sprawy budżetowe to dla Busha poważne wyzwanie: za jego kadencji największa na świecie gospodarka przeszła od nadwyżki budżetowej w wysokości 236 mld dol. do deficytu na ponad 413 mld dol. (to 4 proc. PKB).

Pierwsze przymiarki do budżetu na 2006 r. pokazują jednak, że deficyt może przekroczyć nawet pół biliona dolarów. Jego projekt trafi do Kongresu w lutym.

Dziura budżetowa to wynik obniżki podatków, które administracja prezydenta wyprowadziła podczas jego pierwszej kadencji, by wyciągnąć amerykańską gospodarkę z recesji. Cięcia podatkowe warte są ponad 350 mld dol. (te z 2003 r.) i 1,35 bln dol. (wprowadzone w 2001 r.).

Ekonomistów martwią zapowiedzi prezydenta o tym, że wydatki na obronność na pewno nie spadną. W ub.r. USA przeznaczyły na nie prawie 360 mld dol., w tym roku będą o 20 mld dol. wyższe. W ramach tzw. planu wydatków dla Pentagonu amerykańscy podatnicy będą przeznaczać na zbrojenia o 20 mld dol. więcej co rok.

Niezrównoważony budżet szkodzi amerykańskiej gospodarce i dolarowi, który ten rok może zaliczyć do najmniej udanych. Tylko od października stracił na wartości wobec euro ponad 8 proc. W poniedziałek za euro płacono 1,3374 dol.

W swoim wystąpieniu prezydent Bush podkreślił, że USA będą chciały pomóc Rosji w przystąpieniu do Światowej Organizacji Handlu.