Czy rzemieślnicy muszą instalować kasy fiskalne?

Fryzjerzy, lakiernicy, kominiarze i kilka innych branż walczy z fiskusem o kasy fiskalne. ?Gazeta" proponuje - zamiast zmuszania małych firm do instalowania kas, warto pomyśleć o przyznaniu im ryczałtowego VAT! Takie rozwiązanie przewiduje przecież unijne prawo

O przyszłorocznych planach Ministerstwa Finansów w sprawie kas fiskalnych piszemy od kilku tygodni. Resort chce zmienić rozporządzenie o kasach fiskalnych i narzucić obowiązek ich instalowania branżom, które dotychczas były z niego zwolnione. Projekt zmiany rozporządzenia jest już w konsultacjach międzyresortowych.

Lista uprzywilejowanych zawodów kurczy się co roku. W 2004 zniknęli z niej taksówkarze. Jednak w przyszłym roku prawdziwy dopust boży spadnie na rzemieślników: kasy fiskalne będą musieli instalować - bez względu na obroty - fryzjerzy, zakłady fotograficzne, przechowalnie bagażu. "Ofiskalizowane" będą także płatne parkingi oraz wstęp na różnego rodzaju imprezy, m.in. sportowe, kulturalne oraz rekreacyjne.

Ministerstwo Finansów planuje też zmuszenie do stosowania kasy fiskalnej części rzemieślników rozliczających się w formie karty podatkowej. Nie płacą oni normalnego podatku dochodowego, lecz niewielki ryczałt (od kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie), ale z VAT rozliczają się na zasadach ogólnych. To właśnie rozliczeń z tego podatku mają pilnować kasy fiskalne. Jeżeli przekroczą limit 40 tys. zł rocznych obrotów, będą musieli zainstalować kasy: (lakiernicy; (pozłotnicy, kominiarze, (ślusarze, (tapicerzy, (krawcy, (introligatorzy, (firmy zwalczające szkodniki roślin i zwierząt.

Ministerstwo Finansów nie podaje, ile zarobi budżet na całej operacji. Zakup kasy fiskalnej jest częściowo refundowany (można go sobie odliczyć od podatku), więc zdaniem resortu trudno ewentualne zyski oszacować. Mimo to ministerstwo ma nadzieję, że zarobi ok. 50 mln zł. Resort liczy na to, że "efekt zdyscyplinowania rozliczeń z budżetem, a także możliwość kontroli niektórych grup podatników (co bez ewidencji przy zastosowaniu kas fiskalnych było praktycznie niemożliwe) z pewnością przewyższą koszt zwrotów pokrywających zakup kas" - czytamy w dokumencie przygotowanym dwa tygodnie temu dla posłów z sejmowej komisji finansów.

Przeciw kasom fiskalnym gorąco protestuje Związek Rzemiosła Polskiego. Sceptycznych jest też wielu doradców podatkowych, którzy wskazują na to, że w małych sklepach i zakładach usługowych nagminne jest "niewbijanie na kasę". Nie wiadomo więc, skąd bierze się optymizm resortu finansów.

Do instalacji kas fiskalnych nie zmusza nas wcale Unia. Wręcz przeciwnie - regulująca wspólnotowy system podatku VAT VI Dyrektywa przewiduje, że państwa mogą wprowadzić uproszczony, np. ryczałtowy, system podatku VAT dla małych firm. To ważne zwłaszcza w przypadku Polski. Nasz kraj ma bowiem jeden z najniższych pułapów obowiązkowego "wejścia na VAT" - wynosi on 10 tys. euro rocznych obrotów (patrz infografika). To dlatego kasy fiskalne są u nas na bazarach i w kioskach "Ruchu". Pułap 10 tys. euro resort finansów określił już w 1999 r., zapisano go w traktacie akcesyjnym i tutaj nic już się nie da zmienić. To wyraźne niedopatrzenie rządów Jerzego Buzka i Leszka Millera. Nasi sąsiedzi - Węgrzy, Słowacy czy Czesi - dostali bez problemu pułap 35 tys. euro.

Tymczasem VAT jest dla małych firm niezmiernie uciążliwy. Nie chodzi tylko o kasy fiskalne, ale także o obowiązek prowadzenia księgowości. W dodatku wiele spośród nich nie widzi żadnej korzyści w byciu vatowcem. To psychologicznie tłumaczy, dlaczego "nie wbijają na kasę".

Jednak tak wielka liczba firm rozliczających VAT jest także uciążliwa dla fiskusa. Podatek ten jest wyjątkowo podatny na wyłudzenia, a resort finansów nie ma ludzi ani możliwości, aby kontrolować wszystkie zwroty VAT, zwłaszcza dotyczące mniejszych sum.

Żeby wilk był syty i owca cała, UE wprowadziła więc możliwość ryczałtowego rozliczania się małych firm z podatku VAT. Jak to wyglądałoby w praktyce? - Można moim zdaniem wprowadzić system stawek kwotowych dla małych przedsiębiorców, w szczególności takich, które rozliczają się poprzez kartę podatkową - mówi doradca podatkowy Mirosław Barszcz.

- Wyglądałoby np. tak w ten sposób, że do kwoty płaconej karty podatkową jako podatek dochodowy doszła jeszcze kwota statystycznie wyliczonego podatku VAT. Ewentualnie - jeśli nie chcielibyśmy zwiększać obciążenia podatkowego - z kwoty karty podatkowej wydzielić część i potraktować ją jako należny VAT.

- Mnie wydaje się to rozsądne, ale trochę jestem sceptyczny co własnych możliwości przekonania Ministerstwa Finansów - mówi poseł Marek Zagórski (SKL) szef sejmowej podkomisji, która pracuje nad projektem zmian w VAT. Poseł obiecuje jednak, że zapyta resort czy istnieją możliwości wprowadzenia ryczałtu przynajmniej dla firm rozliczających się kartą podatkową.