Nadgodziny przepracowane w Biedronce w sądzie

Kolejna pracownica Biedronki żąda w sądzie 35 tys. zł za niewypłacone nadgodziny

Przez sześć lat Renata Jankowska pracowała w trzech elbląskich Biedronkach. Zaczynała od stanowiska kasjerki, skończyła jako kierowniczka sklepu. Twierdzi, że cały czas zmuszano ją do pracy po godzinach.

- Normą był dziesięciogodzinny dzień pracy, a płacono tylko za osiem godzin - mówi. Jako kierowniczka zarabiała ok. 1,5 tys. zł.

W czerwcu podczas kontroli inspekcji pracy opowiedziała, ile w Biedronce pracuje się naprawdę. Zaraz po tym została wyrzucona za "nieprzestrzeganie kodeksu pracy". Teraz chce 35 tys. zł odszkodowania za 3 tys. nadgodzin. Według niej to i tak nie wszystkie nadgodziny, które przepracowała za darmo: - Ale więcej nie da się udowodnić - mówi.

Proces rozpoczął się w poniedziałek przed elbląskim sądem pracy. Sędzia zażądał od obrońcy byłej pracownicy dostarczenia wykazu jej nadgodzin, kolejna rozprawa odbędzie się 21 grudnia.

Jankowskiej towarzyszyła Bożena Łopacka, która we wrześniu wygrała pierwszy w Polsce proces przeciwko Jeronimo Martins o odszkodowanie za pracę w nieludzkich warunkach. Za 2,6 tys. godzin nadliczbowych sąd nakazał wypłacić kobiecie 35 tys. zł. Firma odwołała się do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Jeronimo Martins szacuje, że łączne zobowiązania spółki wobec pracowników z tytułu nadgodzin to ok. 125 mln zł. W całym kraju kilkadziesiąt osób zapowiada złożenie pozwów