Wikliniarze w plątaninie przepisów

Producenci wyrobów z wikliny czują się oszukani przez posłów i fiskusa - wskutek pomyłki zapominalskiego posła wisi nad nimi niebezpieczeństwo bankructwa

Antoni Wnuk jest jednym z wielu producentów wyrobów wikliniarskich na Podkarpaciu. - Jest nas tu bardzo dużo, dawne Rzeszowskie to prawdziwe wikliniarskie zagłębie. Produkujemy nie tylko kosze i koszyczki, ale także tacki na chleb, meble i płoty - opowiada.

Wyroby z wikliny, tak jak całe "rękodzieło artystyczne", od 1993 r. korzystały z obniżonej stawki VAT. W 2004 r. miały ją stracić - rząd tłumaczył, że to niezgodne z unijnym prawem. I tak jest rzeczywiście, ale posłowie murem stanęli w obronie rękodzielników. Każdy poseł bronił rzemieślników obecnych w jego regionie.

- Nie będzie drewnianych świątków, znikną koronczarki, padnie przemysł wikliniarski - lamentowali. I postawili na swoim. Sejm wpisał do ustawy obniżoną stawkę także na "wyroby sztuki ludowej oraz rękodzieła i rzemiosła ludowego i artystycznego". Wśród nich miała być także wiklina, a przynajmniej wszyscy tak myśleli.

Na wszelki wypadek część wikliniarzy, np. Jerzy Bortnik z Rudnika, poprosiła o interpretację urzędy skarbowe. Jaką stawką są obłożone wyroby wikliniarskie? - zapytał.

- Jeżeli mają atest Krajowej Komisji Artystycznej (działa przy Cepelii) to przysługuje im 7 proc. - odpowiedział mu we wrześniu Urząd Skarbowy w Nisku. - Podobną odpowiedź dostało kilka innych firm, więc reszta nawet nie pytała - opowiada pan Wnuk.

Identyczne interpretacje wydawały także urzędy skarbowe w Małopolsce.

Jakież było zdziwienie wikliniarzy, gdy jakiś czas potem izby skarbowe w Rzeszowie i Krakowie (nadrzędne nad urzędami skarbowymi) zaczęły wysyłać sprostowania do urzędów i podatników. Okazało się, że wiklina jednak jest obłożona stawką 22 proc. Dlaczego? Zawiniła niefrasobliwość posła Józefa Gruszki (PSL), który pisał poprawkę w sejmowej komisji finansów.

Gruszka popełnił błąd. O tym, czy coś jest obłożone stawką 7 czy 22 proc., decyduje załącznik do ustawy. W załączniku powinien znaleźć się numerek z Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług oraz nazwa towaru. Poseł numery PKWiU spisał prawidłowo, ale zapomniał o nazwach towarów, które się pod nimi kryją. Wpisał tylko jeden - "wyroby z trzciny". W parlamencie nikt nie zauważył błędu i tak poszło do Dziennika Ustaw.

W efekcie w załączniku jest wprawdzie numer wyrobów wiklinowych, ale nie ma ich nazwy. To wystarczyło Ministerstwu Finansów, żeby uznać, iż wiklina jednak jest obłożona jest stawką 22 proc. Resort wysłał pismo w tej sprawie do wszystkich izb i urzędów skarbowych, a te oczywiście musiały sprostować swoje poprzednie interpretacje. Wikliniarze zostali na lodzie.

- I co ja ma teraz robić? - pyta Antoni Wnuk. - Zawarłem już duży kontrakt z jedną z sieci handlowych na dostawę koszyczków świątecznych. Mam dopłacać VAT z odsetkami? Wielu firm nie stać na wyłożenie takiej sumy i będą bankrutować - ostrzega.

Teraz jedyną szansą dla wikliniarzy jest nowelizacja ustawy. W grudniu sejmowa komisja finansów zajmie się jej projektem.

- Znamy problem branży wikliniarskiej i prawdopodobnie komisja uchwali poprawkę, która zlikwiduje pomyłkę - mówi Marek Zagórski (SKL), szef podkomisji, która właśnie skończyła prace nad projektem.

Nie wiadomo tylko, co na to rząd. - Ministerstwo Finansów boi się interwencji Komisji Europejskiej w sprawie wyrobów rękodzielniczych - tłumaczy Zagórski. - Na razie Komisja w tej sprawie nie pisała, ale resort się boi, że gdy zaczniemy dopisywać nowe towary do listy, to się odezwie - tłumaczy poseł.

Komisja Europejska już raz skarciła Polskę - za zwolnienie z VAT usług internetowych.