Jak Tomasz Lis zmienia Polsat

Tomasz Lis w Polsacie to od 1 września bardziej menedżer niż dziennikarz. Jak radzi sobie na nowym stanowisku? Czy zaskoczy rynek po raz kolejny?

Prezes TVN Piotr Walter oraz Karen Burgess, wiceprezes zarządu stacji ds. finansów, dobrze przygotowali się do pytań inwestorów z londyńskiego City. - To było jedno z tych spotkań, po którym można wyjść z kilkudziesięcioma milionami euro - mówi szef TVN, który w listopadzie ubiegłego roku przekonywał instytucje finansowe do zakupu obligacji stacji o łącznej wartości 235 mln euro. Jednak zanim rozpoczęła się prezentacja, telewizyjni menedżerowie usłyszeli pierwsze pytanie: - A kto to jest Tomasz Lis?

Analityk był ciekaw. - Byłem zaniepokojony. Sądziłem, że zostanę zapytany o rentowność spółki albo prognozę rynku. Nie wiedziałem, czego się mam spodziewać po takim pytaniu - przyznaje Walter.

Wszystko się wyjaśniło później. Tomasz Lis - wówczas główna twarz "Faktów" w TVN - po prostu opublikował w "The Wall Street Journal Europe" tekst o polityce zagranicznej Polski w kontekście sytuacji w Iraku.

Zaskakuje, ale nie zwalnia

Tomasz Lis zaskoczył swoich szefów i całą branżę telewizyjną niejeden raz. Z TVN rozstał się w lutym tego roku w atmosferze skandalu. "Newsweek" opublikował wyniki sondażu opinii publicznej, z których wynikało, że czołowy prezenter "Faktów" byłby zdecydowanym liderem w walce o fotel prezydenta. Sam Lis nie zaprzeczył, że weźmie udział w wyborach. Szefostwo stacji zawiesiło dziennikarza, kierując się "wiarygodnością programu i interesem widzów", i zażądało od niego jasnej deklaracji w tej sprawie. Lis chciał zdementować zamiar udziału w wyborach prezydenckich w "Faktach", ale prezes stacji uważał, że powinno to zostać zamieszczone w "Newsweeku". Stacja pożegnała się z gwiazdą, a ta do dziś nie powiedziała jednoznacznie, czy ma jakieś plany polityczne.

Lis zaskoczył również pracowników Polsatu, bo niewielu z nich wiedziało o tym, że do zarządu stacji przychodzi nowa osoba, która będzie odpowiadać za program. - Poziom rozczarowania i frustracji jest tu obecnie bardzo duży - powiedział jeden z menedżerów stacji Zygmunta Solorza w miesiąc po zajęciu przez Lisa fotela członka zarządu ds. programowych. Wybór właściciela zaskoczył zespół.

- Zakładaliśmy, że awansuje ktoś z dotychczasowych menedżerów - mówi nasz rozmówca. Według niego, ściągając Lisa, właściciel stacji zachował się tak, jakby nie pracował ze swoimi dyrektorami "przez dziesięć lat ramię w ramię".

Wkrótce po debiucie Lisa w Polsacie ze stacją pożegnali się: Henryk Sobierajski (szef działu informacji), Piotr Fajks (dyrektor programowy) oraz Dorota Gawryluk (główna prowadząca dawnych "Informacji").

- Jeśli chodzi o Piotra Fajksa, to oczywiście wyobrażałem sobie współpracę z nim. Natomiast nie ukrywam, że na pytanie: "Kto ma kierować działem informacje?", odpowiedziałem: "Ja". Nie potrzebuję pośredników, bo sam mam pewne wyobrażenia i doświadczenia - komentuje Lis i podkreśla, że do tej pory nie zwolnił ze stacji żadnej osoby. - I chyba nawet nie mam takiego zamiaru - dodaje.

Jeśli pożegnanie z TVN bardzo pomogło jego książce "Co z tą Polską?", to przejście do zarządu Polsatu spowodowało wybuch zainteresowania samym Lisem. Przez prasę przetoczyła się fala wywiadów z gwiazdą i artykułów na jej temat, co Polsat starannie wykorzystywał do swoich celów związanych z wizerunkiem, a Tomasz Lis - w promocji swojej kolejnej książki "Nie tylko fakty".

Wolna ręka i szczęście

Jest profesjonalistą i zdaje sobie sprawę z siły własnej marki. Wie, że jego przejście do Polsatu wiąże się ze wzrostem oczekiwań zarówno wobec niego samego, jak i wobec firmy. Dlatego stara się studzić te oczekiwania w wywiadach prasowych. Powtarza: "Ameryki nie odkryjemy", "Musimy najpierw nauczyć się języka" itp.

Na początku skupił się na dwóch rzeczach: na reformach w dziale informacyjnym oraz na swoim programie autorskim. Pierwsze zaowocowały przekształceniem głównego dziennika stacji, czyli "Informacji", w "Wydarzenia". Prowadzony przez Hannę Smoktunowicz program nie wywołał entuzjazmu, ale zebrał ciepłe recenzje. - "Rzeczpospolita" zrobiła przegląd trzech programów informacyjnych recenzowanych lepiej lub gorzej, ale są to trzy programy informacyjne. Do tej pory mówiło się tylko o dwóch ["Wiadomości" TVP i "Fakty" TVN - red.] - zaznacza Lis.

Stacja zainwestowała w lepsze studio, stylistów i ubrania dla prezenterów i dziennikarzy. Teraz chce szkolić swoich reporterów w centrali CNN w Atlancie oraz w londyńskim biurze APTN. Osobne rozmowy prowadzone są z agencją Reuters, która ma przeszkolić operatorów stacji. Tomasz Lis przyznaje, że w ciągu dwóch miesięcy pracy w Polsacie "wiele razy napisał słowo "popieram", za którym szły potężne wydatki". A Zygmunt Solorz jest znany z oszczędnego sposobu gospodarowania gotówką i z tego, że uczestniczy w podejmowaniu wszystkich, najdrobniejszych nawet decyzji.

- Również dużo słyszałem o stylu zarządzania właściciela, ale to nie jest tak. Nie było jeszcze żadnej próby odkręcenia jakiejkolwiek decyzji, więc ta swoboda w tym momencie jest pełna. Jasne, że w najważniejszych sprawach szalenie ważny jest głos właściciela - prezesa Solorza - i prezesa zarządu Aleksandra Myszki, ale nie ma żadnej próby ograniczenia kompetencji - opisuje Tomasz Lis.

- Ma szczęście. Przyszedł do Polsatu w dobrym momencie, kiedy przeprowadzamy się do nowego budynku i w związku z tym inwestujemy. Stąd nowe studio, garnitury itp. Wcześniej nasi szefowie nie mogli się o to doprosić - kwituje nasz proszący o anonimowość rozmówca z redakcji.

Jednym z niepowodzeń była próba wzmocnienia załogi "Wydarzeń" dziennikarzami z TVN. Pracodawcę zmienili reporterzy TVN Jakub Sobieniowski i Tomasz Machała oraz Aleksandra Karasińska - wydawca z TVN. Ci, którzy pozostali w stacji Grupy ITI, twierdzą, że nie otrzymali od Polsatu konkretnych propozycji finansowych. Zapytaliśmy o to Tomasza Lisa. - Powiem tak: miałem sporo uciechy, choć czasem i zgrzytnięć zębów, gdy słyszałem, jak posługując się mną, ten i ów walczył o podwyżkę. I niech to będzie odpowiedź na to pytanie - ucina menedżer.

Wiosny nie czyni

Autorski program "Co z tą Polską?" wystartował, przyciągając przed ekrany 2,8 mln widzów i dodatkowo umocnił pozycję nowego członka zarządu. Branżowy miesięcznik "Press" zażartował, że Polsat zatrzymał się w pół drogi, a tytuł programu powinien brzmieć "Lis na prezydenta". Jednak autokreacja gwiazdy najwyraźniej nie przeszkadza Solorzowi, bo jej twarz bardzo często pojawia się w autopromocji stacji.

- Wizerunek Tomasza Lisa jest bardzo niespójny i dla bardziej dojrzałych odbiorców to może być pewną przeszkodą. Ale mimo to będzie on ciągnął tę telewizję przez jakiś czas, o ile nie popełni kardynalnego błędu - mówi Piotr Czarnowski, szef i właściciel agencji First Public Relations. Jego zdaniem Tomasz Lis "sam nie wie, jaki on chce być, poza tym, że chce być wielki". - Czy chce być wielkim dziennikarzem? Czy wspaniałym prezydentem? Nie wiadomo - dodaje szef First PR.

Przedstawiciele branży reklamowej są znacznie bardziej powściągliwi w ocenach. - Obecność Tomasza Lisa w Polsacie jest o tyle istotna, o ile zwiększy oglądalność tej stacji. Ta postać wywołuje dobre skojarzenia, ale sam Lis wiosny nie czyni. Wcześniej stacja zapowiadała sporo zmian, które zakończyły się fiaskiem - zaznacza Adrian Kawecki, dyrektor zarządzający domu mediowego MindShare.

Jego gabinet w biurowcu przy Ostrobramskiej nie jest duży. Ścian nie zdobią portrety wybitnych mężów stanu, jak w TVN. Nowy członek zarządu ds. programowych Polsatu jeździ srebrnym saabem i w tym sensie nie wyróżnia się na tle innych menedżerów stacji. W TVN zarabiał 80 tys. zł miesięcznie brutto, a Mariusz Walter, wiceprezes Grupy ITI i były wieloletni szef Tomasza Lisa, powiedział kiedyś w wywiadzie dla "Przekroju", że musiał uzgadniać ze swoim pracownikiem nawet markę samochodu służbowego.

Co zagwarantował sobie menedżer w nowym kontrakcie? - To jest moja sprawa. Natomiast właściciel mojej poprzedniej firmy doskonale wie, że rozmowy o pieniądzach nigdy nie trwały dłużej niż 10 minut. I że bardzo często nawet nie podejmowałem rozmowy o pieniądzach, bo nierozstrzygnięte były sprawy nieporównanie ważniejsze dla mnie. Poza tym każdy, kto pracuje w TVN, wie, że samochody są tam takie same dla wszystkich - ucina Lis.

- W jednym Leszek Miller miał rację. Faceta nie poznaje się po tym, jak zaczyna - dorzucają pracownicy Polsatu.

Czy widać pozytywne efekty pracy Lisa w Polsacie?