Szykuje się przewrót w podkarpackim SLD. Chcą wyciąć Martensa

Pod podkarpackim baronem SLD Krzysztofem Martensem dołki kopią działacze z terenu. Nie w smak im medialne występy szefa, a nawet jego sesja fotograficzna w ?Polityce?.

Martens wystąpił w tygodniku w eleganckim stroju barona. - To bardzo nie spodobało się ludziom - opowiada Grzegorz Budzik, młody działacz SLD z Rzeszowa.

28 listopada odbędą się wybory nowych władz podkarpackiego SLD. Martens będzie walczył o szefostwo w partii z posłem Grzegorzem Tuderkiem. O tym, który z nich zdobędzie to stanowisko, zdecyduje 150 delegatów. Według rachunków Budzika co najmniej 80 delegatów zagłosuje za Tuderkiem.

Czarne chmury nad głową Martensa zaczęły się zbierać już po wyborach europejskich, które przegrał z kretesem.

- Zarzutów wobec Martensa jest więcej niż tylko jego występy w mediach - mówi Budzik. - Zaniedbuje powiaty. Doprosić się go o przyjście na spotkanie nawet w Rzeszowie graniczy z cudem. Uaktywnił się dopiero teraz, przed konwencją - wylicza.

Oliwy do ognia dolała niedawna wypowiedź Martensa, który ogłosił, że posłowie SLD z Podkarpacia zagłosują przeciwko rządowi Belki, jeśli dyrektorem podkarpackiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie zostanie człowiek zaakceptowany przez Sojusz. Dopiął swego, ale na jego głowę posypały się gromy liderów partii.

- U nas też źle to odebrano. Nie można stawiać znaku równości pomiędzy rządem kraju a dyrektorem jednego z oddziałów agencji - mówi Edyta Uchman, działaczka partii z Przemyśla.

- Tuderek będzie lepszym przewodniczącym. Zakończy modę na pranie brudów partyjnych na medialnym forum - uważa szef dębickiego SLD Grzegorz Krycki.

Tuderek jest znany nie tylko na Podkarpaciu. Przez długie lata był prezesem Budimeksu (do 1998 r.). Organizował polsko-ukraińskie szczyty gospodarcze. Do Sejmu wszedł na miejsce Edwarda Brzostowskiego, który został burmistrzem Dębicy.

Sam Martens twierdzi, że ma nie tyle przeciwników w regionie, ile w centrali swojej partii: - Ja powiedziałem "Miller musi odejść", krytykowałem też Belkę. To się nie podoba w stolicy. Nasi liderzy wolą mieć kogoś spolegliwego i podporządkowanego - oświadcza Martens.