Chiny i Iran podpisały wstępny ?kontrakt stulecia" na dostawy gazu i ropy

Chiny konsumują dziś 12 proc. światowych źródeł energii i ciągle im mało

Już dziś mówi się o chińsko-irańskim "kontrakcie stulecia", choć to, co podpisano w Pekinie dziesięć dni temu, to dopiero wstęp do właściwej umowy. To będzie prawdziwa megaumowa na dostawę irańskiego gazu i ropy do Chin. Agencja Xinhua podała, że wartość kontraktu rozpisanego na następne 30 lat wyniesie 70 mld dol., źródła zachodnie - że 100 mld za sam gaz, o 50-100 mld więcej, jeśli dodać ropę. W lakonicznej notatce Xinhua informuje, że do 2034 r. Iran będzie dostarczał Chinom rocznie 250 mln ton ciekłego gazu rocznie, a przez następne 25 lat co roku 150 tys. baryłek ropy sprzedawanych po cenach rynkowych. To nie będzie koniec kłopotów Chin, które już dziś napotykają barierę energetyczną, ale przynajmniej złapią one oddech.

Chińczycy nawykli do przerw w dostawie energii latem. W tym roku po raz pierwszy w dziewięciu prowincjach zapowiedziano je zimą. Podobnie jak latem staną fabryki i zgaśnie światło. Nic dziwnego, że zgłodniałe energii Chiny szukają jej na całym świecie.

Irańskiemu pariasowi międzynarodowemu objętemu sankcjami amerykańskimi grożą obecnie sankcje Rady Bezpieczeństwa za ukryty wojskowy program nuklearny. Zbliżenie z Chinami, stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa z prawem weta, to pożądana tarcza ochronna. Już teraz okazuje się, że układ zmieni geopolitykę w regionie. Kilka dni od podpisania memorandum chiński minister spraw zagranicznych Li Zaohqing odwiedził Teheran i zadeklarował, że Pekin jest przeciwny skierowaniu skargi na Iran do Rady Bezpieczeństwa. Waszyngton, który lobbuje przeciwko Teheranowi, ma powody do niepokoju.

Iran ma drugie co do wielkości zasoby gazu świata - 26,6 trylionów metrów sześciennych - z tego połowa na lądzie, a połowa na morzu. Ma też czwarte na świecie złoża ropy. Do czasów islamskiej rewolucji z 1979 r., która go na długo odcięła od świata, był czwartym światowym eksporterem gazu. Żeby więcej zarabiać, potrzebuje ogromnych kapitałów na modernizację i budowę infrastruktury. Chińczycy mu je obiecali. Amerykańskie sankcje przewidują retorsje handlowe wobec firm, które zainwestują ponad 20 mln dol. w eksploatację irańskiej ropy i gazu. Chiny opierają swoją strategię rozwoju na dobrych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, ale głód energii zwyciężył.

Iran, który już dziś dostarcza 13 proc. chińskiego importu gazu i ropy, chce im powierzyć rozwój zagłębia naftowego Yadawaran, jednego z największych. Czas od podpisania umowy do realizacji Iran musi wykorzystać na budowę floty tankowców przystosowanych do przewozu gazu ciekłego. Według Mohammada Souri ze spółki Iranian Tanker do 2010 r. Iran, który ma ich kilka, wyda miliardy i zamówi jeszcze 87.

Chiny są drugim konsumentem energii po Stanach Zjednoczonych. Te ostatnie zużywają 24 proc. światowych zasobów energii, Chiny 12 proc. - o 3 proc. więcej niż dziesięć lat temu. Amerykański Departament Energii ocenia, że do 2020 r. Chiny będą zużywały dwa razy tyle ropy co obecnie, trzy razy tyle gazu i o 76 proc. więcej węgla. W 2010 r. po drogach chińskich będzie już jeździć 56 mln różnego typu pojazdów, dwa razy tyle co dziś.

Jeszcze dziesięć lat temu Chiny eksportowały ropę z zagłębia w Daqing na północnym wschodzie, jednak stare złoża się wyczerpują. Dziś importują już 40 proc. krajowego zużycia. Istnieją obiecujące złoża na pustyniach w zachodniej części kraju, ale na większej głębokości i odcięte od dróg. Ich eksploatacja wymaga nakładów na infrastrukturę. Amerykanie oceniają, że z każdym rokiem będzie wzrastać zależność Chin od importu. W 2025 r. będą sprowadzać 75 proc. ropy i zużywać 10 proc. światowej produkcji.

W chińskich planach rozwojowych do 2020 r. jest dużo o nowej polityce energetycznej, dywersyfikacji źródeł energii, budowie 40 elektrowni nuklearnych, odejściu od węgla, zmniejszeniu ogromnego marnotrawstwa. Ale póki co świat jest widownią chińskiej petrodyplomacji, podpisywania, co się tylko da, i wypierania łokciem konkurentów.

Nie udało im się z Rosją. Mimo uregulowania w październiku spornych odcinków granicy z Rosją, które wzbudziły nacjonalistyczną furię na chińskich forach internetowych, Putin nie dał się przekonać do skierowania rurociągu syberyjskiego do chińskiego Daqing zamiast do Nachodki, z której ropa popłynie statkami do Japonii. Jest już nieomal pewne, że wybierze Japończyków, bo Chin słabo zaludniona Rosja, która w XIX wieku odebrała im 1,4 mln km kw. terytorium, po prostu się boi.

Udało się z Indonezją, Papuą Nową Gwineą, Kazachstanem, Nigerią, Sudanem i Iranem.

To wszystko nadal za mało, delegacje chińskie nie rozpakowują walizek.