Rozmowa z Markiem Dyduchem, sekretarzem generalnym SLD

Wojciech Załuska: W śląskim SLD frustracja i tęsknota za Andrzejem Szarawarskim... Czy to, co pisze nasz katowicki korespondent, pokrywa się z pańską wiedzą o tym regionie?

Marek Dyduch, sekretarz generalny SLD: Tam zawsze przed wyborami narasta polemika między dwoma obozami - Zaborowskiego i Szarawarskiego, bez względu na ich osobiste relacje. Nie wykluczam, że ze strony zwolenników Szarawarskiego pojawiła się nostalgia za dawnymi dobrymi czasami, które jeszcze długo nie wrócą.

Jak się mają te śląskie klimaty do nastrojów w innych częściach kraju?

- SLD jest w kryzysie. Jest wiele pretensji do różnych poziomów władzy w Sojuszu. Ale jednocześnie jeżdżąc po kraju, widzę pewną zmianę. Skończyła się totalna krytyka dominująca jeszcze kilka miesięcy temu. W partii nastąpiła większa konsolidacja, w czym pomagają media, totalnie nas atakując. Jest też dyskusja, jak wyjść z dołka. A władze partii atakowane są głównie za pasywność i zbyt małą waleczność.

Krytykowani przez wciąż topniejącą partię, przynajmniej na Śląsku.

- Jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Co ciekawe, głównie młodzi.

Na Śląsku spore zmiany w lokalnych władzach partii. A w kraju?

- Podczas zjazdów gminnych i powiatowych wymieniono 15 proc. liderów, a 85 proc. pozostało na stanowiskach. Duże zmiany nastąpiły natomiast wśród pełniących funkcje wykonawcze, np. sekretarzy. Tu wybrano wielu młodych. I to jest główna zmiana.