Iran: I teokracja, i prywatyzacja

Znowelizowana konstytucja umożliwia prywatyzację na szeroką skalę. Tylko czy konserwatywny parlament nie zniechęci zagranicznych inwestorów?

Inicjatywa nowelizacji wyszła od potężnej Rady Osądu przy Najwyższym Ajatollahu Ali Chamenei. Według teokratycznej konstytucji Rada rozstrzyga spory między irańskim parlamentem Madżlisem a Radą Strażników strzegącą zgodności parlamentarnych ustaw z prawem koranicznym - szariatem.

W sobotę Rada zapaliła zielone światło dla masowej prywatyzacji. Znowelizowała artykuły 43 i 44 konstytucji, które stanowiły, że najważniejsze sektory gospodarki irańskiej muszą pozostać w rękach państwa. Rewolucji islamskiej 1979 r. towarzyszyła nacjonalizacja. Ideologiczna wojna z Zachodem oznaczała też zamknięcie drzwi dla zagranicznego kapitału. Trwało ono do 1992 r.

Iran siedzi na bogactwach, ma drugie na świecie zasoby gazu i ropy, ale gospodarka jest anemiczna, bo w większości państwowa, zbiurokratyzowana i niesprawna, prywatne są tylko małe i średnie firmy oraz handel. Konserwatywny establishment siedzi w zarządach państwowych spółek. Własne spółki mają wojsko i policja ideologiczna (Strażnicy Rewolucji).

W rezultacie bezrobocie dotyka co czwartego Irańczyka, inflacja jest dwucyfrowa. Gdyby nie wzrost światowych cen nafty i gazu, sytuacja byłaby jeszcze gorsza. Sprzedaż tych surowców za granicę daje ponad 80 proc. wpływów z eksportu.

Oprócz częściowego otwarcia sektora paliwowego na prywatyzację otwarto bankowość, ubezpieczenia, telekomunikację, koleje państwowe, drogi, linie lotnicze i żeglugę morską. Ze względów bezpieczeństwa w rękach państwa pozostaną na razie złoża ropy i gazu oraz przydział częstotliwości dla firm telekomunikacyjnych.

Państwo teokratyczne zachowuje też kontrolę nad radiem i telewizją, potężnym instrumentem w rękach konserwatystów. Czy uspokoi to przeciwników kapitału zagranicznego w obozie konserwatywnym, którzy widzą w nim zagrożenie bezpieczeństwa narodowego?

Otwarcie gospodarki należało do programu prezydenta Chatamiego i obozu reformatorskiego. Ten ostatni okazał się niezdolny do przełamania oporu konserwatystów, zawiódł nadzieje swych wyborców i jest dziś w odwrocie. Po lutowych wyborach parlamentarnych na ławy poselskie powrócili twardogłowi.

Po wyborczej klęsce reformatorów zadawano sobie pytanie, co stanie się z planami liberalizacji gospodarczej. Jedna z ustaw przegłosowanych ostatnio w nowym konserwatywnym Madżlisie może świadczyć o tym, że są powody do niepokoju. Stanowi, że rząd musi uzyskać zgodę parlamentu na inwestycje, w których obcy kapitał ma ponad 51 proc. Chatami skomentował ją wprost, mówiąc, że zablokuje pracę rządu. Deputowani nie ukrywali, że jest ona wymierzona przeciwko największemu inwestorowi zagranicznemu - tureckiemu operatorowi telefonii Turkcell. Ma on włożyć ponad 3 mld dol. w budowę pierwszej prywatnej sieci komórkowej. Chatami wypominał deputowanym, że przez nich kraj straci miliardy.

Czy sobotnia decyzja Rady Osądu dotycząca prywatyzacji przywróci zaufanie zagranicznych inwestorów do Iranu? W sprawach gospodarczych obóz konserwatywny podzielił się na ideologów i technokratów. Znaczące jest jednak to, że po stronie tych ostatnich wypowiedział się najwyższy przewodnik rewolucji Ajatollah Ali Chamenei, który ma w każdej sprawie ostatnie słowo. To on przekazał sprawę do rozstrzygnięcia Radzie Osądu. Na czele tej ostatniej stoi były prezydent Akbar Haszem Rafsandżani, konserwatysta, ale uważany za technokratę.

Ekonomiści są zgodni, że bez prywatyzacji założenia irańskiej pięciolatki 2005-10 o wzroście w granicach 7 proc. to pobożne życzenia.

Najważniejszym sprawdzianem intencji władz będzie osiągnięcie celów prywatyzacyjnych. Do marca 2005 r. rząd zapowiada wyprzedaż udziałów w państwowych spółkach o wartości 5,95 mld dol.