Prezes Bertelsmanna: teraz Azja i telewizja

Gunter Thielen, prezes niemieckiego koncernu Bertelsmann, woli rozwijać spółkę, dokonując mniejszych transakcji. Dziś niemiecki gigant uważnie przygląda się spółkom telewizyjnym w Europie Środkowej i Wschodniej oraz szuka możliwości inwestycyjnych w Azji

Gunter Thielen został prezesem Bertelsmanna dwa lata temu. Spółka była w trudnej sytuacji, gdyż jej poprzedni prezes - Thomas Middelhoff - realizował strategię kosztownych przejęć, która nadwerężyła możliwości finansowe giganta. Na dodatek branża medialna wkroczyła w fazę recesji. Nowy szef rozpoczął żmudny proces restrukturyzacji, który skierował Bertelsmanna na jego pierwotne obszary, jak druk, prasa oraz książki. Ostatnio koncern dostał zgodę Komisji Europejskiej na połączenie swojej wytwórni muzycznej BMG z konkurencyjną Sony Music.

Ogłaszając swoje wyniki za I półrocze tego roku, Bertelsmann poinformował, że poprawił rentowność, zwiększył przychody i zyski oraz dysponuje 2-3 mld euro w gotówce na ewentualne przejęcia. W zeszłym tygodniu, w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung" Thielen uściślił, że 1,5 mld euro tej kwoty jest gotów przeznaczyć na telewizję. Szef Bertelsmanna udzielił wywiadu również amerykańskiemu dziennikowi "The Wall Street Journal", którego fragmenty drukujemy poniżej.

WSJ: Fuzja BMG i Sony Music zmniejszyła liczbę koncernów fonograficznych z pięciu do czterech. Jak wiele dużych podmiotów potrzebuje branża muzyczna?

Gunter Thielen: Sądzę, że ta czwórka może całkiem dobrze sobie radzić. Tak samo wytwórnie niezależne, jeśli znajdą dobre nisze. Może w pewnym momencie z czwórki zrobi się trójka. W tym przemyśle wielkość jest dużym plusem, dlatego że można bardziej skutecznie prowadzić filie w poszczególnych krajach. W SonyBMG łączymy nasze oddziały we wszystkich krajach, a to pozwoli zaoszczędzić sporo pieniędzy.

Co, Pana zdaniem, będzie w nadchodzących latach dominującym trendem w świecie mediów?

Cały ten biznes staje się bardziej międzynarodowy. Do dziś duże amerykańskie koncerny - trzy największe spółki medialne na świecie - skupiały się na działalności w USA. Proces globalizacji będzie oznaczał, że te spółki będą coraz bardziej aktywne za granicą.

A co z Bertelsmannem?

Dla nas to nic nowego. Działamy poza granicami Niemiec od 40 lat, bo Niemcy są znacznie mniejsze niż USA. Wyczerpaliśmy możliwości naszego rynku już dziesiątki lat temu. To popchnęło nas do innych krajów europejskich, a następnie do USA. Teraz jesteśmy w połowie naszej ekspansji na kolejnym wielkim obszarze - w Azji. Duże koncerny amerykańskie również to robią. W każdym razie w trakcie moich podróży do Azji zawsze spotykam ludzi z Viacomu, Time Warner oraz innych spółek. Oni prowadzą swoje poszukiwania, podobnie jak my.

( )

Na początku tego roku powiedział Pan, że chce "wcisnąć pedał gazu". Krytycy twierdzą, że brak determinacji co do wielkich zakupów grozi waszej spółce marginalizacją. Czy uważa Pan, że "pedał gazu" już został wciśnięty?

Przejęcia to tylko jeden sposób na przyspieszenie. Kolejnym jest rozwój własnych produktów i pomysłów. Powiedzieliśmy, że chcemy łączyć kupione spółki z naszymi wewnętrznymi inwestycjami. Mówię tutaj o przejęciach o łącznej wartości kilkuset milionów euro. Kilku z nich dokonaliśmy, żeby przyspieszyć wzrost, i tak chcemy rozwijać naszą działalność. I dlatego właśnie zawsze powtarzam, że zamiast robić duże ruchy, jak np. transakcja o wartości 5 mld euro, zróbmy kilka mniejszych na jakieś 200-300 mln euro.

A więc Pańska strategia polega na małych krokach, a nie gigantycznych skokach?

Tak, bo gdybyśmy chcieli wykonać taki gigantyczny skok, to oznaczałby on dodanie do spółki całego nowego pionu. Na razie nie widzę takich możliwości.

W jakich branżach chcecie dokonywać tych mniejszych transakcji?

Sądzę, że powinniśmy uzupełnić luki, które mamy w branży telewizyjnej w Europie, w tym Europie Środkowej i Wschodniej. Zatem telewizja jest jednym z obszarów, na którym się koncentrujemy. Chcemy też zrobić więcej w branży magazynów, ale tutaj będą to głównie nowe przedsięwzięcia. ( )