Mówi Jakub Bierzyński, jeden z ekspertów PO

Vadim Makarenko: Jak długo pracowaliście nad tym dokumentem?

Jakub Bierzyński, jeden z autorów projektu: Zaczęliśmy na początku marca. Paweł Dobrowolski, który dla PO koordynuje prace ekspertów wolontariuszy nad koncepcjami deregulacji różnych sektorów gospodarki, przyszedł do mnie, bo przeczytał mój tekst o KRRiT w "Rzeczpospolitej". Rozmawialiśmy długo o tym, jak państwo interweniuje na rynku mediów, jak wygląda konkurencja itp. Doszliśmy do wniosku, że możemy opracować własne propozycje.

Kto płaci za waszą pracę? PO?

- Pracujemy w czynie społecznym pod patronatem Jana Marii Rokity.

Jak Pan ocenia szanse waszych pomysłów? Czy mogą być kiedykolwiek wdrożone?

- To pytanie do polityków. Rokita powiedział nam, że mamy zaproponować koncepcję spójną, realistyczną i wolnorynkową. Mieliśmy się nie martwić tym, że nasze pomysły mogą być odebrane jako kontrowersyjne i politycznie nie do przeprowadzenia. Chodziło nam nie o naprawę istniejącej sytuacji, lecz o zdefiniowanie rynku od nowa.

Piętą achillesową waszego programu jest próba określenia misji. Na razie nie poradziło sobie z tym żadne państwo ani instytucja. Brytyjska BBC, która uchodzi w Polsce za wzorzec, wciąż jest atakowana. Wy mówicie, że misja powinna być zdefiniowana "bardzo szczegółowo", ale nie mówicie jak.

- Bo to nie nasze zadanie, lecz polityków. To oni powinni zdecydować, czy misją są skoki Adama Małysza, programy o edukacji seksualnej czy msze na żywo. My proponujemy jedynie mechanizm.

A jak oni mają o tym zdecydować?

- Normalnie, w debacie. Tak jak decydują o budżecie, mówiąc, że część pieniędzy ma być przeznaczona na szpitale, a część, np. na uczelnie. Oczywiście politycy nie będą mogli powiedzieć, które dokładnie programy mają być wyświetlane, ale będą mogli określić ich gatunki.

A więc misja będzie się zmieniać co cztery lata, w zależności od tego, kto rządzi?

- Tak. Być może nawet co roku, bo państwo może mieć różne priorytety. Widzowie również będą głosować na swój sposób - oglądając te programy albo nie.

Co będzie, jeśli politycy przeznaczą duże pieniądze na teatr telewizji, a jego oglądalność w ciągu całego roku nie przekroczy 2 proc.?

- No to będzie duża afera w parlamencie, bo pieniądze zostały źle zainwestowane. Bo widz chce oglądać co innego. Programy misyjne, których nikt nie ogląda, to pieniądze wyrzucone w błoto.

Widz może chcieć Big Brothera albo Baru. A to oznacza, że nadawcy też mogą nie mieć ochoty na treści misyjne.

- Czy my naprawdę musimy wychowywać obywatela? W dyskusji politycznej na temat mediów publicznych pojawia się jeszcze jeden argument - nieopłacalność misji. Otóż twierdzę, że treści misyjne są dobrym interesem, czego przykładem jest TVN 24, rentowny już w trzecim roku działalności, czy "Gazeta Wyborcza". Dzięki takim programom jak "Europa da się lubić" TVP zbudowała swoją pozycję na rynku, przyciągnęła wartościowego widza. Jako szef domu mediowego mogę powiedzieć, że jeśli szukamy dla naszych klientów odbiorców wykształconych i lepiej sytuowanych, to w TVP znajdujemy ich najwięcej.

Dlaczego proponujecie zniesienie abonamentu, a nie poprawę jego ściągalności? Telewizja publiczna finansowana z reklam już nie będzie publiczna.

- A kto tak powiedział? Proponujemy inny kształt mediów publicznych, gdzie misję mogą realizować różne stacje, a nie koniecznie jedna. Jeśli jakiś inny nadawca będzie chciał zrobić program misyjny, to będzie mógł wystąpić do państwa o jego dofinansowanie. Dlaczego to obywatele mają płacić na media? Może wypadałoby ich zapytać, czy chcą płacić abonament?

To naiwne pytanie, wiadomo, że nie chcą. A Pan chce płacić np. podatek dochodowy?

- Ludzie nie chcą płacić abonamentu, bo uważają, że nadawcy publiczni źle wykonują swoje obowiązki. Ludzie nawet nie wiedzą, co się z ich pieniędzmi dzieje, bo TVP nawet nie raczy umieszczać plansz z napisem "ten program został wyprodukowany z abonamentu".

Co do podatków, to powiem tak: obywatele wcale nie są tak prymitywni, jak się wydaje niektórym naszym politykom. Unia Polityki Realnej, która postulowała zniesienie podatków, nigdy nie cieszyła się większym powodzeniem.