Trzeba być z ludźmi - rozmowa z księdzem

Mikołaj Lizut: Ludzie chcą, aby ksiądz przede wszystkim był ich powiernikiem. Na dalszy plan schodzi jego wyjątkowa rola jako kapłana. Czy tak jest też w przypadku Księdza?

Ks. Tomasz Trzciński, proboszcz parafii w Głownie-Zabrzeźni (diecezja łowicka): - Chyba tak. Byłem wyświęcony w 1990 r., tuż po polskim przełomie. Moje lata seminaryjne to okres komuny, gdy możliwości działania księży poza Kościołem nie były zbyt wielkie. W kościołach rozdawano paczki i ubrania z zagranicy, a więzi parafialne były dość mocne.

W latach 90., szczególnie w miastach, wierni zaczęli traktować parafię jako "przedsiębiorstwo usług religijnych" - msze św., śluby, pogrzeby, chrzciny...

W dużych miastach parafia to chyba anachronizm. Co tu ludzi łączy poza adresem? Często swoich parafian nie znają nawet proboszczowie.

- To prawda. Pochodzę z Warszawy i wiem, jak to wygląda. Znacznie lepiej od wspólnot parafialnych działają duszpasterstwa nastawione na określone grupy społeczne, np. studentów. Jednak ta podstawowa struktura jest potrzebna. Bo czym ją zastąpić? Parafiami branżowymi - bankowców, sprzedawców, kierowców taksówek itp.?

Na wsi i w małych miejscowościach parafia nadal doskonale pełni swoją rolę. Czy proboszcz, poza funkcją religijną, musi być społecznym liderem?

- Jeśli potrafi organizować ludzi, to chwała mu za to. Nie każdy jednak ma takie zdolności i nie jest to warunek, by być dobrym księdzem. Wielu wiernych ceni tych księży, którzy głoszą krótkie kazania (śmiech). Ale księża społecznicy mają wysokie notowania. Świadczy o tym choćby konkurs na najlepszego proboszcza Katolickiej Agencji Informacyjnej. Tam premiowano przede wszystkim zdolności organizacyjne, kontakt z parafianami, spektakularne inicjatywy i pomysły.

A jak to wygląda w parafii u Księdza?

- To mała parafia. Jesteśmy dość zżyci, choć nie prowadzę stołówek, kafejek internetowych ani domu opieki. Czasem organizujemy wspólne ogniska. Moi parafianie to przede wszystkim mieszkańcy domków jednorodzinnych. Część prowadzi drobne firmy. Oczywiście jest też trochę ludzi ubogich.

Sądzę, że mnie szanują. Niektórzy przychodzą w sprawach pozakościelnych, chcą rady, pomocy...

Jakiej?

- Np. pożyczyć pieniądze (śmiech). Ksiądz ma często wśród ludzi opinię dobrze sytuowanego.

W publikowanych obok badaniach ciekawe jest to, że przykłady niemoralnych zachowań księży nie mają zbyt dużego wpływu na religijność Polaków. Dlaczego?

- Wizerunek księdza to jedna ze składowych polskiej religijności. Ale z pewnością niejedyna. Ostatnio śledziłem w internecie dyskusję na temat samochodów księży, po tym jak prasa opublikowała informację, że o. Rydzyk ponoć jeździ maybachem. Jedni uważają, że [to, co robi o. Rydzyk] to skandal i żerowanie na naiwności starszych ludzi, a inni - pewnie sympatycy Radia Maryja - są zdania, że nawet jeśli to prawda, to nie ma w tym nic złego.

Materializm to cecha najczęściej pojawiająca się wśród zarzutów wobec księży.

- Dobrze to rozumiem. Kościół Chrystusowy powinien być ubogi, a bogaty ksiądz razi. Gdy byłem w seminarium, bp Bronisław Dembowski mówił nam: "To, że się ma pieniądze, nie jest jeszcze problemem; ważne, na co się je wydaje". Jeśli ksiądz w bogatej parafii dobrze prosperuje, ale sam żyje skromnie i resztą dzieli się z biednymi, to wszystko jest w porządku.