Dawał viagrę i zrozumienie

Wacław G., 79-letni były żołnierz podający się za seksuologa, przez lata leczył mężczyzn z impotencji i nerwic. Działał w Gdańsku, Gdyni i Bydgoszczy. Przyjmował z żoną, która występowała w roli pielęgniarki. Pacjenci płacili za wizytę 50-80 zł. ?Doktor? zapisywał im viagrę, witaminy, robił zastrzyki z testosteronu, podawał i inne anaboliki. Zazwyczaj sam wykupował recepty i to doprowadziło go do zguby. Farmaceutka zainteresowała się, dlaczego lekarz regularnie wykupuje lekarstwa bez zniżki, skoro część z nich jest refundowana.

Przyczyna okazała się prosta: nie korzystał z dopłat NFZ, żeby Fundusz nie wiedział o jego istnieniu.

W trakcie przesłuchań Wacław G. przedstawił się jako absolwent Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. - Tyle tylko że powołano ją dużo później niż on miałby ją ukończyć - mówi prokurator.

Prokuratura natknęła się na niespodziewaną przeszkodę: pacjenci nie chcą świadczyć przeciw "doktorowi". Większość mówi, że Wacław G. ich rozumiał, potrafił mądrze i z wyczuciem rozmawiać o problemach seksualnych. Zeznania obciążające złożyło tylko dwóch z prawie 400 pacjentów.

"Jego środki w ogóle mi nie pomagały, a poza tym ciągle podwyższał cenę za wizyty" - zeznał jeden. Drugi pacjent, także z Bydgoszczy, poskarżył się: "Płaciłem, ale poprawy nie było. Chodziłem jednak do niego, bo chciała tego żona".

Fałszywy lekarz i jego żona trafili do aresztu.