Ratownictwo medyczne znowu zawieszone?

Sejm zdecyduje w tym tygodniu, czy odłożyć o kolejny rok przepisy o koordynacji akcji ratowniczych. Ustawa o ratownictwie medycznym, uchwalona równo trzy lata temu, miała doprowadzić do tego, by ofiary katastrof i wypadków szybciej otrzymywały pomoc. By nie mogła się powtórzyć tragedia z Częstochowy, gdzie na zawał umarł mężczyzna, bo nie było jasne, który szpital może przyjąć go na oddział.

Ustawa nie weszła jeszcze w życie - co roku jest to dokładane. Czwarty wniosek o zawieszenie, tym razem do końca 2005 r., złożył w imieniu rządu poseł SLD Czesław Podraza. Komisja zdrowia wniosek przyjęła.

Minister zdrowia Marek Balicki wielokrotnie powtarzał, że ustawa o ratownictwie jest potrzebna. - Gdybym był ministrem, dążyłbym do przyśpieszenia rozwoju ratownictwa - mówił "Gazecie" przed rokiem. Dziś zdania nie zmienia, ale uważa, że na wprowadzenie ustawy od 2005 r. nie jest przygotowany ani resort zdrowia, ani NFZ.

Według szacunków NIK na wdrożenie nieobowiązującej jeszcze ustawy wydano już 400 mln zł. Prof. Jan Karski, krajowy konsultant ds. medycyny ratunkowej, uważa, że najważniejsze wydatki już zostały poniesione. - Trzeba tylko ustalić sposób finansowania szpitalnych oddziałów ratunkowych w ramach NFZ, a centrów powiadamiania ratunkowego przez wojewodów - potwierdza Andrzej Ryś, wiceminister zdrowia w rządzie Buzka.

Jak to może działać?

W Małopolsce ratownictwo medyczne zostało zreorganizowane na tyle, na ile pozwalały przepisy. Karetki krakowskiego pogotowia nie stacjonują w jednym miejscu. Dzięki temu skrócony jest czas dojazdu do pacjenta. Na podstawie systemu ratownictwa udało się przygotować unikalny program szybkich interwencji kardiologicznych. Dzięki niemu pacjenci ze zdiagnozowanymi zawałami serca szybko trafiają na specjalistyczne zabiegi, które ratują ich życie.

Każdego roku w Polsce w wypadkach komunikacyjnych ginie 4-6 tys. osób. W UE więcej osób ginie tylko na Litwie i Łotwie