Zgierz broni zakazu handlu w niedzielę

Radni Zgierza postanowili w poniedziałek, że będą przed wojewódzkim sądem administracyjnym bronić wprowadzonego w mieście zakazu handlu w niedzielę.

Wojewoda łódzki unieważnił 1 lipca zgierską uchwałę, twierdząc, że jest niezgodna z konstytucją. Różnicuje bowiem przedsiębiorców ze względu na wielkość sklepów. Zgierz zakazał handlu w niedziele tylko tym o powierzchni powyżej 300 m kw.

- Skoro tak, to należałoby stwierdzić niezgodność z konstytucją przepisów wprowadzających kodeks pracy. Zgodnie z nimi to gmina określa dni i godziny otwarcia placówek handlowych - mówi Marek Matuszewski, przewodniczący rady Zgierza. O tym, kto ma rację, zdecyduje sąd.

Przez Polskę przetacza się dyskusja na temat zakazu handlu w niedziele. Zwolennikami zakazu są działacze "Solidarności" i Ligi Polskich Rodzin. Ich zdaniem duże sieci sklepów nie tylko notorycznie łamią prawa pracowników, ale są zagrożeniem dla małych rodzinnych sklepów osiedlowych. Co innego jednak mówią liczby. Z opublikowanych w tym roku badań GFK Polonia wynika, że mimo dużego wzrostu liczby hipermarketów (w latach 2000-2003 ze 112 do 212) czy dyskontów (ze 1750 do 2200), nie zmniejszyła się liczba tradycyjnych sklepów spożywczych. W tym samym czasie nawet wzrosła z 89,9 tys. do 92,9 tys. (co prawda w 1997 roku było ich ponad 100 tys.). Analitycy wskazują, że polski handel jest bardzo rozdrobniony, a udział w rynku dziesięciu największych sieci wynosi ok. 22 proc., podczas gdy w Czechach 60 proc.

Zwolennicy niedzielnego zakazu alarmują, że zmieniają się przyzwyczajenia Polaków. Zamiast wypoczywać w niedziele, urządzamy sobie wycieczki do sklepów.

- A kiedy mamy robić zakupy, skoro przez cały tydzień pracujemy? - ripostują jego przeciwnicy.

Prezes Stowarzyszenia Konsumentów Polskich Grażyna Rokicka mówi, że jak dotąd organizacja nie zajmowała się tym problemem i najlepiej, by o zakazach decydowały społeczności lokalne. np. w drodze referendum.

Pogrążą też butiki

Po Zgierzu za regulację handlu wziął się Radom. Tu pozwolono, by w niedziele sklepy były czynne tylko trzy godziny. Oznacza, to że duże sklepy i tak będą zamknięte, bo na tak krótki czas nie opłaca się ich otwierać. Do wprowadzenia zakazów przygotowują się kolejne duże miasta.

Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, która zrzesza sieci super- i hipermarketów zatrudniających w sumie ok. 100 tys. osób, ostrzega, że zakaz handlu w niedziele może oznaczać konieczność zwolnienia 15-20 proc. pracowników. Jednak zdaniem Marka Matuszewskiego, gdyby supermarkety przestrzegały kodeksu pracy, musiałyby zatrudnić dodatkowych pracowników, nawet mimo zakazu.

Według Anny Szmeja-Kroplewskiej, sekretarza generalnego Polskiej Rady Centrów Handlowych, forsowane przez samorządy ograniczenia w handlu najbardziej dotkną jednak właścicieli ulokowanych w centrach małych sklepów, czy sieci butików, a nie sieci sklepów wielkopowierzchniowych. Te ostatnie, działające na skalę globalną, biorą pod uwagę różne zagrożenia, w tym wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę. W Polsce jest 180 centrów handlowych, a w każdym co najmniej kilkadziesiąt sklepów.

Do kina za miasto

W przypadku wprowadzenia zakazu handlu w niedziele w Centrum Handlowym Janki zamkniętych zostałoby ponad 100 butików oraz kilka dużych sklepów samoobsługowych. Wątpliwe, by w takiej sytuacji klientów znalazły bary i restauracje oraz kino, które są w centrum.

- Sobota i niedziela to dla handlu w centrach handlowych najważniejsze dni w tygodniu. Efektem zakazu będą zwolnienia pracowników, spadek obrotów firm wynajmujących powierzchnie handlowe. Ucierpią też mniejsze firmy powiązane z branżą, tj. firmy sprzątające, ochrony mienia, agencje komunikacji i marketingu, nadzoru technicznego itp. - uważa Anna Szmeja-Kroplewska.

Dyrekcja radomskiego centrum M1 ocenia, że jeżeli uchwała rady wejdzie w życie, pracę może stracić około 100 osób z 900-osobowej załogi.

Na Zachodzie dają radę

W większości krajów UE funkcjonuje zakaz handlu w niedziele i handlowcy jakoś sobie z nim radzą. Nie oznacza to jednak, że nie prowadzi się tam dyskusji na temat liberalizowania ograniczeń.

- Poza tym od tych zakazów jest mnóstwo wyjątków. We Francji np. czynne w niedziele są duże sklepy dla majsterkowiczów. Wielu Francuzów właśnie tego dnia dokonuje wszelkiego rodzaju napraw w domu. To trzeba wziąć pod uwagę - mówi sekretarz generalna PRCH.

Z raportu dotyczącego handlu w niedziele, przygotowanego przez Cushman&Wakefield Healey&Baker, wynika, że największymi przeciwnikami niedzielnych zakupów są: Francuzi, Hiszpanie, Holendrzy, Niemcy, Belgowie. Najwięcej zwolenników handlu znajdziemy: w Czechach, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Szwecji oraz Polsce. W maju Chorwacja zliberalizowała zakaz handlu, gdy okazało się, że siedem największych sieci handlowych notuje straty. Obliczono, że handel w niedziele przynosił ponad 20 proc. tygodniowych obrotów. W czerwcu niemiecki trybunał konstytucyjny uznał, że zakaz handlu w niedziele jest zgodny z konstytucją i oddalił skargę domu towarowego Kaufhof, który próbował z zakazem walczyć. Nie zawsze politycy liczą się z opinią konsumentów. Np. rząd Hiszpanii próbuje zmusić lokalnych handlowców do otwarcia sklepów w niedziele w godzinach od 8 do 12, mimo że tylko 20 proc. mieszkańców chce tego dnia robić zakupy.