PKN Orlen bez Wróbla

Dlaczego prezes PKN Orlen wczoraj zrezygnował? Kto i kiedy go zastąpi? Dlaczego nie będzie konkursu na nowego szefa koncernu?

Jeszcze w poniedziałek Wróbel uczestniczył w walnym zgromadzeniu akcjonariuszy spółki. Mógł mieć powody do zadowolenia, bo zaledwie przy 2 tys. głosów sprzeciwu (na 285 mln) otrzymał absolutorium. Jak się okazało, był to jego ostatni sukces jako prezesa.

Prezes wiedział

Podczas walnego Wróbel był spokojny. Według naszego rozmówcy związanego z rada nadzorczą, już chyba wówczas zaplanował rezygnację. Mimo to nie tracił dobrego samopoczucia. Obserwatorzy obrad spekulowali nawet, że jeszcze na swoim stanowisku pozostanie.

Zapytany o ultimatum premiera Marka Belki , który poprosił go o rezygnację w ciągu miesiąca, nie chciał się wypowiadać. Zaznaczył tylko, że obowiązują go określone procedury i zasady ładu korporacyjnego.

Odejście Wróbla już we wtorek wydawało się tym bardziej nieprawdopodobne, że w porządku obrad rady nie znalazł się punkt mówiący o zmianach w zarządzie. A jego zatwierdzenie w czasie trwania rady ze względu na konieczną zgodę wszystkich jej członków wydawało się bardzo mało prawdopodobne. Wszak w radzie zasiadają osoby uważane za zwolenników byłego już prezesa.

Wróbel zaskoczył jednak radę, samemu zgłaszając rezygnację. Za jej przyjęciem byli wszyscy członkowie rady.

- Tak naprawdę Wróbel nie miał wyjścia, musiał odejść. Jeżeli by tego nie zrobił, zostałby odwołany. A tak może powiedzieć, że odszedł dla dobra spółki - mówi przedstawiciel dużego funduszu inwestycyjnego, akcjonariusza PKN Orlen.

Według niego czytelnym sygnałem, że Wróbel nie miał szans na utrzymanie prezesury były ubiegłotygodniowe zmiany w radzie nadzorczej Orlenu. - Proszę zwrócić uwagę na to, że do rady z wyboru walnego wszedł kolejny przedstawiciel skarbu państwa - mówi nasz rozmówca. Chodzi o postać prof. Janusza Zielińskiego, którego na wniosek skarbu państwa mianowało do rady walne zgromadzenie akcjonariuszy.

Po tej decyzji zwolniło się w radzie miejsce dla osoby mianowanej bezpośrednio przez skarb państwa. Zajął je Janusz Stępniewski, uznawany za prawą rękę ministra skarbu Jacka Sochy.

W praktyce więc na dziewięciu członków rady (chwilowo ośmiu, bo mamy wakat) aż sześciu było przedstawicielami skarbu lub jego spółek.

Headhunter, a nie konkurs

Na razie nie wiadomo, kto i kiedy zajmie miejsce Zbigniewa Wróbla w fotelu prezesa największej polskiej firmy paliwowej. Jak się dowiedzieliśmy, znalezieniem kandydata zajmie się jedna z czołowych firm headhunterskich. Do tego czasu Wróbel będzie pełnił obowiązki prezesa Orlenu.

Z pewnością nie będzie konkursu na szefa koncernu, ze względu na brak odpowiednich zapisów w statucie spółki.

Mówi członek rady nadzorczej Orlenu: - Dla spółki lepszy byłby konkurs, bo nikt nie zarzucałby, że nowy szef pochodzi z politycznego nadania. Jednak w świetle prawa nie można go zrobić.

Analitycy czekają teraz na to, co stanie się z pozostałymi członkami zarządu Orlenu. Wcześniej spekulowano, że razem z Wróblem będzie musiał odejść jego zastępca odpowiedzialny za rozwój firmy, wiceprezes Sławomir Golonka.

Jeżeli szanse na utrzymanie mierzyć głosami oddanymi podczas głosowania nad absolutorium, to największe szanse na pozostanie w firmie mieliby wiceprezes Janusz Wiśniewski oraz Andrzej Macenowicz. O tym pierwszym spekulowano, że może nawet zostać nowym szefem koncernu.