Rozmowa z przewodniczącym sejmowej komisji infrastruktury Januszem Piechocińskim (PSL).

Paweł Rożyński: Posłowie niespodziewanie przegłosowali powtórne drugie czytanie projektu ustawy telekomunikacyjnej. Dlaczego?

Janusz Piechociński*: Pierwszy raz w historii polskiego parlamentaryzmu mamy sytuację, w której jeszcze przed zakończeniem prac w komisji posłowie występują o sporządzenie poprawionego sprawozdania komisji i w konsekwencji o kolejne drugie czytanie. Dziwię się, bo wszyscy mogli zgłaszać poprawki wcześniej: w komisji czy podkomisji. Nawet podczas drugiego czytania w Sejmie zgłosili ich 102. Mamy wyraźne różnice zdań w kwestii rejestracji telefonów na kartę, kompetencji Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty, czy obciążeń operatorów telekomunikacyjnych. Ale wszystkie te kwestie są od dawna znane i były wielokrotnie omawiane, a posłowie zgłaszali poprawki. Nie pojawiło się nic nowego, co uzasadniałoby takie zachowanie posłów.

Część posłów tłumaczy swoje postępowanie zastrzeżeniami co do "sposobu implementacji unijnych dyrektyw".

- Tyle, że poza takie ogólniki nie wychodzą. Proszę o konkrety i nie słyszę odpowiedzi. Poza tym - na tym etapie legislacyjnym - poseł może się wypowiedzieć w formie zgłaszania poprawek i głosowania.

To może mamy do czynienia z wyraźną grą na odwleczenie?

- Proszę pytać tych 12 posłów. Szuka się pretekstu do wstrzymania prac nad ustawą. Musiałem poddać ten wniosek pod głosowanie. Zażądałem tylko, żeby głosowanie było imienne i żeby nie było chowania się za plecy.

W takim razie kto za tym stoi?

- A w czyim interesie jest, by prokonsumencka ustawa nie weszła w życie? Mogę tylko powiedzieć, kto się dziś cieszy. Myślę, że w kilku biurach dużych operatorów telekomunikacyjnych strzeliły korki od szampana.

Wniosek o drugie czytanie bis zgłosił poseł SLD Andrzej Różański i poparli go niemal wszyscy posłowie SLD.

- To zaskakujące w formie i szczególnie bolesne, że dotyczy posłów z koalicji rządowej. Nic nie robią sobie z apeli rządu, żeby szybko uchwalić Prawo telekomunikacyjne. I świadomie proponują rozwiązanie, które spowalnia prace. A przecież w Senacie mają większość, pozwalającą przegłosowac swój punkt widzenia. Dla mnie to szok, bo wyszło, że za wdrożeniem dyrektyw unijnych najbardziej są LPR, PSL i PiS.

To wymierzenie policzka samemu sobie, bo posłowie zakwestionowali własną pracę. Tym bardziej, że sprawozdanie komisji infrastruktury przyjęli jednomyślnie.

Gdyby moją intencją było spowolnienie prac nad ustawą, to przynajmniej robiłbym to profesjonalnie w czasie prac komisji i podkomisji. Żądałbym dokumentów, analiz, mówił, że potrzebuję więcej czasu na przygotowanie poprawek. Zaprezentowany tu sposób jest żenujacy.

Poseł Tadeusz Jarmuziewicz (PO) twierdzi, że dalej można zdążyć z projektem na przyszłotygodniowe posiedzenie Sejmu i wówczas uchwalić ustawę.

- To niemożliwe. Jeśli prezydium Sejmu przychyli się do wniosku posłów, oznacza to powrót do początku prac nad ustawą. Zaczynamy od nowa, bo paragraf po paragrafie musimy jeszcze raz przeprowadzić głosowania.

Dopiero w przyszłym tygodniu może obradować komisja infrastruktury, zaś jej sprawozdanie to kolejny tydzień zwłoki, drugie czytanie bis to już lipiec. I inicjatorzy całej akcji mają pewnie świadomość, że jeśli będą wybory w sierpniu, to nie będzie ustawy.

Podał się Pan do dymisji z funkcji posła-sprawozdawcy komisji infrastruktury.

- Cyrku nie będę firmował swoim nazwiskiem. Zgłaszając ten wniosek wzięli na siebie odpowiedzialność za prawo telekomunikacyjne. Muszą więc wreszcie wyjść z cienia.