Ile kosztuje ekologia?

Co najmniej połowa europejskich przedsiębiorstw, które zostaną objęte programem handlu prawami do emisji zanieczyszczeń, nie jest do niego przygotowana. Tymczasem Europejska Agencja Środowiska straszy coraz bardziej widocznymi skutkami zanieczyszczenia

Tylko 51 proc. zakładów przemysłowych (elektrowni, rafinerii, hut żelaza i szkła, cementowni i papierni) będzie przygotowanych do zastosowania nowej unijnej dyrektywy przyjętej w przed rokiem - twierdzi firma konsultingowa LogicaCMG w opublikowanym właśnie raporcie.

Dyrektywa wprowadza system "handlu prawami do emisji CO2". Od 1 stycznia 2005 r. firmy objęte tym programem będą mogły emitować tylko tyle dwutlenku węgla do atmosfery, na ile będą miały zezwolenie. Znaczną część pozwoleń firmy dostaną za darmo od państwa, ale resztę będą musiały kupić na specjalnie do tego celu stworzonym wolnym rynku - głównie wtedy, gdy będą chciały poważnie zwiększyć produkcję, nie wprowadzając jednocześnie nowocześniejszych, mniej zanieczyszczających technologii.

Dyrektywa ma umożliwić realizację zobowiązań, jakie Unia Europejska podjęła w protokole z Kioto (ograniczenie do 2012 r. o 8 proc. ilości zanieczyszczeń wypuszczanych do atmosfery w porównaniu z 1990 r.). Według wyliczeń dołączonych do raportu Parlamentu Europejskiego wprowadzenie rynku handlu pozwoleniami umożliwi krajom Unii zmniejszenie ceny wdrożenia protokołu o blisko 1,3 mld euro rocznie. Realizacja protokołu zdaniem wielu naukowców powinna zahamować proces ocieplania się klimatu.

Problem w tym, że każda firma uczestnicząca w rynku handlu emisjami będzie musiała obliczać, ile dokładnie emituje lub będzie emitować CO2. To wymaga zdaniem ekspertów LogicaCMG kosztownych analiz, na które firmy nie są przygotowane. - Są daleko od tego, żeby zdążyć w terminie - powiedział Mark Logan, przedstawiciel LogicaCMG.

Niegotowe są także rządy. Do 1 maja miały one przesłać do Komisji Europejskiej tzw. narodowe plany alokacji - szczegółowe opisy, ile pozwoleń otrzymają poszczególne przedsiębiorstwa. Aż sześć państw starej Unii (Belgia, Hiszpania, Francja, Grecja, Włochy i Portugalia) tego nie zrobiło, stąd 18 maja br. Komisja Europejska wszczęła procedurę dyscyplinującą. Przedsiębiorcy twierdzą, że brak odpowiednio wcześniej przekazanych informacji o przysługujących im limitach emisji CO2 to katastrofa. - Przemysł powinien znać je trzy lata wcześniej, by móc podjąć racjonalne działania inwestycyjne - twierdzi Jean-Claude Steffens z francusko-belgijskiego koncernu energetycznego Suez-Tractebel, cytowany przez portal EurActiv.com.

System pozwoleń na emisję dwutlenku węgla będzie obowiązywać także w Polsce. Dobra wiadomość dla firm jest taka, że limity dla nas zostały opracowane na podstawie danych z końca lat 80., Polska będzie miała sporą nadwyżkę zezwoleń nad rzeczywistymi potrzebami. Przynajmniej teoretycznie będzie ją można sprzedać konkurentom z Zachodu.

Naukowcy każą się jednak zastanowić, czy dalsze opóźnianie redukcji emisji CO2 jest tak naprawdę korzystne. Europejska Agencja Środowiska przedstawiła wyniki własnych badań, z których wynika, że oto stajemy się świadkami realnych szkód, jakie wynikają z zanieczyszczenia środowiska. Do 2100 r. średnia temperatura w Europie może podnieść się o 6,3 st. Celsjusza. A to z kolei może wywoływać np. długotrwałe susze, ale też i powodzie, ulewy itp. powodujące ogromne straty. Wartość szkód wywołanych przez zmiany klimatyczne i zanieczyszczenie już teraz sięga 10 mld euro rocznie - ocenia Agencja. I domaga się, by przynajmniej realizować te cele w polityce ekologicznej, które państwa UE już wcześniej sobie postawiły. Takie jak np. wytwarzanie 12 proc. elektryczności ze źródeł odnawialnych już za sześć lat, czyli dwukrotnie więcej niż obecnie.