Budownictwo: mieszkania na zapas

Najnowsze statystki GUS świadczą o ożywieniu w budownictwie wielorodzinnym, ale zapewne tym roku powstanie mniej mieszkań niż w 2003 r. Dlaczego?

Może dać o sobie znać spowolnienie gospodarki w 2002 r., wzrost bezrobocia oraz likwidacja podatkowej ulgi budowlanej, a w efekcie spadek liczby rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych. Skutki tej zapaści odczujemy dopiero teraz, bo zwykle około dwóch lat trwają budowy domów wielorodzinnych.

Tymczasem wieści z rynku są wręcz rewelacyjne. Oto spółdzielnie, których znaczenie spadło w ostatnich latach, do końca kwietnia oddały do użytku o blisko jedną piątą więcej mieszkań niż przed rokiem. Zaś developerzy swój ubiegłoroczny wynik poprawili o 11 proc.

Problem w tym, że prawdopodobnie wielu inwestorów chciało przed 1 maja oddać klientom klucze do mieszkań. Od tego dnia fiskus zaczął doliczać VAT do ceny gruntu, zaś stawka tego podatku na większość wyrobów służących do wykończenia i wyposażenia mieszkań skoczyła z 7 do 22 proc.

O nadchodzącym dołku może świadczyć fakt, że w kwietniu przybyły tylko 644 nowe mieszkania spółdzielcze, czyli o 55 proc. mniej niż marcu i 3 proc. mniej niż rok temu. Z kolei developerzy oddali do użytku 1722 mieszkania, co oznacza 27-proc. spadek w stosunku do marca oraz 7-proc. - kwietnia 2003 r.

O koniunkturze w budownictwie mieszkaniowym najwięcej mówią dane o rozpoczętych inwestycjach, ale tej informacji GUS jeszcze nie podał. Cieszyć mogą za to dane mówiące o pozwoleniach na budowę. W pierwszym kwartale developerzy dostali pozwolenia na budowę 5,9 tys. mieszkań, czyli o blisko 275 proc. więcej niż przed rokiem, zaś spółdzielnie - 1,9 tys. mieszkań, co oznacza wzrost ponad 75 proc.

Czy to sygnał, że mieszkaniowa posucha nie potrwa długo? Specjaliści ostrzegają, że developerom może podciąć skrzydła brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym uchyliła 1 stycznia 2004 r. stare (sprzed 1995 r.), a nowych gminy na ogół jeszcze nie mają. Tymczasem bez tego typu planów procedury związane z uzyskaniem pozwolenia na budowę są o wiele bardziej czasochłonne.

Kazimierz Kirejczyk

prezes firmy REAS Konsulting

Wysyp pozwoleń na budowę tłumaczę tym, że firmy developerskie i spółdzielnie występowały o nie na podstawie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu wydanych jeszcze w 2003 r., zanim wygasły miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. To była taka ucieczka do przodu, robienie zapasu mieszkań "na pozwoleniach", by wskutek braku nowych planów nie stanąć z inwestycjami. Słuszność tej tezy zweryfikują dopiero dane o rozpoczętych inwestycjach. Nie spodziewam się jednak zapowiedzi boomu. Dane GUS pokażą co najwyżej niewielki wzrost będący efektem ożywienia gospodarczego.

Brak planów będzie barierą. Jednak klęski nie przewiduję, bo pozwolenie na budowę - choć z trudnościami - będzie można uzyskać. Jednak nawet jeśli przewaga popytu nad podażą byłaby relatywnie nieduża, oznaczać to będzie wzrost cen.

Michał Kosyrz

wiceprezes serwisu tabelaofert.pl

O cenach na rynku mieszkaniowym w Polsce decyduje dziś prawo podaży i popytu. Do niedawna mieliśmy rynek klienta, teraz przez jakiś czas warunki będą dyktować developerzy. Trzeba się więc liczyć ze wzrostem cen mieszkań.

W stolicy w większości dzielnic te ceny rosną już od kilku miesięcy. Np. od października do marca średnia cena m kw. nowobudowanych mieszkań w całej Warszawie wzrosła o 7,7 proc. i wynosi obecnie 3892 zł.