Bartosz S. zmarł 6 sierpnia 2021 roku, co opisywaliśmy. Śmierć 34-latka nastąpiła po interwencji policji w Lubinie. Od tego czasu trwa śledztwo, którego celem jest ustalenie, czy funkcjonariusze przyczynili się do zgonu mężczyzny. Oprócz tego badano również kwestię ewentualnego mataczenia w sprawie. To drugie śledztwo zostało umorzone. Rodzina zmarłego nie zaakceptowała decyzji prokuratury i skierowała zażalenie do sądu.
Jak możemy przeczytać na portalu tvn24.pl, w grudniu 2022 roku Prokuratura Okręgowa w Szczecinie umorzyła śledztwo dotyczące możliwego utrudniania postępowania przez policjantów zaangażowanych bezpośrednio w sprawę Bartosza S. Pełnomocnik rodziny Wojciech Kasprzyk tłumaczył, że celem śledztwa było wyjaśnienie kilku ważnych w tym kontekście wątków. Chodziło m.in. o zaginięcie dokumentów ze śledztwa obejmujących nagrania wideo i protokoły przesłuchań świadków, a także wtargnięcie policjantów do domu Bartosza S. kilka godzin po śmierci mężczyzny.
Rodzina zmarłego złożyła do sądu zażalenie na decyzję prokuratury. W kwietniu prawnicy przedstawili ekspertyzę z zakresu taktyk policyjnych interwencji, która miała dowodzić, że zeznania składane przez policjantów były fałszywe. Odroczono wówczas wydanie decyzji w sprawie wniosku rodziny Bartosza S. Sąd Rejonowy w Lubinie ustosunkował się do wniosku bliskich 34-latka 7 czerwca, oddalając złożone przez nich zażalenie. Decyzję tę skomentowali pełnomocnicy rodziny zmarłego mężczyzny.
- Jest to decyzja skandaliczna, po pierwsze ze względu na właściwość miejscową sądu. Po drugie, sąd nie dopuścił ekspertyz przedstawianych przez adwokata i opierał się jedynie na zeznaniach policjantów - zauważył Wojciech Kasprzyk. Mecenas Renata Kolerska dodała, że "nie mamy jeszcze najważniejszej opinii ze śledztwa toczącego się w Łodzi, a tymczasem sąd dokonał analizy zeznań policjantów i dokonał ustaleń dotyczących przebiegu interwencji, które pozostają w sprzeczności ze zgromadzonym materiałem dowodowym". Pełnomocnicy zapowiedzieli, że zamierzają nadal walczyć o prawa rodziny Bartosza S. Z kolei rodzice zmarłego mężczyzny wyrazili swoje rozczarowanie decyzją sądu. Stwierdzili ponadto, że nie wierzą już w wymiar sprawiedliwości.
Funkcjonariusze przeprowadzili 6 sierpnia 2021 roku interwencję po tym, jak matka Bartosz S. powiadomiła ich, że mężczyzna rzuca kamykami w okno zamieszkiwanego przez siebie bloku. Przez kilka minut funkcjonariusze próbowali obezwładnić mężczyznę, co nagrali mieszkańcy sąsiedniego budynku. W pewnym momencie Bartosz S. przestał krzyczeć i wyrywać się policjantom. Funkcjonariusze wezwali wtedy karetkę pogotowia.
Policjanci uczestniczący w interwencji sprzed niemal dwóch lat przekonywali, że Bartosz S. żył, gdy przekazano go ratownikom medycznym. Ujawniono jednak nagrania, które miały przeczyć tej wersji zdarzeń. Na jednym z nich słychać było rozmowę dyspozytorki z ratownikami, podczas której ta pierwsza zapytała: "To ty masz te zwłoki na pokładzie?". Jedna z ratowniczek uczestniczących w akcji relacjonowała natomiast, że lekarz obecny na miejscu zdarzenia krytykował nieporadność zespołu ratowniczego. - To już trzecie zwłoki przywozicie w tym tygodniu, SOR nie jest od stwierdzenia zgonów - mieli usłyszeć ratownicy.