Zakopane. Zakrwawiona kobieta niemal godzinę czekała na karetkę. Pogotowie: Jechaliśmy 3 minuty

Starsza kobieta leżała zakrwawiona, z rozbitą głową na drodze. Pomogli jej turyści, którzy natychmiast wezwali na miejsce pogotowie ratunkowe. To jednak przybyło dopiero po 50 minutach. Koordynator Ratownictwa Medycznego przekazał, że w momencie przyjmowania zgłoszenia, wszystkie trzy zespoły były zajęte. - My w Zakopanem dostajemy informację z Krakowa, że u nas na Stromej czeka poszkodowana - wyjaśnił Paweł Mickowski.

Przed południem w środę 24 maja doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Turyści w Tatrach wezwali pogotowie do leżącej na drodze starszej kobiety, która miała rozbitą głowę i była zakrwawiona. Jak przekazali w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim", karetka przyjechała dopiero po 50 minutach. - Przemokliśmy do suchej nitki, ta starsza pani też - powiedziała pani Lucyna. 

Zobacz wideo Zakopane upada. Szokujące ceny, stragan na straganie

Zakopane. Starsza kobieta leżała 50 min z rozbitą głową

Kobieta jest po szkole medycznej, więc pobiegła do samochodu po apteczkę i folię termiczną, by jak najlepiej pomóc poszkodowanej. - Udzieliłam tej pani pierwszej pomocy, okryłam ją folią termiczną. Miała rozbity nos i ranę do zszycia na głowie. A jakie obrażenia wewnętrze? Trudno powiedzieć bez badań, bo to rozbita głowa. Pani po siedemdziesiątce. Może mieć wstrząs mózgu - opisywała dziennikarzom pani Lucyna. Gdy ratownicy przyjechali na miejsce, to powiedzieli, że na cały region mają tylko dwie karetki

Wystawa mody w krypcie zakonu Pijarów w Krakowie. Wystawa mody w małopolskim kościele. Zdjęcia modelek zasłoniły krzyże

Centralizacja numeru alarmowego i trzy karetki w Zakopanem. "Na miejscu byliśmy w trzy minuty od wezwania. A tam awantura"

Do sprawy odniósł się koordynator Ratownictwa Medycznego w Szpitalu Powiatowym w Zakopanem. - My faktycznie na Zakopane mamy obecnie dwie karetki. Trzecia stacjonuje w Bukowinie Tatrzańskiej - powiedział w rozmowie z "TP" Paweł Mickowski. W momencie, gdy turyści zgłosili wypadek, trzy załogi ratunkowe były zajęte - jedna została wysłana do udaru, druga do zawału, a trzecia do reanimacji pacjenta. 

Na dodatek dyspozycje z numeru alarmowego przejmuje centrala wojewódzka w Krakowie. Oznacza to, że wojewódzka centrala przejmuje telefony z całej Małopolski. Wcześniej zgłoszenia obsługiwały powiatowe centra powiadamiania ratunkowego. Gdy centrala otrzymuje zgłoszenie, to najpierw sprawdza dostępność karetek - w przypadku zajętej załogi czeka, aż zwolni się któraś z karetek w regionie. Gdy dyspozytor w Krakowie dostaje sygnał, że załoga zakończyła interwencję, wówczas wysyła ją do kolejnego zgłoszenia. 

Ciężarówki ze zbożem Kierowcom przed portem puszczają nerwy. "Na radiu jeden wielki krzyk"

- I tu jest ten moment, kiedy my w Zakopanem dostajemy informację z Krakowa, że u nas na Stromej czeka poszkodowana. Na miejscu byliśmy w trzy minuty od wezwania. A tam awantura, że ludzie czekają prawie godzinę - dodał Mickowski. - Gdybym ja rano dostał informację, że kobieta czeka na pomoc, zorganizowałbym od razu transport, nie czekając aż zwolni się któraś z trzech karetek ratunkowych - powiedział dalej dodając, że przy szpitalu znajdują się jeszcze dwie karetki transportowe, które mogły przewieźć kobietę na SOR.

Wojewoda Małopolski miał obiecać, że dla Zakopanego przydzieli na stałe czwartą karetkę dla szpitala na Kamieńcu. "Oby dotarła pod Giewont przed sezonem" - dodają dziennikarze "TP".

Więcej o: