"Nastolatki w radiowozie" - cd. Drugi policjant z zarzutami. Matka wytyka niedociągnięcia prokuraturze

- Mam wrażenie, że prokuratura podchodzi do tego zdarzenia niezbyt dokładnie - oceniła w rozmowie z Onetem matka jednej z nastolatek, poszkodowanych w wyniku wypadku radiowozu w Dawidach Bankowych pod Warszawą. Prokuratura postawiła w końcu zarzut także drugiemu z policjantów, który - jak ustalił portal - był dotąd na zwolnieniu lekarskim.

W wypadku 2 stycznia w podwarszawskich Dawidach Bankowych (woj. mazowieckie) ucierpiały dwie nastolatki w wieku 17 i 19 lat, które policjanci - nie wiadomo po co - zabrali do radiowozu. Funkcjonariusze nie udzielili pomocy rannym dziewczynom, i - jak relacjonowała jedna z nich - kazali im "spie...lać". Pod koniec marca rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że "prokurator wydał postanowienie o przedstawieniu zarzutów policjantom". I dodała: - Z jednym z podejrzanych czynności zostały wykonane pod koniec lutego. Usłyszał on zarzut obejmujący m.in. spowodowanie wypadku, jak też niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. Czynności z drugim z funkcjonariuszy zostały zaplanowane.

Zobacz wideo Policyjne szkolenie podnoszące umiejętności panowania nad radiowozem

Nastolatki w radiowozie. Dowódca patrolu też usłyszał zarzuty

Jak się okazało, zarzuty w lutym usłyszał tylko młodszy z policjantów, który pracował w policji zaledwie dwa miesiące. Był to jego pierwszy patrol i pierwsza interwencja. Natomiast starszy z funkcjonariuszy, z 18-letnim stażem, który pełnił funkcję dowódcy patrolu, nie był przesłuchiwany prawdopodobnie przez to - jak nieoficjalnie ustalił Onet - że przebywał od czasu wypadku na zwolnieniu lekarskim. Został zatrzymany i przesłuchany dopiero w środę 5 kwietnia. O zatrzymaniu drugiego z mundurowych poinformował mec. Roman Giertych, którego kancelaria zajęła się reprezentowaniem młodszej z pokrzywdzonych nastolatek. "Policja zatrzymała policjanta, który uprowadził trzy miesiące temu nastolatki. Został przewieziony do Prokuratury Okręgowej w Warszawie celem postawienia zarzutów" - napisał Giertych na Twitterze.

Prokuratura postawiła policjantowi takie same zarzuty, jak jego współpracownikowi pod koniec lutego: spowodowania wypadku oraz niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. W sprawie działań prokuratury wypowiedziała się mama młodszej z poszkodowanych, która zaczęła już tracić nadzieję na sprawiedliwy wymiar kary dla policjantów. Kobieta przyznała w rozmowie z Onetem, że obawiała się sytuacji, w której sprawa zakończy się bez ukarania sprawców.

Matka jednej z nastolatek zabranych do radiowozu: Jest pełno niedociągnięć

- Mam wrażenie, że prokuratura podchodzi do tego zdarzenia niezbyt dokładnie, jakby połowicznie. Jest pełno niedociągnięć w procedowaniu tej sprawy - mówiła mama 17-latki. - Poza tym zgłaszaliśmy, wraz z naszymi pełnomocnikami, że chcemy jako strona postępowania uczestniczyć w przesłuchaniach. Tymczasem dziś tak późno ich [pełnomocników] o tym powiadomiono, że nie było na to szans. Kiedy naszemu adwokatowi udało się dotrzeć na miejsce, już było po przesłuchaniu. Wydawało mi się, że w takich sytuacjach wypadałoby ich poinformować, chociaż z jednodniowym wyprzedzeniem, a nie godzinnym.

Matka nastolatki uważa także, że policjanci powinni odpowiadać także za nieudzielenie pomocy rannym nastolatkom, a także za bezprawne zabranie ich do radiowozu. Sprawą wywiezienia nastolatek do lasu zajęły się też posłanki Koalicji Obywatelskiej Kinga Gajewska i Aleksandra Gajewska. Ustaliły po kontroli poselskiej w komendzie, że starszy policjant otrzymał sześć zarzutów dyscyplinarnych i został zawieszony, natomiast młodszy - cztery zarzuty. Nie dostały natomiast odpowiedzi na pytanie o treść tych zarzutów.

Dawidy Bankowe. Policjanci zabrali do radiowozu nastolatki. Mieli wypadek

Grupa nastolatków w nocy z 2 na 3 stycznia zawiadomiła policję o pożarze na polach w Dawidach Bankowych. Odjeżdżając po przyjeździe straży pożarnej funkcjonariusze kazali wejść do radiowozu 19-latce. Przestraszona dziewczyna zabrała ze sobą młodszą koleżankę. Podczas jazdy doszło do wypadku, radiowóz walnął w drzewo. Pasażerki zostały ranne. - Udało jej się wyjść, wysiadł policjant - tak jakby chciał sprawdzić, czy im się nic nie stało. Zobaczył, że żyją i powiedział: a teraz spier***ać - relacjonowała matka jednej z dziewczyn. Policjanci byli trzeźwi podczas wykonywania służby. Nie udzielili jednak pomocy rannym nastolatkom ani nie wezwali karetki. O sprawie informowaliśmy w artykule poniżej:

Więcej o: