Polska nigdy nie potrzebowała tak mało węgla. Wiatr i słońce tylko w kwietniu oszczędziły 700 mln zł

Tylko w kwietniu nowe odnawialne źródła energii przyniosły nam ponad 700 mln zł oszczędności - pokazują wyliczenia Fundacji Instrat. Taki byłby koszt paliwa i uprawnień do emisji, gdyby prąd pochodzący dziś z wiatru i słońca trzeba wyprodukować z węgla.
Zobacz wideo Polska gospodarka zyska na zielonej transformacji

Produkcja prądu ze słońca bije w tym roku w Polsce rekordy - i nic dziwnego. Mamy tyle paneli, co nigdy. Ale nie chodzi tu o coraz wyższe słupki w tabelach produkcji prądu, a realne korzyści. Nowe odnawialne źródła energii oszczędzają nam miliony ton CO2, który zostałby wyemitowany do atmosfery, a także setki milionów złotych kosztów produkcji prądu z paliw kopalnych, wyliczyli eksperci Fundacji Instrat. 

Jak pisaliśmy wielokrotnie w Gazeta.pl, rozwój energii wiatrowej był w ostatnich latach bardzo powolny z powodu blokujących wiatraki przepisów, które PiS wprowadził na początku rządów. Powstało trochę nowych farm wiatrowych, jednak o wiele mniej, niż byłoby to możliwe. Z drugiej strony ostatnie kilka lat to prawdziwy boom na energię słoneczną. W dwa lata (od kwietnia 2021 do kwietnia 2023) ilość mocy zainstalowanej (czyli maksymalnej możliwej produkcji energii) w fotowoltaice wzrosła o 180 proc. 

Więcej zainstalowanych urządzeń przekłada się na więcej prądu z czystych źródeł. Węgiel wciąż dominuje w produkcji prądu, jednak wyraźnie widać wzrost przede wszystkim fotowoltaiki. W najlepsze dla czystej energii dni słońce i wiatr dają już nawet 45 proc. energii (w skali dobry), a godzinach południowych - nawet 2/3 prądu chwilowo generują źródła odnawialne.

- Kwiecień 2023 był miesiącem, w którym potrzebowaliśmy najmniej węgla do produkcji prądu w historii, z wyjątkiem okresu lockdownu w czasie pandemii COVID - mówi nam Bernard Swoczyna z Fundacji Instrat.

W sumie w kwietniu tego roku energia słoneczna i wiatrowa zapewniły nam ponad 22 proc. produkcji energii elektrycznej. Dwa lata temu było to 14 proc., a w kwietniu 2018 roku - 11 proc. Jak przekłada się to na oszczędności?

Setki milionów oszczędności dzięki OZE

Analitycy Instrat sprawdzili, ile "dodatkowego" czystego prądu dały nam źródła odnawialne, które powstały w ciągu ostatnich dwóch lat. Jak wyliczyli, dzięki nowym mocom OZE - przede wszystkim fotowoltaice - oszczędzamy setki milionów złotych miesięcznie. Gdyby tyle samo prądu, ile dają nam nowe wiatraki i panele, trzeba by wyprodukować z węgla, kosztowałoby to tylko w kwietniu dodatkowe 714 mln zł. To pokazuje, że tylko w jednym miesiącu OZE pozwalają nam oszczędzać setki milionów w węglu i uprawnieniach do emisji, obniżając ceny prądu. To także oczywiście korzyść dla klimatu w postaci zaoszczędzenia ponad milion ton dwutlenku węgla (w porównaniu do sytuacji, gdyby tyle samo prądy wyprodukować z węgla kamiennego). Warto zauważyć, że oszczędności z tylko jednego miesiąca to kwota stanowiąca ponad 40 proc. wszystkich środków wypłaconych w rządowym programie Mój prąd, który wspiera rozwój energii odnawialnej.

Był to też miesiąc z rekordowo niskim zapotrzebowaniem na węgiel w ogóle. Częścią dzięki temu, że mamy więcej prądu z OZE, przede wszystkim z fotowoltaiki, tłumaczy Swoczyna. - Ale drugim elementem jest to, że zużywamy mniej prądu. W kwietniu tego roku zapotrzebowanie było o 8 proc. niższe niż zwykle w kwietniu - mówi i dodaje:

- Skąd to mniejsze zużycie? Po pierwsze mamy więcej tzw. autokonsumpcji, czyli zużycia własnej energii słonecznej przez prosumentów, skutkującego niższym poborem z sieci. Po drugie to oszczędność energii. Za nią stoi m.in. łagodna pogoda, ale też skutki wysokich cen prądu i wynikające z nich działania na rzecz ograniczenia zużycia energii, zarówno przez firmy, jak i gospodarstwa domowe. 

Wciąż duży potencjał dla czystej energii

Energia odnawialna bije w Polsce rekordy, ale wciąż opieramy się głównie na węglu. To może zmienić się stosunkowo szybko. Rząd pracuje nad aktualizacją Polityki Energetycznej, czyli głównego dokumentu opisującego rozwój energetyki do 2040 roku. Choć wciąż nie jest w stanie go przyjąć, to zaprezentowane założenia i medialne przecieki pokazują, że resort klimatu chce, by Polska miała 46 proc. prądu ze źródeł odnawialnych do 2030 roku, a 35 proc. z węgla.

Tegoroczny raport Instratu pokazywał, że w scenariuszu wysokich ambicji Polska mogłaby mieć aż 68 proc. prądu z czystych źródeł do 2030 roku. Podążanie bardziej ambitnym scenariuszem oznaczałoby oszczędność (w latach 2026-2030) aż 31 miliardów złotych na uprawnieniach do emisji CO2 i imporcie gazu. 

Z perspektywy energetyki rok 2030 to już bardzo blisko i jeśli mamy osiągnąć wysoki udział energii odnawialnej - i idące za tym oszczędności - konieczne jest usunięcie barier na drodze rozwoju OZE. 

- Instalacji fotowoltaicznych na dachach domów jednorodzinnych jest w Polsce już ponad 1,2 miliona. Wciąż istnieje jednak duży, niewykorzystany potencjał montowania ich na dużych budynkach, np. blokach mieszkalnych, magazynach, biurowcach. W ten sposób możemy mieć nowe moce tam, gdzie dziś występuje wysokie zużycie prądu - zauważa Swoczyna. 

- Jeśli chodzi o farmy fotowoltaiczne, to główną barierą są niedostosowane sieci. To przekłada się na odmowy przyłączenia planowanych instalacji. W ubiegłym roku liczba takich odmów była rekordowa.

Z tym problemem zmagają się m.in. dopiero zaczynające się rozwijać w Polsce spółdzielnie energetyczne. W maju pisaliśmy o spółdzielni z Serocka, która chciałaby produkować prąd na własne potrzeby, ale jedną z barier jest właśnie zgodna operatora na podłączenie instalacji fotowoltaicznej.

Po długiej krytyce PiS zmienił niedawno przepisy dot. farm wiatrowych, które przez lata de facto blokowały nowe inwestycje. Jednak nowe przepisy wciąż nie są pełnym odblokowaniem potencjału wiatru. - Farmy wiatrowe wciąż są w dużej mierze zablokowane przez obecne przepisy o minimalnej odległości od domów (700 m) - mówi Swoczyna i tłumaczy - To nie tylko fizycznie mniej miejsca niż w przypadku odległości 500 m, które pierwotnie zakładano w rządowej ustawie. Ponieważ wiele projektów inwestycji robiono z myślą o odległości 500 m, to teraz muszą one być zmieniane. Inaczej trzeba postawić turbiny, inaczej rozłożyć kable. To oznacza opóźnienia. Pozytywnym elementem są nowe, duże turbiny wiatrowe, które mogą produkować więcej prądu nawet przy słabym wietrze.

Więcej o: