Byliśmy na jednej z największych farm wiatrowych. "Ludzie pytają, czy możemy mieć więcej wiatraków"

Patryk Strzałkowski
Wiatraki hałasują, giną na nich ptaki, a lokalne społeczności są przeciwne - takie opinie można usłyszeć od polityków, którzy sprzeciwiają się zmianie przepisów dot. budowy farm wiatrowych. Odwiedziliśmy Margonin, gdzie znajduje się druga co do wielkości farma wiatrowa w Polsce. Mieszkańcy mówią, że do wiatraków się przyzwyczaili - a burmistrz wylicza korzyści dla gminy.

- Wiele jest mitów na temat wiatraków. Kiedyś mieliśmy gości z innego województwa, którzy pytali, czy przy wiatrakach kury znoszą jajka, czy krowy dają białe mleko - wspomina Janusz Piechocki, burmistrz Margonina.

Goście z innych części Polski przyjeżdżali do miasteczka i gminy na północy Wielkopolski właśnie z powodu wiatraków. Bo farma wiatrowa, która powstała w Margoninie w 2009 roku, przez lata była największa w Polsce (dopiero w 2020 wyprzedziła ją farma w Potęgowie na Pomorzu). Chcieli się dowiedzieć, jak z wiatrakami się żyje, zanim sami podejmą decyzję o budowie ich u siebie. 

Burmistrz Piechocki do wiatraków przekonywałby każdego - i sam najchętniej widziałby ich więcej. - Niestety Margonin jest małą gminą i nie ma już miejsca na kolejne turbiny. Chcielibyśmy ich więcej, gdyż oprócz zielonej energii przynoszą również dochody dla gminy - zapewnia. I krytykuje obecne przepisy, przez które takich wiatraków nie można stawiać w odległości mniejszej niż 1,5 km od domów. Bo gdyby obowiązywały w 2009 roku, to farma by nie powstała, a gmina nie czerpałaby z niej zysków.

A co po latach myślą o nich ci, którzy mają wiatraki w bezpośrednim sąsiedztwie?

embed

"Po prostu z nimi żyjemy"

Ogromna większość społeczności akceptuje wiatraki. Na pewno znajdą się przeciwnicy, ale ja takich nie znam. Wiatraki wrosły w nasze otoczenie i nikomu nie przeszkadzają. Po prostu z nimi żyjemy

- przekonuje Piechocki. Zanim farma powstała, cały proces trwał ponad 8 lat. - Były rozmowy z mieszkańcami, spotkania w mieście i obszarach wiejskich. Można powiedzieć, że niektórzy nawet niecierpliwili się, czy wiatraki rzeczywiście powstaną - mówi i dodaje: - Żeby powstały wiatraki, konieczne są trzy rzeczy: odpowiednie warunki wietrzne, inwestor i akceptacja lokalnej społeczności. W Margoninie warunki są wystarczające, inwestor się znalazł, a mieszkańcy wiatraki zaakceptowali. I od 12 lat 60 turbin wiatrowych o mocy 2 MW każda produkuje w Margoninie czystą energię.

- Nie pamiętam już dokładnie, jak było, kiedy je budowali. Raczej nie wszyscy mieli dobre podejście. Każdy mówił inaczej. Że będą przeszkadzać, że nie wiadomo co. Ale cały czas tu mieszkamy i nie przeszkadzają. Tak, jakby ich w ogóle nie było - mówi pani Renata, której dom jest 500 metrów od najbliższego wiatraka. Była to minimalna odległość w momencie powstania farmy w gminie Margonin.

embed

Pani Wiesia opowiada, że od początku nie miała problemu z inwestycją i popierała budowę farmy - chociaż, jak przyznaje, wtedy była w mniejszości. - Mam nawet w rodzinie osoby, które przed budową były przeciwko. Ale teraz - nie wiem, czy zmienili zdanie - mówi. Z wiatraków jest nawet dumna. - Byliśmy pierwszą gminą, która postawiła tak dużą farmę wiatrową. Chociaż w czymś byliśmy pierwsi i najwięksi! - podkreśla.

Kobieta prowadzi sklep spożywczy w jednej z wsi w gminie Margonin. W najbliższej okolicy - 600-800 metrów - stoi pięć wiatraków. W wietrzny dzień przed sklepem słychać szumiący dźwięk łopat. - W środku w sklepie, sam pan słyszy, hałasu nie ma wcale wcale - mówi i podkreśla, że wiatraki jej nie przeszkadzają. Ani to jak wyglądają, ani to, jak hałasują. - Mam je od strony okna w sypialni i powiem panu, że latem jak otworzę, to nawet lubię, jak sobie szumi. Choć nie mam do nich aż tak bardzo blisko - mówi. 

Zobacz wideo Czopek: W słoneczne i wietrzne dni, widzimy spadki cen energii o kilkaset złotych

"Hałasu nie słyszę. Może to przyzwyczajenie"

Hałas to jedna z najczęstszych obaw dot. wiatraków. Rzeczywiście, stojąc tuż pod pracującą turbiną, słyszy się głośny, monotonny szum łopat. Jednak hałas spada wraz z odległością i miesza się z dźwiękami otoczenia. Najgłośniej jest przy silnym wietrze, ale wtedy głośniej szumi także wiatr w drzewach, budynkach itd. 

Według różnych źródeł, hałas turbiny wiatrowej z odległości kilkuset metrów to około 40 decybeli (porównywalne do klimatyzatora). Poziom hałasu zależy od wielu warunków, związanych z pogodą, geografią terenu i samymi wiatrakami oraz oczywiście odległością. Każdy hałas może prowadzić do irytacji, a to do stresu i innych objawów. Żadna z osób, z którymi rozmawialiśmy w Margoninie, nie wskazała hałasu jako poważnego dla nich problemu - choć wspominają, że niektórym dźwięk turbin przeszkadza.

Pani Arleta, dom 500 metrów od najbliższego wiatraka:

Ja nie widzę ani plusów, ani minusów. W niczym mi nie przeszkadzają. Czasami jest trochę głośniej, jak jest większy wiatr. Ogólnie rzecz biorąc nie ma problemów. Że są na widoku? To mi nie przeszkadza wcale, czemu by miało? I tak pole, i tak pole. 

Pani Renata, 500 metrów od najbliższego wiatraka:

Niektórzy mówią, że im hałasuje, ale my tego nie zauważamy.

Pan Kamil, 600 metrów do najbliższego wiatraka:

Jak się mieszka z wiatrakami? Normalnie. Ja żadnego hałasu nie słyszę. Może to kwestia tego, że już tyle lat, człowiek się przyzwyczaił. 

Piechocki przekonuje, że "każdy, kto mieszka w dużym mieście, ma większy hałas od jeżdżących samochodów czy tramwajów". - Najbliższy wiatrak jest stąd 800 metrów i przecież go nie słychać. Mieszkam na pięknej alei lipowej i kiedy jest silny wiatr, to liście i gałęzie też hałasują - mówi podczas rozmowy w urzędzie miasta. Podkreśla też, że nowsze łopaty i generatory nie tylko dają więcej prądu, ale są też cichsze. - Można by zamontować je na istniejących masztach. Ale zgodnie z obecnymi przepisami ustawy wiatrakowej nie wolno tego zrobić. To niedorzeczne! - mówi. Bo ustawa blokuje także rozbudowę istniejących wiatraków i możliwe są tylko niezbędne remonty. 

embed

"Czy pan Ardanowski znalazł kiedyś ptaka pod wiatrakiem?"

Kolejny zarzut wobec wiatraków dotyczy ingerencji w przyrodę. Te w Margoninie mają (licząc z łopatą) 145 m wysokości i widać je z daleka. Poseł PiS i były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski mówił w wywiadzie, że są szczególnie szkodliwe dla ptaków - choć wg. danych wielokrotnie większym zagrożeniem jest kot czy szyby w budynkach.

Przed ich budową w Margoninie także mówiło się, że będzie szkodzić ptakom - wspomina pani Wiesia. - Ale nie widzę, żeby był z tym problem. Nie pamiętam, żeby ktoś martwe ptaki znalazł pod wiatrakami - mówi. Burmistrz Piechocki także o martwych ptakach nie słyszał. 

Ja chciałbym zapytać pana Ardanowskiego, czy on znalazł jakiegoś zabitego ptaka pod wiatrakiem - skoro mają być dla nich tak zabójcze? Dużo więcej ptaków zjadają koty i zbija chemia rolnicza, którą m.in. pan minister stosuje na swoich polach. Jesteśmy w rejonie doliny Noteci, migrują tu gęsi i inne ptaki, a nie ma z tym problemu. Powtarzam: od ponad 12 lat nikt nie znalazł martwego ptaka pod wiatrakami

100 tys. na wiatrak

To, że wiatraki nie przeszkadzają, to jedno. Ale czy mieszkańcy mają z takiego sąsiedztwa jakieś korzyści?

- Czy gmina coś z tego ma? To nie wiem. My sami nic nie mamy. Ci, na których ziemi wiatraki stoją, mają zysk - mówi pani Renata. Pani Wiesia przypomina sobie, że gdy dzieci chodziły do szkoły, to dostawały paczki świąteczne fundowane przez właściciela wiatraków. - Ale reszta mieszkańców czy ma korzyści, czy nie? Tego nie wiem. W opłatach tego nie widać, rachunki dzięki wiatrakom nie spadły - opowiada. 

embed

O korzyściach przekonany jest burmistrz Margonina. - Budżet gminy zyskuje co roku ok. sześciu milionów złotych wpływów podatkowych z wiatraków, sieci, przesyłu itd. Przy 40-milionowym budżecie to znacząca kwota - mówi i wymienia: - M.in. dzięki tym środkom zbudowaliśmy 30 km nowych dróg, ścieżki rowerowe przy drogach wojewódzkich, świetlice, trzy biblioteki, zjeżdżalnie nad jeziorem wraz z wodnym placem zabaw. Łatwiej jest nam z wkładem własnym, który jest potrzebny do wielu dotacji unijnych. 

Andrzej Duda - zdjęcie archiwalneWiemy, co prezydent zrobi z drugą ustawą kluczową dla pieniędzy z UE

Poza wpływami podatkowymi - średnio 100 tys. na wiatrak - właściciel farmy, firma EDP Renewables, dba o wizerunek wśród mieszkańców. Wspomniane paczki dla uczniów to jedno z działań. - Firma dofinansowuje budowę boisk, wspiera kulturę. Letnie koncerty nazwaliśmy nawet Wiatrakalia - mówi burmistrz.

Zysk czerpią też właściciele działek, na których stoją wiatraki. - Nie znam dokładnych kwot, bo to zawsze indywidualna umowa, ale z tego, co wiem, to przeciętnie właściciel otrzymuje ok. 30 tys. zł rocznie z jednego wiatraka. W sumie to 1,8 mln w kieszeniach mieszkańców naszej Margonina - mówi Piechocki.

Sejm może uwolnić wiatraki

Kiedy farma w Margoninie powstawała, przepisy pozwalały na budowanie wiatraków co najmniej 500 m od domów. Jednak perspektywa takiego sąsiedztwa była dla niektórych niepokojąca - i znaleźli oni wsparcie w PiS, które było wtedy w opozycji. A gdy w 2015 roku partia doszła do władzy, spełniła obietnicę i wprowadziła ustawę 10H, która obowiązuje do dziś. 10H oznacza dziesięciokrotność wysokości wiatraka - to obecnie minimalna odległość od zabudowań. A że wiatraki mają 150-200 m lub więcej, to dystans jest liczony w kilometrach.

To wykluczyło możliwość budowy farm na ponad 99 proc. powierzchni Polski i niemal zatrzymało rozwój energetyki wiatrowej. Jednak o liberalizację przepisów od dawna zabiega branża, aktywiści klimatyczni, opozycja, gminy chcące czerpać zyski czy firmy liczące na tańszy prąd z wiatru. Teraz zmiana ustawy to także jeden z kamieni milowych koniecznych do otrzymania unijnych miliardów z Krajowego Planu Odbudowy. I w styczniu leżący od miesięcy w sejmowej "zamrażarce" rządowy projekt liberalizacji zasady 10H został skierowany do prac w komisji, jest więc szansa na jego przyjęcie. 

Rządowy projekt co do zasady nie znosi zasady 10H - jednak daje takie możliwości gminom. Zgodnie z założeniami ustawy, gminy i lokalna społeczność będą decydować - poprzez Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego - czy na jej terenie powstaną farmy wiatrowe. Będą mogły zezwolić na budowanie ich w odległości mniejszej, niż wynika z zasady 10H, jednak nie mniej niż 500 metrów. 

Piechocki nie ma wątpliwości, że obecne prawo jest złe. - Realizuje obietnice wyborcze partii rządzącej, ale nie przynosi żadnych korzyści ekonomicznych dla kraju. Gdyby zasada 10H obowiązywała wcześniej, to farma wiatrowa w Margoninie wcale by nie powstała - podkreśla. 

Co sądzi o rozwiązaniu proponowanym przez rząd? - Decydowanie przez gminy o zmniejszeniu odległości wiatraków od domów to trochę spychanie odpowiedzialności na samorządy gmin. Ale dobrze, niech tak będzie. Tam, gdzie ludzie będą chcieli, to powstają, a gdzie nie - to nie - mówi i dodaje: - Pan Ardanowski mówi, że społeczności nie chcą wiatraków? To niech przyjmą ustawę, oddadzą głos władzom samorządowym. I tam, gdzie tego nie będą mieszkańcy chcieli, to wiatraków nie będzie, a pozostali będą mogli się na nie zgodzić.

Rozumiem, że ktoś po prostu nie chce wiatraków w sąsiedztwie. No i nie róbmy nikomu na złość, jak społeczność nie chce, to nie budujmy. Ale inni ludzie chcą. W Margoninie ludzie raczej pytają: burmistrzu, czy możemy mieć więcej tych wiatraków? Bo widzą, że sąsiad ma z tego korzyści, to oni też by chcieli.
Więcej o: