Polska na najlepszej drodze do zostania węglowym skansenem Europy. Ucierpimy podwójnie

Patryk Strzałkowski
Europa przyspiesza odchodzenie od węgla pomimo trwającego kryzysu energetycznego. Po ostatnich deklaracjach Słowenii i Czech pozostajemy jedynym krajem Unii bez daty odejścia od węgla i jedynym, który planuje spalać go jeszcze w latach 40. Gra idzie nie tylko o klimat: bez planu transformacji ucierpi nasza gospodarki i regiony górnicze. Może to być też paliwo dla polexitu.
Zobacz wideo Polska bez węgla w 2030 roku? Woźny: Obawiam się, że to niemożliwe

Po przekroczeniu granicy Polski powoli z krajobrazu znikają turbiny wiatrowe, panele fotowoltaiczne i magazyny energii. Od zanieczyszczeń pogarsza się widoczność, a powietrze zaczynać drapać w płuca. Z drogi widać ciemne, od dawna nieczynne fabryki. To może być Polska w 2050 roku - przynajmniej w scenariuszu, który mógłby wynikać z wizji części polityków, np. z Solidarnej Polski. Ich wizja trwania przy węglu może mieć fatalne skutki nie tylko dla naszego zdrowia i klimatu, ale też gospodarki. 

Polska jest coraz bliższa zastania węglowym skansenem Europy. Po ostatnich ogłoszeniach daty odejścia od węgla przez Słowenię i przyspieszeniu tego procesu przez Czechy, Polska pozostaje jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym nie ma nawet oficjalnej dyskusji o końcu węgla. Daty, które wynikają m.in. z tak zwanej "umowy społecznej" z górnikami oznaczałyby, że będziemy palić węglem długie lata po tym, jak zamknięte zostaną ostatnie takie elektrownie w jakiejkolwiek części UE. 

- W europejskiej transformacji energetycznej spadliśmy w zasadzie z kategorii hamulcowych do kategorii pozostawionych na peronie - ocenia Paweł Wiejski, ekspert Instytutu Zielonej Gospodarki -

- Już wcześniej byliśmy jednym z niewielu, a teraz jesteśmy już jedynym państwem Unii Europejskiej, w którym oficjalnej daty odejścia od węgla nie ma. W dodatku nie ma nawet rozmów o tym, żeby taką datę przyjąć. Jesteśmy zupełnie poza głównym nurtem dyskusji o transformacji w Europie

Słowenia kończy z węglem, Niemcy i Czechy wrzucają wyższy bieg

Najnowsze ogłoszenie odejścia od węgla w UE ma ledwo ponad tydzień. 13 stycznia Słowenia ogłosiła, że kraj skończy spalanie węgla w energetyce najpóźniej do 2033 roku. 

Czechy miały już wyznaczona datę odejścia od węgla na rok 2038. Jednak nowa koalicja rządząca chce przyspieszyć ten proces - zamierza przeprowadzić transformację tak, żeby odejście od węgla było możliwe do 2033 roku.

Aleksander Śniegocki, ekspert ds. polityki energetyczno-klimatycznej, ocenił, że "ta decyzja pokazuje, jak szybko w Europie zmienia się podejście do wycofywania energetyki węglowej pod wpływem nowych unijnych celów klimatycznych oraz rosnących cen uprawnień do emisji. - Tym bardziej problematyczny jest brak podobnej refleksji w przypadku polskiej polityki energetycznej: konieczna jest pilna dyskusja na temat zarządzenia szybkim wyjściem z węgla w Polsce w perspektywie pierwszej połowy lat 30 - stwierdził. 

Przyspieszenie planują też Niemcy. Podobnie jak Czesi, dotychczas data odejścia od węgla była tam wyznaczona na rok 2038. Jednak nowa koalicja SPD, liberałów i Zielonych zgodziła się, że kraj będzie dążył do wygaszenia ostatniej elektrowni węglowej w 2030 roku.

Taka data będzie ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza wobec kontrowersyjnej decyzji Niemiec o wygaszeniu elektrowni atomowych. Aby stabilizować system oparty na źródłach odnawialnych, kraj będzie potrzebował elektrowni na gaz - one także emitują CO2 - który ma być "paliwem przejściowym". Według części niemieckich ekspertów elektrownie atomowe nie są dobrym stabilizatorem systemu energetycznego, bo są zaprojektowane do produkcji raczej stałej ilości energii - a nie szybkich i elastycznych zmian zależnie od pogody.

Czarna wyspa

Grupa Europe Beyond Coal prowadzi aktualizowaną bazę danych na temat planów odejścia od węgla w Europie. Zdecydowana większość krajów UE - i kilka spoza Unii - albo już nie produkuje energii z węgla, albo planuje skończyć z tym do 2030 roku. Na przykład Portugalia i Austria zamknęły ostatnie takie elektrownie w ostatnich dwóch latach. Włochy, Grecja i Francja planują to w ciągu najbliższych kilku lat. Rumunia wyznaczyła rok 2032 na koniec węgla. Najpóźniej chce to zrobić Bułgaria - między rokiem 2038 a 2040.

Polska na coal-exitowej (jak mówi się czasem o odejściu od węgla) mapie UE wygląda... nijak, lub ewentualnie jak czarna wyspa. Według oceny Europe Beyond Coal nie można nawet uznać, że toczy się u nas oficjalna dyskusja o tym, kiedy zakończyć spalanie węgla w energetyce. W podobnej sytuacji wśród państw ujętych przez  Europe Beyond Coal są tylko niektóre kraje spoza UE, jak Serbia czy Turcja.

W Polsce nie padła żadna oficjalna deklaracja całkowitego końca wykorzystywania węgla w energetyce, nie mam też np. komisji węglowej wzorem niektórych innych krajów. To kiedy rząd spodziewa się, że odejdziemy od węgla, można wnioskować jedynie na podstawie kilku odrębnych rzeczy. Pierwszym jest tzw. umowa społeczna z górnikami, w której ustalono terminy zakończenia wydobycia węgla kamiennego w poszczególnych kopalniach. Ostatnie mają przestać pracować do końca 2049 roku. Jednak mowa tu o kopalniach, a nie elektrowniach. Jeśli chodzi o elektrownie na węgiel brunatny - nie ma żadnej daty końcowej. Elektrownia Turów ma obecnie koncesję do 2044 roku. 

- Na szczycie COP26 przyłączyliśmy się do inicjatywy, która teoretycznie obliguje nas jako dużą gospodarkę do odejścia od węgla w latach 30. Ale według interpretacji polskiego rządu jesteśmy tak naprawdę w tej grupie mniejszych gospodarek, dla których ten dokument mówi o latach 40 - mówi Wiejski. Ta deklaracja wywołała zresztą spore zamieszanie, a Polska dostała na szczycie klimatycznym antynagrodę Skamieliny Dnia.

Jeśli przyjąć te daty za rzeczywistość, to będziemy jedynym krajem UE czerpiącym prąd z węgla jeszcze w latach 40. To będzie miało fatalne skutki dla naszej gospodarki.

Ubogi węglowy skansen 

Podstawowym powodem, dla którego musimy odejść od węgla, a później także ropy i gazu, jest ich wpływ na zmiany klimatu. Emisje gazów cieplarnianych ze spalania paliw kopalnych są głównym czynnikiem wpływającym na wzrost temperatury planety. Poza unijną polityką klimatyczną, zobowiązuje nas do tego także Porozumienie paryskie z 2015 roku. 

Jednak argumentów jest więcej. Zwolennicy trwania przy węglu przekonują, że to nasze "czarne złoto" i gwarancja niezależności energetycznej, stabilnego i taniego prądu oraz rozwoju gospodarki. Dane pokazują coś wprost przeciwnego. 

Ubiegłoroczny raport think-tanku Instrat "dalsze uzależnienie polskiej elektroenergetyki od węgla doprowadzi do wzrostu rocznych rachunków za energię elektryczną dla gospodarstw domowych o 264 zł w 2022 r. (mimo uwzględnienia tarczy antyinflacyjnej) i nawet 800 zł w latach 2030-2040 względem 2021 r." Transformacja energetyczna wymaga inwestycji, jednak według analizy w dłuższym terminie przyniesie oszczędność dla gospodarstw domowych, a rachunki w kolejnej dekadzie będą 500-780 zł niższe.  

Jak jest z niezależnością energetyczną opartą na paliwach kopalnych? Polska wciąż ma zasoby węgla, jednak są one coraz trudniej dostępne i tańszy okazuje się węgiel sprowadzany z innych części świta, np. z Rosji, choć czasem nawet z Kolumbii lub Mozambiku. Własnego wydobycia ropy czy gazu praktycznie nie mamy. 

Jak podaje Forum Energii, "znaleźliśmy się w ścisłej czołówce krajów UE najszybciej uzależniających się od importu paliw kopalnych". Według wyliczeń think-tanku, w ostatnich 20 latach Polska zapłaciła prawie 1,2 biliona złotych za import surowców energetycznych (to tyle, ile wynoszą dwuletnie dochody całego budżetu państwa). Do tego roczne wydatki na ten cel z roku na rok rosną, a "dominującym dostawcą surowców do naszego kraju jest Rosja".

Węglowa energetyka to nie tylko problem dla tzw. odbiorców indywidualnych, ale też firm. Już teraz wiele biznesów odczuwa boleśnie rosnące ceny energii. Jednak poza kosztami, problemem staje się sam ślad węglowy. Nie tylko państwa, ale też korporacje składają deklaracje neutralności klimatycznej i coraz bardziej wymagają tego ich konsumenci. A jeśli ich produkt jest wytwarzany przy użyciu prądu z węgla, to rośnie jego ślad węglowy. 

W grudniu "Rzeczpospolita" informowała, że Intel, producent układów scalonych, planuje wydać 80 mld euro na nowe fabryki. Wśród rozważanych miejsc, gdzie te miałyby powstać, miała być także Polska. Jednak według informacji dziennika firma nie zdecydowała się na nasz kraj m.in. ze względu na kwestie dostępu do energii oraz za mały udział zielonych źródeł energii. W tym tygodniu Bloomberg informował, że fabryki i centra badawcze mają powstać w Ohio, Niemczech, Francji i Włoszech.  

Chaotyczne odejście od węgla

Czy ten czarny scenariusz się spełni? Niekoniecznie - inną możliwością jest to, że skończymy z węglem dużo wcześniej pomimo zapowiedzi obecnego rządu. Może to wynikać nie tylko nowych decyzji po ewentualnie zmianie władzy, ale też mechanizmów rynkowych. Tyle, że taki proces odejścia od węgla nie będzie miał nic wspólnego ze sprawiedliwą transformacją, a skutki dla pracowników sektora górniczego oraz regionów węglowych będą fatalne.

Ekspert Instytutu Zielonej Gospodarki ocenił, że brakuje w Polsce dyskusji zarówno o konsekwencjach transformacji dla energetyki, bezpieczeństwa energetycznego, jak i o skutkach społecznych. - I to nie oznacza, że od węgla nie odejdzie. To się stanie, tyle że w sposób chaotyczny, przez awarie, bankructwa, z zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego - stwierdził. 

- Eksploatacja elektrowni węglowych nie ekonomicznie będzie niemożliwa do utrzymania. Już teraz coraz trudniej jest podtrzymywać opłacalność elektrowni węglowych w Unii Europejskiej - powiedział Wiejski i dodał:

- Z tego zdaje sobie sprawę rząd, dają sobie zdaje sprawę górnicy, zdaje sobie sprawę sektor energetyczny. Ale najwyraźniej nie jesteśmy gotowi to, żeby mówić o tym otwarcie

Polexit zamiast coal-exitu?

Możliwy jest jeszcze inny scenariusz. Wiejski wskazał, że na poziomie regionalnym takie chaotyczne odchodzenie od węgla doprowadzi to prawdopodobnie do degradacji ekonomicznej obszarów, które są zależne od wydobycia. - Możliwe, że doprowadzi to do niepokojów społecznych i przełoży się wzrost poparcie populistycznych partii, które będą oferowały fałszywe, ale proste wyjaśnienia: że to "zła Unia" zakazuje palić węglem - stwierdził. 

- Jedynym sposobem na przedłużenie ich życia do lat 40. byłyby dopłaty. Ale w takim wypadku musielibyśmy albo przekonać UE, że warto jednak wspierać węgiel, albo wyjść z Unii - powiedział. 

Opublikowany w tym tygodniu raport WiseEuropa "Systemowe ryzyka opóźniania restrukturyzacji górnictwa i energetyki węglowej w Polsce" ostro krytykuje obecne plany rządu dot. transformacji i także pisze o ryzyku gwałtownego zaostrzenia sporu Polski z Unią, a nawet przyczynienia się opuszczenia wspólnoty:

Obecny kryzys może albo doprowadzić do uporządkowania sytuacji w polskiej energetyce przez doprowadzenie do szybkiego wycofania aktywów węglowych zgodnie z sygnałami rynkowymi i pełnego wykorzystania nowych i istniejących instrumentów sprawiedliwej transformacji, albo utrwalić pozycję Polski jako kraju uzależnionego od węgla i ponoszącego coraz wyższe koszty reputacyjne i finansowe. W skrajnej sytuacji może być jedną z przyczyn Polexitu, a więc instrumentem propagandowym wykorzystanym przez kręgi eurosceptyczne do – fałszywego – przedstawiania członkostwa w Unii Europejskiej jako przynoszącego więcej strat niż korzyści
Więcej o: