Martwimy się o ceny, możemy martwić się i o dostępność żywności. Nie tylko energetyki trzeba pilnować

Maria Mazurek
To nie jest przesadnie popularny temat. A przecież chodzi o kwestię najbardziej podstawową: jedzenie. O energetyce mówimy i wiemy już dużo, podobnie o transporcie, czas na kolejny sektor, bez którego walka o zatrzymanie zmian klimatu się nie uda i których na tych zmianach najbardziej cierpi. To też część unijnej polityki gospodarczej, która społeczeństwa wielu państw, w tym Polski, mocno interesuje. Nic dziwnego, wspólna polityka rolna to prawie jedna trzecia unijnego budżetu. I właśnie została zreformowana.

Na początku trzeba przyznać, że jak w wielu przypadkach i tutaj często chodzi o pieniądze. I to ogromne pieniądze. Wspólna polityka rolna (WPR) to najdroższa (i najstarsza) polityka unijna. Jej najnowszy budżet, na lata 2021-2027, stanowi 30 proc. całego unijnego budżetu na ten okres. To 387 miliardów euro (270 mld na dopłaty bezpośrednie), Polsce przypada z tego około 31 miliardów. Oczywiście, pieniądze są ważne nie tylko w kategorii ekonomicznych zysków i strat, ale również, a teraz może przede wszystkim, korzyści społecznych i środowiskowych oraz walki o powstrzymanie katastrofy klimatycznej.

Rolnictwo w UE u progu największej reformy od 30 lat

Ta wspólna polityka rolna zostanie teraz zreformowana i będzie to największa taka reforma w UE od 30 lat - tak podkreślają jej autorzy. W czwartek 2 grudnia Rada Unii Europejskiej, czyli państwa członkowskie, ostatecznie zaakceptowały zmiany. Droga do tego zatwierdzenia była długa, negocjacje trwały 3,5 roku i zakończyły się czasowym poślizgiem. Nowa WPR wejdzie w życie dopiero w 2023 roku, dwa lata po uruchomieniu obecnej siedmioletniej perspektywy budżetowej Unii. Bruksela, a szczególnie komisarz ds. rolnictwa, Janusz Wojciechowski, cieszy się z doprowadzenia prac nad reformą do końca, choć część pomysłów Komisji została odrzucona przez Parlament Europejski. 

"Ta nowa WPR będzie bardziej sprawiedliwa. Po raz pierwszy obejmie ona uwarunkowania społeczne, zapewniając minimalny poziom ochrony pracowników rolnych, a także zapewniając dodatkowe obowiązkowe wsparcie dla młodych rolników i mniejszych gospodarstw. Nowa WPR będzie bardziej ekologiczna. Odegra kluczową rolę w przejściu na zrównoważone systemy żywnościowe, ze zwiększonymi ambicjami dotyczącymi klimatu, środowiska i dobrostanu zwierząt" - skomentował Wojciechowski. 

Teraz do końca roku państwa UE powinny przesłać krajowe plany strategiczne, w których określą, jak zamierzają wykorzystać pieniądze na rolnictwo, KE te plany będzie zatwierdzać. 

Główne założenia reformy, to, jak podkreśla KE, bardziej ukierunkowane płatności bezpośrednie, warunki środowiskowe, jakie muszą spełniać rolnicy i coroczne raportowanie przez kraje członkowskie na temat osiągnięć we wdrażaniu WPR. Nowa wspólna polityka rolna jest powiązana z Europejskim Zielonym Ładem i celuje w przesunięcie środków z intensywnych praktyk rolniczych w kierunku działań chroniących środowisko. Przez lata dopłaty dla wielkoobszarowych gospodarstw i dużych farm przemysłowych były mocno krytykowane przez działaczy na rzecz środowiska i klimatu - około 80 proc. pieniędzy z WPR trafia grupy zaledwie 20 proc. beneficjentów, w której znajdują się ci duzi właściciele i firmy. 

We wspólnej polityce rolnej brakuje moim zdaniem instrumentu, który doprowadziłby do przejścia z płatności obszarowych na efektowe. Teraz rolnicy dostają pieniądze głównie za to, że mają grunty rolne, muszą wprawdzie utrzymywać je w dobrym stanie ekologicznym i rolniczym, czyli nie mogą trzymać odłogiem, ale, aby otrzymać płatności, nie muszą świadczyć żadnych usług ekosystemowych. Powinni być nagradzani za efekty, a nie tylko za samo posiadanie gruntów ornych

- mówi Zbigniew Karaczun, prof. SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej i Polskiego Klubu Ekologicznego.

Zobacz wideo Jak wygląda walka z kryzysem klimatycznym na polskiej wsi?

W zmianach chodzi między innymi o to (w teorii w każdym razie), by rolnicy przestawiali się na praktyki, które są korzystne dla klimatu i środowiska - na takie działania ma zostać przeznaczone przynajmniej 25 proc. budżetu na rozwój obszarów wiejskich i taki sam odsetek płatności bezpośrednich. W reformie określono te działania jako tzw. ekoreżimy - zabrakło dokładnego określenia, czym one są, ale jako przykład podano przywracanie mokradeł (bardzo ważnych dla pochłaniania dwutlenku węgla) i ekologiczne rolnictwo. 

Prof. Mariusz LamentowiczKroniki torfowe. Mokradła wysychają i płoną. Kierunek: pustynnienie

Poza tym, przynajmniej 10 proc. płatności bezpośrednich ma trafiać do mniejszych gospodarstw. Ustanowiono też rezerwę kryzysową, na którą przeznaczane będzie 450 mln euro rocznie, na wypadek niespodziewanych czynników, zakłócających rynek rolny i jego ceny. 

To wszystko założenia, bo przedstawione rozwiązania według działaczy na rzecz środowiska wcale nie są wystarczające. - Zgadzam się z tym, że aktualna WPR to na pewno nie jest odpowiedź, która według nauki jest niezbędna wobec kryzysu klimatycznego. To także nie jest odpowiedź, która doprowadziłaby do rozwiązania dużej części problemów, jakie ma w tej chwili europejskie rolnictwo. Nie jest wystarczająca, by zapewnić żyzność gleby, ograniczyć zanieczyszczenia wód ze spływu powierzchniowego, z czym mamy ciągle problem, mimo że cele dyrektywy dyrektywy wodnej miały być osiągnięte w 2015 roku, dalecy też jesteśmy od osiągnięcia celu różnorodności biologicznej - zauważa prof. Karaczun. 

Jednocześnie zwraca uwagę na to, że to, co dla ekologów i aktywistów jest mocno niewystarczające, dla tych, których dotyczy najbardziej bezpośrednio, bywa za dużą zmianą.

Nie chcę zupełnie potępiać założeń obecnej reformy. Jest ona z jednej strony krokiem w dobrym kierunku. Z drugiej, trzeba pamiętać też o samych rolnikach, a według organizacji rolniczych to, co proponuje Komisja Europejska, jest zbyt szybkie i zbyt daleko idące, a do tego za zbyt małe pieniądze. Myślę, że trzeba zacząć więcej rozmawiać z rolnikami, także o modelu rolnictwa, jaki byśmy chcieli mieć w Europie, bo inne potrzeby mają wielcy producenci, a inne mniejsze gospodarstwa, różne powinny być więc przeznaczone dla nich instrumenty i wyznaczone cele

- podkreśla ekspert. 

Jednocześnie w czasie prac nad nową WPR w Parlamencie Europejskim przepadła część pierwotnych, prośrodowiskowych propozycji Komisji Europejskiej (PE przyjął założenia wspólnej polityki rolnej 23 listopada). W debacie wybijali to m.in. przedstawiciele Zielonych. "To czarny dzień dla polityki ochrony środowiska i unijnych rolników" - mówił niemiecki europoseł Martin Häusling. Inni, tak jak Michal Wiezik, Słowak należący do frakcji Europejskiej Partii Ludowej (w jej skład wchodzą m.in. polscy europosłowie z PO i PSL), argumentowali, że nowa WPR jest korzystna przede wszystkim dla wielkich właścicieli gruntów. 

Zdecydowanie widać przepychanie się różnych lobby w rolnictwie europejskim. Te grupy nie są jednorodne, nie tylko krajowe, ale także działające w poprzek państw, na przykład związki wielkich ferm hodowlanych, które chcą rozwiązań korzystnych dla biznesu, który prowadzą. A proponowane przez nich rozwiązania są zwyczaj sprzeczne z interesami rodzinnych gospodarstw rolnych

- mówi prof. Zbigniew Karaczun. 

Rolnictwo i klimat. Jak ściąć emisje? 

Rolnictwo odpowiada za około 10 proc. emisji gazów cieplarnianych w Unii. Jak wynika z danych Europejskiej Agencji Środowiska, od 2005 do 2019 roku te emisje niespecjalnie się zmieniły i jak na razie wiele wskazuje na to, że tak pozostanie. Do 2030 roku mają wprawdzie spaść w stosunku do wspomnianego 2005 roku, ale... zaledwie o 2 proc. - na to wskazują prognozy przedstawiane przez kraje członkowskie UE. Jeśli państwa wdrożyłyby planowane obecnie działania, spadek będzie głębszy, jednak nadal niewielki, bo o 5 proc. W tym samym raporcie można przeczytać, że "działania powszechnie wspierane przez Wspólną Politykę Rolną nie przyniosły dotychczas efektu". 

Tymczasem zamierzamy jako Unia do 2050 roku osiągnąć zeroemisyjność, co oznacza także ścięcie do zera wspomnianych 10 proc. emisji z rolnictwa. O tym, że jak na razie marnie nam to idzie, pisali w czerwcu tego roku także unijni audytorzy z Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. "100 miliardów euro funduszy WPR przyznanych w latach 2014-2020 na działania klimatyczne miało niewielki wpływ na emisje z rolnictwa" - mówił, cytowany przez Agencję Reutera, Viorel Stefan, autor raportu. 

Według prof. Karaczuna, jak dotąd wsparcia dla działań ograniczających emisyjność rolnictwa nie było. Przez lata skupialiśmy się na energetyce i powiązanych z nią sektorach. Emisje przez nie generowane były kluczowe w walce z globalnym ociepleniem, tyle że do osiągnięcia neutralności klimatycznej niewystarczające. - Teraz zaczynamy się budzić, że są jeszcze inne obszary, bardzo istotne z punktu widzenia ochrony klimatu, jak transport i rolnictwo. To będą kluczowe wyzwania, jeśli chodzi o osiągnięcie neutralności klimatycznej, a jednocześnie niezwykle trudne, choćby przez masowość źródeł. Przecież samochody w Polsce ma kilkanaście milionów osób. Gospodarstw rolnych jest około 1,2 miliona, i to bardzo różnych, o różnych wielkościach, zdolności ekonomicznej i funkcjach, a wszystkie będą musiały uczestniczyć w realizacji celów polityki klimatycznej. W rolnictwie jest to o tyle trudne, że to jest emisja produkcyjna - zauważa ekspert Koalicji Klimatycznej. 

Zmniejszenie tej emisji byłoby więc możliwe przy zmniejszeniu produkcji, a trudno założyć, że trzeba jeść mniej. Globalnie ludzi przybywa i będzie przybywać, światowe potrzeby żywnościowe  rosną. Oczywiście, ograniczenie marnowania żywności, dostosowanie zakupów do rzeczywistych potrzeb, z pewnością mocno by pomogło. Ale ochronę klimatu powinniśmy wspierać już na poziomie praktyk rolniczych.

Nie będzie to łatwe, bo rolników trzeba przekonać do często zupełnego przestawienia postępowania, ale nie niemożliwe. Prof. Karaczun wylicza już wdrażane metody: na przykład w Niemczech istnieje program zwiększania zawartości węgla w glebach rolniczych i jego trwałego wiązania, a że gleba jest drugim co do wielkości magazynem węgla w biosferze (po oceanie i przed atmosferą), to takie działania na całym obszarze produkcji rolnej dałyby znaczący efekt. W produkcji zwierzęcej część producentów już używa enzymów jako dodatków żywieniowych do pasz, żeby zmienić kierunek fermentacji żołądkowej i zmniejszyć trochę emisję metanu. Do tego należałoby odejść od uprawy orkowej, co ograniczyłoby emisję podtlenku azotu (w Polsce trudne do osiągnięcia przez pojedynczych, mniejszych rolników, bo drogie - musieliby zrzeszać się w grupy) i powszechnie wprowadzić plany nawożenia, tak by rośliny dostawały tylko tyle nawozów, ile naprawdę potrzebują.

Bakterie glebowe Paracoccus denitrificans - model w badaniach nad przemianami azotowymi w glebie. Komórki wybarwione na czerwono produkują N2O, natomiast komórki zabarwione na niebiesko redukują N2O. Jak widać, niektóre bakterie są w stanie tylko produkować a inne tylko redukować N2O, są też takie, które produkują i redukują. Poziom emisji N2O zależy miedzy innymi od proporcji pomiędzy grupami.Gaz rozweselający podgrzewa atmosferę. Niezwykła bakteria może go "zjadać"

Ekspert zauważa jeszcze jedną ważną kwestię. - Obecnie stosowana metodologia liczenia emisji w rolnictwie jest niedoskonała, bo też trudno jest te emisje liczyć, trzeba by więc ją jakoś modyfikować. Więc warto już dziś rozpocząć debatę w ramach UE o tym jak zmienić metodologię liczenia emisji, tak aby efekty tych działań były w tych metodach uwzględniane - mówi. 

Na koniec odwróćmy jeszcze perspektywę. Rolnictwo przyczynia się do pogłębiania zmian klimatu, ale jednocześnie jest ich ofiarą, szczególnie narażoną na skutki globalnego ocieplenia. W wytwarzanie żywności uderzają susze, ulewne deszcze późne przymrozki, a według naukowców ekstremalne zdarzenia pogodowe będą się zdarzać coraz częściej. Do tego dochodzi zmiana stref występowania chorób i szkodników - docierają do nas "obcy", do których nasze rośliny i hodowla nie są przystosowane. 

Dwa lata temu w Polsce pojawiła się ćma bukszpanowa, z powodu której w ciągu tygodnia można było stracić 300 metrów żywopłotu. Wchodzi żarłoczny pluskwiak Lycorma delicatula, który potrafi zniszczyć 100 proc. plonów w sadach i w Niemczech już powoduje ogromne problemy. W Polsce mieliśmy pierwsze przypadki choroby niebieskiego języka u bydła, to także efekt zmian klimatu 

- mówi Zbigniew Karaczun. A wpływ globalnego ocieplenia na rolników i ich odbiorców - czyli nas wszystkich, kupujących żywność, podsumowuje tak:

Z punktu widzenia rolników największym zagrożeniem spowodowanym przez zmiany klimatu będzie niestabilność warunków produkcji i niemożność jej przewidzenia. Dla konsumentów oznacza to utratę produktów rolnych, których w Polsce już nie będzie można produkować - zagrożone są na przykład ziemniaki - oraz niestabilne ceny. Zapotrzebowanie na żywność będzie rosło, bo będzie nas coraz więcej. Jednocześnie mocno będzie się kurczyła powierzchnia upraw. Już teraz wypada z niej Sahel i wiele innych regionów Afryki, problemy pojawiają się też w Azji, Oceanii i Ameryce Południowej. To nie pozostanie bez wpływu na dostępność i ceny żywności w Polsce. 

I to jest dobry powód dla wszystkich, by mocniej zainteresować się tym, co wokół rolnictwa i żywności się dzieje i zwrócić uwagę na to, co sami w tej kwestii robimy. 

Petuniabukta, Spitsbergen. Ślady odciśnięte w podmokłej tundrze. Trudno określić, sprzed jakiego okresu pochodzą, ale są to lata.Resztki. Tu mogła się wydarzyć arktyczna gorączka surowcowa. To jej pozostałości

Więcej o: