Ogień i woda. Napędzane zmianami klimatu upały w Kanadzie pogorszyły skutki powodzi

Nieco ponad cztery miesiące temu Kolumbia Brytyjska zmagała się z rekordowymi upałami i - w ich następstwie - pożarami. Teraz prowincję na zachodzie Kanady niszczą powodzie i osuwiska. To pokazuje, że związane ze zmianami klimatu kataklizmy nie tylko mogą następować jeden po drugim, ale też napędzać się wzajemnie. Według ekspertów pożary mogły przyczynić się do zmian w glebie, powodujących silniejszą erozję i osuwiska.
Zobacz wideo Krajobraz po szczycie klimatycznym. Komentuje Izabela Zygmunt

Jedna kobieta zginęła, a dwie inne osoby są uznawane za zaginione na skutek powodzi i osuwisk na zachodzie Kanady, w tym w prowincji Kolumbia Brytyjska. Po ulewnych deszczach zniszczone są drogi i mosty oraz ważne linie kolejowe. Tysiące ludzi musiało zostać ewakuowanych. 

44-letnia Kathie Rennie relacjonowała, że wracała z mężem i synem do domu, gdy w drogę uderzyło osuwisko błotne. — Błoto, drzewa, kamienie, to było tak, jakby góra spadła na nas — mówiła. Jak podaje "The Times", rodzina była na wiele godzin uwięziona w samochodzie.

Jak czytamy w artykule w serwisie theconversation.com, deszczowa pogoda na jesień jest typowa dla tej części kraju. Jednak ostatnie deszcze był rekordowe — miejscami spadło nawet 200 mm deszczu (dla porównania średni miesięczny opad w Warszawie to 44 mm). W niektórych miejscach kilkukrotnie pobito rekord dobowego opadu. 

Więcej wiadomości znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Katastrofa napędzana przez zmiany klimatu

Dla mieszkańców zachodniej Kanady był to kolejny kataklizm w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Latem w zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej uderzyła fala upałów. Padły absolutne rekordy temperatury — blisko 50 stopni Celsjusza. Około 600 osób zmarło z powodu upałów. 

Gorąco i wiatr stworzyły dobre warunku dla pożarów, które pojawiły się wraz z falą gorąca. W niewielkiej miejscowości Lytton kilka dni z rzędu padały rekordy temperatury, najwyższy z nich - 49,6 stopni Celsjusza. Niedługo po tym mieszkańcy musieli porzucić domy i uciec, gdy wieś objął nagły pożar. Zniszczył on 90 proc. miejscowości.

Naukowcy zbadali lipcową falę upałów w Ameryce Północnej i ustalili, że byłaby ona "praktycznie niemożliwa" bez wywołanych przez ludzi zmian klimatu. Temperatury był tak ekstremalne, że wyszły daleko poza skalę historycznych obserwacji. Nawet biorąc pod uwagę, że Ziemia już ociepliła się o ponad 1,1 stopnia Celsjusza, to takie zjawisko i tak byłoby niezwykle rzadkie w obecnym klimacie. Zdaniem badaczy możliwe jest, że interakcje w systemie klimatycznymi zwiększają ryzyko nieproporcjonalnie bardziej do wzrostu średniej temperatury.  

Napędzane zmianami klimatu upały i zmiany wzorców pogodowych zwiększają zagrożenie pożarami. Na przykład w raporcie naukowym na zlecenie australijskiego rządu oceniono, że w wielu rejonach kraju ocieplenie o 2 stopnie Celsjusza zwiększy intensywność pożarów o 25 proc., powiększy teren objęty pożarami o połowę i zmniejsza okres między pojawianiem się ognia.

Pożary sprawiają, że ulewy są groźniejsze

Czy ostatnie rekordowe deszcze i wywołane przez nie powodzie i osuwiska także były konsekwencją zmian klimatu? Zmiany wzorców opadów — np. tak, że są one rzadsze, ale bardziej intensywne — są jednym ze skutków zmian klimatu. Ponadto, w cieplejszym powietrzu może być zawarte więcej wilgoci, co jest kolejnym powodem, dla którego globalne ocieplenie zwiększa zagrożenie ulewami i powodziami. 

Meteorolodzy wiążą ulewne deszcze ze zjawiskiem określanym jako rzeka atmosferyczna. To stosunkowo wąski i skoncentrowany pas wilgoci w atmosferze, który może powodować bardzo intensywne opady. Badacze obserwują rosnący trend rzek atmosferycznych, docierających znad oceanu do zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Wraz z ociepleniem klimatu ten trend może rosnąć dalej. 

Bez przeprowadzania badań takich, jak nad lipcową falą upałów, naukowcy nie mogą powiedzieć czy i na ile zmiany klimatu przyczyniły się do tych konkretnych opadów. Widzimy jednak, że kryzys klimatyczny pogorszył ich skutki — sprawiając, że panowały warunki sprzyjające groźnym lawinom błotnym i powodziom błyskawicznym. 

Kanadyjski dziennik "The Globe and Mail" opisuje, że upał i wiatr "wysysają" całą wilgoć z gleby, a pożary niszczą jej strukturę organiczną oraz roślinność, która wchłania wodę i wiąże glebę. Taka gleba dużo gorzej pochłania wodę i gdy przychodzi deszcz, takie warunki sprawiają, że powodzie i erozja są intensywniejsze. Skutki tego widać teraz w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie erozja i powodzie błyskawiczne przerodziły się w osuwiska i powodzie błotne, niszcząc drogi i mosty. Ponadto, stosowane w Kanadzie praktyki gospodarki leśnej, jak całkowite wycinki, zwiększają zagrożenie powodziami. 

To zjawisko pokazuje, że kataklizmy wywołane przez zmiany klimatu nie tylko mogą uderzać w krótkich odstępach, dając mniej czasu na odbudowę i przystosowanie, ale też napędzają się wzajemnie. Piszący o klimacie dziennikarz David Wallace-Wells zwrócił uwagę, że wzmocnione wzajemnie kataklizmy kompletnie przeciążył służby i administrację w bogatym, dobrze rządzonym kraju:

"Mówimy o Kanadzie. Nie tylko nie jesteśmy przygotowani na nadchodzący, narastający kryzys klimatyczny; nie radzimy sobie nawet ze skutkami już teraz — po części dlatego, że wciąż zaskakują nas swoją intensywnością, a po części dlatego, że część krajów globalnej północy nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo narażeni na nie jesteśmy".

Zgodnie z ustaleniami nauki, by uniknąć jeszcze poważniejszych konsekwencji, trzeba zatrzymać ocieplenie klimatu na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza. Jest on niebezpiecznie blisko — już teraz temperatura planety wzrosła średnio o 1,1 stopnia C. By mieć szanse na nieprzekroczenie poziomu 1,5 stopnia w tym stuleciu, musimy wyeliminować 45 proc. emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku i obniżyć je do zera netto do roku 2050. Oznacza to przede wszystkim szybkie zakończenie spalania węgla, ropy i gazu, a także zmiany w przemyśle i rolnictwie. 

Więcej o: