Rekordowe ceny prądu to problem dla walki o klimat? Mogą być "szczepionką" dla polityki klimatycznej

To może być trudna zima dla Europy - ceny energii poszybowały w górę, a jeśli pogoda nie będzie sprzyjać, drożyzna szybko nie minie. Populiści szukają w tym pretekstu do uderzenia w unijną politykę klimatyczną. Jednak ostatecznie ten kryzys może ją wzmocnić.
Zobacz wideo Czy jesteśmy skazani na droższą energię?

Hurtowe ceny energii w Europie osiągnęły w ostatnich tygodniach poziom tak wysoki, jak nie widziano od dawna. W Niemczech energia elektryczna podrożała na giełdzie od stycznia o około 140 procent, we Włoszech o 340 procent, a w Hiszpanii nawet o 425 procent. W Polsce prąd na rynku jest dwukrotnie droższy niż przed pandemią, choć dopiero z czasem stanie się to odczuwalne dla konsumentów. Do tego koszt energii może przełożyć się na wzrost praktycznie wszystkiego. 

- Moim zdaniem można mówić o kryzysie energetycznym - powiedział pytany o powagę sytuacji Aleksander Śniegocki, kierownik Programu Energia, Klimat i Środowisko w think-tanku WiseEuropa. - Na razie nie mamy w Europie problemu z fizyczną dostępnością energii, natomiast nie wiemy, co się będzie działo zimą. Ale biorąc pod uwagę, że mamy bezprecedensowy wzrost cen nie tylko gazu, ale też węgla, to faktycznie można mówić o kryzysie na rynku nośników energii - dodał. 

Więcej informacji o klimacie i środowisku znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Populiści szukają kozła ofiarnego

Niektórzy politycy w Polsce i nie tylko wiążą drogi prąd z planami zielonej transformacji, która jest częścią walki ze zmianami klimatu. Na przykład poseł Janusz Kowalski z Solidarnej Polski twierdził, że "polityka klimatyczna UE" odpowiada za wzrost cen. Z kolei Jarosław Kaczyński winił Rosję. Pojawiają się głosy wzywające do opóźnienia prac nad pakietem Fit for 55, który ma być trzonem zielonej transformacji Unii Europejskiej.

Rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona. Jak wyjaśniała Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), powodem wzrostu cen jest szereg czynników, które nastąpiły w tym samym czasie. Niektórzy eksperci mówią o fatalnym zbiegu okoliczności, które wzajemnie się potęgują. Jednak - piszą eksperci IEA - zrzucanie odpowiedzialności na zieloną transformację jest "nierzetelne i wprowadzające w błąd".

- Trzeba podkreślić, że skoro dziś dopiero zaczynamy dyskusję o tym, jak wdrożyć pakiet Fit for 55, to nie możemy mówić, że jego skutki już za chwilę się pojawią na naszych rachunkach. To jest perspektywa połowy tej dekady. Dlatego to błędny argument, że skoro mamy dziś kryzys cenowy, to musimy zawiesić rozmowy o reformie, która przyjdzie za kilka lat - wyjaśnił Aleksander Śniegocki.

Jednak obwinianie przez populistów Zielonego Ładu może sprawić, że obecny kryzys energetyczny przełoży się na plany transformacji. Ich opóźnienie byłoby fatalną wiadomością, ponieważ - jak potwierdzają kolejne analizy - nie ma ani chwili do stracenia w odchodzeniu od paliw kopalnych i obniżaniu emisji. Z drugiej strony część ekspertów wskazuje, że obecny kryzys może w dłuższej perspektywie nawet wzmocnić obecną politykę klimatyczno-energetyczną UE.

Prawdziwe powody drożyzny? To skomplikowane 

Skoro wiemy, że racji nie ma Janusz Kowalski, który obarcza winą za drożyznę politykę klimatyczną, to jakie są jej rzeczywiste powody?

- W Europie to przede wszystkim kryzys gazowy, który jest częścią szerszego kryzysu dostępności nośników energii: gazu, węgla - stwierdził Śniegocki.

Po pierwsze - ostatnie dwa lata było jak kolejka górska dla światowej gospodarki. Najpierw pierwsze uderzenie pandemii, lockdowny, zamrożenie gospodarek i handlu. Później pocovidowe odbicie, kolejne fale pandemii. Spadek zapotrzebowania na energię (zarówno prąd, jak i same paliwa) w ubiegłym roku spowodował gwałtowny spadek cen. Dość wspomnieć, że w marcu odnotowano transakcje sprzedaży ropy po... ujemnych cenach. Jednak - wymienia IEA - odbicie gospodarki, w połączeniu z ostrą zimą na półkuli północnej i produkcją poniżej oczekiwań spowodowały szybki wzrost cen w tym roku. 

Ceny gazu wzrosły dramatycznie, szczególnie na rynkach azjatyckich - nawet o 900 proc. Przez to część produkcji energii z gazu zastąpiono węglem, co z kolei doprowadziło do wzrostu jego cen. Kilka innych czynników związanych z popytem i podażą paliw - lub, posługując się fachowym terminem, nośników energii - wpłynęło na wzrost ich cen. Kolejną kwestią jest to, że w Unii Europejskiej w ostatnim roku bardzo mocno wzrosły też ceny uprawnień do emisji CO2, które muszą płacić producenci energii z paliw kopalnych. Wreszcie okres słabych wiatrów w Europie sprawił, że spadła produkcja energii z wiatru, więc trzeba było nadrabiać to węglem i gazem - których brakuje i które są drogie. Połączenie tych czynników przekłada się na wzrost cen prądu z paliw kopalnych. 

Do tego niektórzy w Europie i USA oskarżają Rosję o wykorzystywanie kryzysu do swoich interesów i celowe obniżanie dostaw, by skłonić UE do szybszej zgody na uruchomienie gazociągu Nord Stream 2.

Ekspert WiseEuropa podkreślił, że w dyskusjach na poziomie europejskim te źródła kryzysu są zidentyfikowane. - Natomiast jest to zawsze pretekst, żeby przywołać jeszcze raz wątpliwości części państw wobec polityki klimatycznej jako takiej. Szczególnie, że w pakiecie Fit for 55 jest położony spory nacisk właśnie na narzędzia cenowe - powiedział.

Kryzys to przeszkoda czy wzmocnienie zielonej transformacji?

Obecny kryzys potrzebuje krótkoterminowych rozwiązań, szczególnie jeśli zima okaże się surowa, co może go dodatkowo pogłębić. Te potencjalne rozwiązania są tematem trwającego w Brukseli szczytu UE (choć ostatecznie wprowadzenie konkretnych rozwiązań leży w kompetencji poszczególnych państw członkowskich). 

W dłuższej perspektywie ważniejsze jest pytanie, czy i jak ten "szok cenowy" wpłynie na unijną politykę klimatyczną? Zielona transformacja nabiera rozpędu. W Brukseli trwa opracowywanie szczegółów Fit for 55 - wielkiego pakietu projektów prawa, które mają pozwolić Unii obniżyć emisje gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 roku. Bez osiągnięcia tego celu nie będziemy mieli szans na zatrzymanie zmian klimatu na umiarkowanie bezpiecznym poziomie, wyznaczonym w Porozumieniu paryskim. 

Czasu do 2030 roku jest bardzo niewiele, zatem każde opóźnienie może oznaczać porażkę. Tymczasem populiści wykorzystujący wzrost cen do atakowania planów zielonej transformacji chcieliby właśnie obniżenia ambicji lub opóźnienia wprowadzenia tych planów w życie. Z drugiej strony - wbrew temu, co mówią niektórzy politycy - to właśnie paliwa kopalne, a nie zielona energia jest tym, co przede wszystkim wpływa na obecny skok cen. Może być to więc dodatkowy argument na rzecz odnawialnych źródeł energii (OZE) i atomu. 

Śniegocki zgodził się, że to, co się dzieje, może pośrednio wpłynąć na kształt niektórych instrumentów polityki energetycznej. Podkreślił, że skala tego szoku cenowego jest znacznie większa niż to, co będą powodowały te proponowane zmiany, jak np. poszerzenie systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS). - I da się do nich przystosować zawczasu. Mówimy o przewidywalnej zmianie, którą będzie można zarządzać, na przykład poprzez rekompensaty dla najuboższych gospodarstw czy wspieranie inwestycji w alternatywne źródła energii. Reformy klimatyczne to sytuacja nieporównywalna względem obecnego szoku cenowego na rynkach energii - powiedział. 

 Nie ma odwrotu, mogą być korekty

Według eksperta WiseEuropa raczej nie ma powodów do obaw, że obecne widmo wysokich cen zatrzyma prace nad kluczowym prawodawstwem klimatycznym:

- Pakiet Fit for 55 jest procedowany w pewnym stopniu niezależnie od tego kryzysu. Wypracowanie unijnych regulacji, szczególnie tak bardzo rozbudowanych, zajmuje dwa-trzy lata. W ramach bieżących dyskusji niektórzy politycy mogą apelować o tańszą energię nie mając realnych narzędzi osiągnięcia tego celu. Naszą zależność od drogich, ryzykownych nośników energii można ograniczyć jedynie przez systemowe inwestycje, a te są wynikiem lat przygotowań.

Kryzys nie spowoduje odwrotu od planów transformacji, ale może być lekcją dla przywódców i wpłynąć na wprowadzenie pewnych zmian w projektach. Zdaniem eksperta teraz akcent może się przesunąć od takich rozwiązań, które zakładają, że mamy bardzo elastyczne ceny - czasem bardzo niskie, czasem wysokie - w kierunku rozwiązań, które sprzyjają stabilizacji cen.

Rozwiązanie zakładające wysokie wahania cen prowadzić do tego, że nawet jeśli na krótki czas wyraźnie wzrosną (choć nie tak, jak obecnie), to i tak w dłuższej perspektywie średni koszt będzie niższy. 

- Po tym kryzysie raczej osłabnie entuzjazm do opierania rynku energii jedynie na krótkookresowych ruchach cen. Okazuje się, że odbiorcy energii tego nie chcą: nawet jeśli przez długi czas oszczędzamy, a przez kilka miesięcy jest drogo, to patrzymy przede wszystkim na ten krótki okres drogiej energii. To tworzy ryzyko polityczne dla funkcjonowania tak ułożonego rynku: bez okresów wysokich cen część inwestycji niezbędnych do bezpiecznego funkcjonowania systemu nigdy się nie spłaci - powiedział Śniegocki i dodał: - Można spodziewać się więcej regulacji na rynku gazu czy energii elektrycznej, które stworzą nowe rezerwy. Przez to będzie nieco drożej, ale unikniemy okazjonalnych skoków cen

Korekty mogą też dotyczyć systemu handlu emisjami, który wpływa na koszty energii - a zgodnie z planami UE ma być poszerzony na obszar budynków i transportu. - Jest tam kilka technicznych kwestii, którym warto się przyjrzeć. Ale te potencjalne zmiany są raczej ewolucyjne, a nie rewolucyjne. Na przykład wprowadzenie "korytarza" dla cen w systemie, tak, by nie dochodziło do nagłych wzrostów lub spadków wartości uprawnień do emisji - wyjaśnił ekspert.

Kryzys wzmocni politykę klimatyczną?

Kryzys może okazać się pod pewnymi względami nie zagrożeniem, a szansą na wzmocnienie polityki odchodzenia od paliw kopalnych - przynajmniej w nieco dłuższej perspektywie. - Kiedy ucichną emocje, spojrzymy na to z perspektywy czasu, to będzie widać, że ogólny kurs polityki klimatyczno-energetycznej jest trwałym rozwiązaniem uzależnienia Europy od sytuacji na rynku paliw kopalnych. Mogą się natomiast pojawić korekty w konkretnych instrumentach tej polityki - powiedział Śniegocki.

Kolejnym aspektem, na który zwrócił uwagę, jest to, że dziś kraje członkowskie muszą zareagować na nagły wzrost cen, przygotować instrumenty łagodzące jego skutki dla obywateli. - Gdy za kilka lat będziemy wdrażali Fit fot 55, to dosyć ciężko będzie państwom przekonywać, że "nie da się" zarządzać jego skutkami - skoro dzisiaj wdrażają rozwiązania, które mają łagodzić znacznie większy wzrost cen - podkreślił i dodał:

- To, co się dzieje jest jak swego rodzaju szczepionka dla polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej, wzmacniająca ją w dłuższej perspektywie. Mogłaby pewnie wydarzyć się w bardziej fortunnym momencie, bez nakładania się na dyskusję o pakiecie Fit for 55. Natomiast cały ten proces unijny jest rozłożony w czasie i nie wykolei go taki krótkoterminowy kryzys. Myślę, że za rok-półtora obecne wydarzenia będą przywoływane jako argumenty za wzmocnieniem, a nie osłabieniem długookresowych ram polityki klimatycznej. 

Jeszcze jednym aspektem kryzysu może być zmiana podejścia do energii atomowej. W Europie można mówić o zgodzie co do tego, że odnawialne źródła energii są podstawą transformacji. Jednak - przynajmniej jeszcze przez pewien czas - konieczny jest dodatkowy element systemu energetycznego. Część państw stawia tu na gaz kopalny, a część - energie atomową. Wzrost cen gazu może sprawić, że więcej spojrzy przychylnie na energię jądrową.

Więcej o: