Co zielonego w Polskim Ładzie? Według ekspertów niewiele. Głównie powielenia i ogólniki

Patryk Strzałkowski
Są pojedyncze dobre propozycje, choć trzeba postawić pytania o ich realność i wiarygodność; nie ma za to spójnej wizji, która odpowiedziałaby na wyzwania kryzysu klimatycznego - tak eksperci oceniają zielone elementy rządowego Polskiego Ładu. Ma on być planem odbudowy i rozwoju po pandemii, jedna trudno tu mówić o "zielonej odbudowie", do której już w ubiegłym roku nawoływali eksperci.
Zobacz wideo Polski Ład PiS-u ułatwi tworzenie nowych parków narodowych? Mikos: Upominaliśmy się o to od wielu lat

"Państwo nie jest bowiem własnością jednego pokolenia. Polska to dobro wspólne wszystkich obywateli - tych, którzy nam ją podarowali oraz tych, którym przekażemy ją dalej" - czytamy we wstępie do Polskiego Ładu. Zaprezentowany przez rząd dokument ma być planem odbudowy gospodarki i rozwoju kraju na najbliższe lata. 

Jednak wbrew tej deklaracji Polski Ład pobieżnie traktuje jedno z największych, o ile nie największe wyzwanie, przed jakim stoją nowe pokolenia - zatrzymaniu kryzysu klimatycznego środowiskowego. Jak pisała w Gazeta.pl ekspertka Koalicji Klimatycznej Hanna Schudy, Polski Ład w zakresie ochrony środowiska "jest sprzeczny z prawami człowieka, których przestrzegania domaga się polska konstytucja".

Część "Czysta energia, czyste powietrze" jest dość krótka, a także druga od dołu pod względem sumy nakładów finansowych zaplanowanych w dokumencie. Jak mówią eksperci, wiele postulatów nawet, jeśli jest słusznych, nie zawiera nowych propozycji. Całą koncepcję negatywnie ocenia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, zdaniem którego rząd odbiera samorządom pieniądze i wchodzi w ich kompetencje.

"Brakuje przedstawienia nowej, systemowej narracji"

W całym programie nie pada ani razu termin "kryzys klimatyczny" czy choćby "zmiany klimatu". Najbliżej tego jest pojawiający się jeden raz (w kontekście suszy) eufemizm "wyzwania klimatyczne". Także raz pojawia się cel neutralności klimatycznej (do którego powinniśmy dążyć zarówno jako członek Unii Europejskiej, jak i strona Porozumienia paryskiego) - mowa jednak nie o jej osiągnięciu, a o "zbliżeniu się" do niej dzięki planowanej budowie elektrowni atomowej.

Część zatytułowana "Czysta energia, czyste powietrze" to dwie strony postulatów, w większości bardzo ogólnych. Wiele z nich dotyczy już realizowanych czy planowanych działań, jak sprawiedliwa transformacja energetyczna (czyli pomoc dla pracowników i regionów górniczych w związku z odchodzeniem od węgla), rozwój programów Czyste Powietrze i Mój Prąd, rozwój technologii wodorowej. Mowa o budowie elektrowni atomowej oraz rozwoju energetyki wiatrowej na Bałtyku - co i tak jest wpisane w Politykę Energetyczną Polski do 2040. Planowane są także termomodernizacje.

- W wymiarze energetyczno-klimatycznym Polski Ład proponuje szereg zmian w dobrym kierunku, natomiast brakuje przedstawienia nowej, systemowej narracji akceptującej konieczność znacznego przyspieszenia zmian i budowy neutralnej klimatycznie gospodarki. Brak takiego rozstrzygnięcia niestety będzie powodował poświęcanie czasu i energii na jałowe dyskusje i powolniejsze, reaktywne podejmowanie decyzji odblokowujących niskoemisyjne inwestycje 

- ocenił Aleksander Śniegocki, kierownik programu Energia, Klimat i Środowisko w WiseEuropa. Jego zdaniem to "niestety niewykorzystana szansa na przesunięcie polskiej debaty publicznej od pytania 'czy' do pytania 'jak' wdrażać szybką transformację". - Przykłady innych państw europejskich pokazują zresztą, że tego rodzaju konsensus klimatyczny nie jest sprzeczny z - często zaciekłą - walką polityczną. Poszczególne partie mogą mieć przecież bardzo różne pomysły na zarządzenie budową niskoemisyjnej gospodarki oraz podział korzyści i obciążeń z tym związany - dodał.

Zwrócił też uwagę, że w planie jest bardzo niewiele nowych pomysłów związanych z klimatem, transformacją energetyczną i ochroną środowiska. - W znacznej mierze Polski Ład powtarza zapisy aktualnych dokumentów rządowych. Nowe inicjatywy i korekty istniejących mają charakter uzupełniający i ewolucyjny, inaczej niż np. w przypadku propozycji reformy systemu podatkowego - powiedział Śniegocki.

Są zmiany w dobrym kierunku

Powiązane z energetyką punkty znajdują się też w innych częściach. Np. w tej dotyczącej inwestycji jest zapowiedź 120 nowych lub zmodernizowanych ciepłowni. To jednak konieczność - w branży wiadomo, że ciepłownictwo jest w bardzo trudniej sytuacji i takie remonty czy budowy są po prostu nieodzowne, podobnie jak inna z inwestycji - budowa "nowoczesnej infrastruktury energetycznej".

Powstać ma fundusz promujący edukację ekologiczną, a także program 1000 zeroemisyjnych szkół. Obie propozycje z pozoru brzmią nieźle. Ale edukacja klimatyczna jest potrzebna w całym systemie edukacji i wystarczy wprowadzić ją do podstawy programowej (rząd woli za to więcej lekcji historii). Z kolei tysiąc szkół to tylko niespełna 7 proc. z szkół działających w Polsce - dobrze by było, by wszystkie mogły być budynkami nisko lub zeroemisyjnymi. 

Rolnictwo i leśnictwo czeka transformacja podobna do tej, jaka zachodzi w energetyce - te sektory także są ściśle powiązane z kryzysem klimatycznym. Jednak w planie nie ma wielu innowacji czy progresywnych propozycji, jest jedynie kilka punktów dotyczących walki z suszą czy koncepcja spółdzielni energetycznych rolników z nowymi mechanizmami wsparcia dla uruchamiania instalacji korzystających z odnawialnych źródeł energii.

Ekspert WiseEuropa wśród dobrych nowych propozycji wskazuje wycofanie wsparcia dla kotłów węglowych oraz certyfikowanie energetyczne budynków. - Z drugiej strony brak bardziej kompleksowej wizji transformacji w dłuższym okresie sprawia, że inicjatywy takie jak Mała Gazyfikacja Wyspowa mogą się skończyć przeinwestowaniem w rozwiązania oparte na gazie ziemnym - stwierdził. Zgodnie z tym pomysłem rząd chce dostarczyć gaz do setek gmin, które takiego dostępu nie mają. Jednak zdaniem ekspertów gaz to paliwo przeszłości podobnie jak węgiel, a nawet konserwatywna w ocenach Międzynarodowa Agencja Energetyczna uznała, że nie ma już miejsca na nowe inwestycje w paliwa kopalne, w tym gaz.

Jedną z propozycji jest rozszerzenie programu Mój Prąd (na ładowarki samochodów elektrycznych, magazyny energii i inteligentne systemy zarządzania energią w domu) i wsparcie dla montażu instalacji OZE w budynkach wielorodzinnych. - Są to zmiany w dobrym kierunku, choć w kolejnych latach potrzebujemy raczej systemowej reformy taryf zachęcających do efektywnego integrowania prosumentów z resztą systemu energetycznego, a nie punktowych programów wsparcia - stwierdził Śniegocki.

PiS obiecuje zieleń, choć przyczynił się do jej niszczenia

Część z punktów programu dotyczy miast. To rozwój transportu niskoemisyjnego, jak autobusy elektryczne czy koleje aglomeracyjne - kolejne rzeczy, które pojawiały się już we wcześniejszych obietnicach PiS. Nowością jest  punkt "Koniec z betonem w centrach miast". Na czym ma polegać? "Wdrożymy nowe narzędzie zwalczania wysp ciepła w miastach, realizowane w ramach projektu 'Miasto z klimatem', polegające na likwidacji betonu i asfaltu, tam gdzie jest to możliwe, a także nasadzeniu drzew i krzewów oraz tworzeniu mikroparków, zielonych ścian i dachów. Ustanowimy minimalny procentowy udział przestrzeni biologicznie czynnej w miastach (w tym także zielone dachy i trawniki z rzadko koszoną trawą)".

- Cieszy mnie, że taki punkt pojawił się w dokumencie, ale nie bardzo wiem, jak w praktyce miałoby to zostać wykonane z poziomu władz centralnych, jak można to odgórnie zadekretować - powiedział Jan Mencwel, aktywista Miasto Jest Nasze i autor książki "Betonoza".

Zwrócił uwagę, że większość tych decyzji dot. przebudowy rynków, ulic, jest podejmowana przez samorządy, czasem z udziałem konserwatorów zabytków. - Tu akurat jest możliwość, po Wojewódzcy Konserwatorzy Zabytków są dość scentralizowaną instytucją - rząd mógłby z łatwością wydać im zalecenie, by negatywnie opiniowali projekty "zabetonowania" w miastach. Przy czym to dotyczy miejsc, obiektów zabytkowych i nie wiem, jak miałoby to wyglądać z pozostałych - powiedział.

 Największym konkretem wydaje się tu "minimalny procentowy udział przestrzeni biologicznie czynnej w miastach". Jednak w praktyce jego funkcjonowanie może być utrudnione. Wyobraźmy sobie, że ustanowiony zostanie np. minimalny udział 30 proc. przestrzeni biologicznie czynnej. Wydaje się to sporo. Jednak jeśli spojrzymy na powierzchnię Łodzi, to ponad 40 proc. powierzchni miasta stanowią grunty rolne, kolejnych 10 proc. lasy, a do tego dochodzi zieleń miejska. Zatem taki cel mógłby być martwym przepisem i nie wpływać wcale na zwiększenie zieleni w centrach. 

- Powierzchnią biologicznie czynną równie dobrze możemy nazwać trawniki czy nie daj Boże tzw. "eko-kratkę" parkingową. Są bardzo różne sposoby, żeby obchodzić ten współczynnik. To może wcale nie przyczynić się do najważniejszej rzeczy w kwestii zieleni miejskiej, czyli ratowania dorosłych drzew- zwrócił uwagę Mencwel i stwierdził:

-  Żeby je ratować, trzeba utrudnić wycinki, uszczelnić system zarządzania zielenią przez po pierwsze podniesienie opłat za wycinki, po drugie podniesienie stawek kar za wycinanie bez pozwolenia, po trzecie - konserwatorzy powinni zmienić sposób opiniowania projektów i swoje podejście do zieleni w na zabytkowych placach, rynkach. I to zmiana o 180 stopni - teraz często mówią, że nie może być drzew na rynkach, tak powinni zacząć oceniać, że nie można wycinać drzew np. w ramach przywracania historycznego charakteru danego miejsca.

"Rząd chce przejąć część funkcji samorządów"

Poza szczegółami, wątpliwości budzi też wiarygodność PiS w wykonaniu takich planów. - Wiemy za to, że rząd bardzo przyczynił się do pogłębienia tego problemu m.in. przez obniżenie stawek opłat za wycinkę drzew za czasów ministra Jana Szyszki. Pytanie, dlaczego nie zrobią tak podstawowe rzeczy, jak naprawa własnych błędów i zmiana tych opłat - w zapowiedziach tego nie widzę - stwierdził aktywista.

W miastach PiS chce też "przeciwdziałania rozproszeniu zabudowy". Jednocześnie przedstawił szeroko krytykowany pomysł budowy domów jednorodzinnych o powierzchni do 70 m2 bez uzyskania pozwolenia, co według krytyków jest przepisem na rozlewanie się miast na przedmieścia, rozproszoną zabudowę i problemy, które to niesie - chaos przestrzenny, zwiększenie ruchu samochodowego, szkody dla środowiska. - To kolejny krok w kierunku pogłębienia destrukcji polskiego krajobrazu. Nie wydaje mi się, żeby w tym momencie najważniejszą barierą na drodze do dobudowy gospodarki po pandemii były pozwolenia na budowę domów. Zdobycie pozwolenia i budowa domu naprawdę nie jest w Polsce trudne, a gdy te przepisy jeszcze bardziej poluzujemy, to zwiększy chaos przestrzenny - uważa Mencwel.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ma jeszcze inne obawy co do niektórych zielonych elementów Polskiego Ładu. Mówił o tym na spotkaniu z dziennikarzami, na którym zaprezentowano Zielony Fundusz - przy jego pomocy miasto chce zdobywać nowa środki na miejską zieleń m.in. dlatego, że - jak mówi Trzaskowski i inni samorządowcy - przez zmiany wprowadzane przez PiS tracą ich budżety. Skrytykował pomysły rządu, gdyż jego zdaniem samorządom zabierane są środki, a ich ewentualna redystrybucja może nie być sprawiedliwa. 

- Gdyby wyglądało to tak, że nie ma chęci zmniejszania naszych finansów, tylko rządzący chcą robić coś dodatkowego w miastach, to oczywiście byłoby dobrze. Ale rządzący chcą zabrać pieniądze, żeby rozdać je w sposób scentralizowany i - jak niestety podejrzewamy - według kryteriów politycznych - powiedział. - Obserwowaliśmy to na przykładzie funduszu inwestycji lokalnych, gdzie kiedy jakiś samorząd był "niesforny", to nie dostawał pieniędzy. Nie chodzi tylko o duże miasta, ale też mniejsze gminy - dodał. 

Podkreślił też, że kiepskim pomysłem w ogóle jest wchodzenie rządu na na kompetencje samorządów w taki sposób. - W Polskim Ładzie widzimy, że rząd chce przejąć część funkcji samorządów. Chodzi nie tylko o budowanie szpitali - chcą budować nawet drogi rowerowe i naprawiać chodniki. Ale rząd nie jest od budowania ścieżek rowerowych. Obawiam się, że to idzie w kierunku centralizacji i zabierania pieniędzy samorządom - powiedział. - Nie da się skutecznie walczyć ze zmianami klimatu, wyłączając z tego miasta. To właśnie największe metropolie odgrywają kluczową rolę w realizacji priorytetów związanych z klimatem i środowiskiem - stwierdził Trzaskowski.

Prawica nie może dogadać się same ze sobą

W Polskim Ładzie jest zatem kilka dobrych pomysłów, dużo wątpliwych (jak finansowanie niskoemisyjnego transportu z... nieistniejącego funduszu) lub powielonych, oraz brak szerokiej wizji odpowiadającej na potrzeby kryzysu klimatycznego i środowiskowego. Trudno doszukać się to idei "zielonej odbudowy" po kryzysie epidemicznym. Ogólnikowo potraktowano nawet transformację energetyczną, która będzie jednym z największych wyzwań tej dekady. Rząd, a przynamniej niektórzy ministrowie, z pewnością zdają sobie z tego sprawę. Nie zawsze widać to w sferze deklaracji, ale to PiS - który jeszcze niedawno chciał bronić przed "zmordowaniem górnictwa" - zgodził się de facto na osiągniecie przez Unię Europejską neutralności klimatycznej i cel obniżenia emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 roku. 

To plany, które będą ogromnie wpływać na Polskę - i Polski Ład tego nie odzwierciedla. Dlaczego? Doradca w obszarze energetyczno-paliwowym Piotr Maciążek swoim newsletterze także ocenił, że "Polski Ład odnosi się do kwestii energetycznych bardzo wybiórczo, de facto pomijając narastające w ostatnim roku wyzwania cywilizacyjne, jakie stoją przed Polską w tym obszarze".

Według niego wynika to z tego, że Zjednoczona Prawica nie doszła do porozumienia w tych kwestiach. O tych sporach wiadomo od dawna - Solidarna Polska pozycjonuje się na obrońcę węgla w koalicji i krytykuje m.in. Mateusza Morawieckiego za to, że Polska zgadza się na unijną politykę klimatyczną. Cytowany przez Maciążka polityk z jednej partii z ZP stwierdził, że konflikt z PiS na temat energetyki to "jeden z najgłębszych sporów" w koalicji. To także "tematy ważne dla eurosceptycznego elektoratu". Negocjacje nt. klimatycznego wkładu w Polski Ład miały trwać od miesięcy i jedyne, co "realnie łączy" koalicjantów, to wsparcie dla budowy elektrowni jądrowej.

Jest jeszcze jedno możliwe lub uzupełniające uzasadnienie. Zdaniem części publicystów Polski Ład to w rzeczywistości nowy program wybroczy PiS. Prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej Łukasz Pawłowski ocenił, że "Polski Ład został tak skonstruowany, by adresować go bezpośrednio do wyborców PiS". A, co pokazują inne badania, wyborcy PiS są mniej od innych zainteresowani ambitną polityką klimatyczną. 

Więcej o: