W pandemii temat środowiska "nieco się przykurzył". Wzrosła za to wiedza u... osób po 50.

Patryk Strzałkowski
W Polsce nie każdy ma choćby powierzchowną wiedzę o problemach środowiska i klimatu, zaś jeśli chodzi o szczegóły - jest ona po prostu mizerna. Jak pokazuje nowe badanie, świadomość w tym temacie rośnie nie u młodzieży, a u rodziców i w najstarszej badanej grupie. - Trzeba mówić o ekologii więcej, ale też w sposób bardziej zrozumiały - mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, dyrektorka Mobile Institute.

- Zanim urodzone dziś dzieci skończą szkoły, przyszłość będzie już przesądzona. Wszyscy wiemy, że ta dekada będzie oznaczała wóz albo przewóz dla Ziemi. Wyją już wszystkie syreny alarmowe - powiedział w czwartek Alok Sharma, brytyjski polityk i prezydent planowanego na jesień szczytu COP26. Na specjalnym spotkaniu organizowanym przez Joe Bidena politycy składali nowe obietnice i zapewniali, że zdają sobie sprawę z powagi globalnego kryzysu środowiskowego.

Jednak czy my sami wiemy, jak poważny jest ten kryzys? I czy jesteśmy gotowi do działania? Z opublikowanego w czwartek drugiego raportu Green Generation stworzonego przez instytut badawczy Mobile Institute wynika, że wiedza i zainteresowanie Polek i Polaków tematami ekologii i klimatu pozostaje niewielkie. Jednak w niektórych grupach postawy wyraźnie się zmieniają - i są to nieraz bardzo nieoczywiste grupy. 

Większość nie śledzi informacji nt. środowiska

32 proc. neguje zmiany klimatyczne. Tutaj widać zdecydowaną poprawę - w ubiegłym roku było to 52 proc. badanych. Jednak na tej ogólnej i bardzo podstawowej wiedzy się kończy. Nie jesteśmy przekonani, że to zagrożenie dotyczy nas - ponad połowa (54 proc.) respondentów stwierdziła, że Polska nie jest obszarem zagrożonym. 45 proc. sądzi, że ekologia to "tymczasowa moda", która z czasem przeminie. Prawie nikt nie słyszał o unijnej dyrektywie plastikowej (16 proc)., która od tego roku wprowadza znaczące zmiany także w naszym życiu codziennym. Jedna osoba na pięć wie, czym jest ślad węglowy. Pojęcia takie jak "slow life" są niszowe.

Według badania raczej nie śledzimy informacji o stanie środowiska - zadeklarowało to jedynie 30 proc. badanych, o 2 pkt proc. mniej niż rok temu. Odsetek ten jest nieco wyższy u kobiet niż u mężczyzn. Jednak zdaniem Katarzyny Czuchaj-Łagód, dyrektor zarządzającej Mobile Institute, nie jest to znaczący spadek, biorąc pod uwagę, że życie i informacje zdominowała w ostatnim roku pandemia.

- Powiedziałabym, że to tak mały spadek, że można by się cieszyć. Jesteśmy wszyscy skupieni na pandemii. Wyszukiwania w sieci dot. pandemii wzrosły wielokrotnie w ciągu roku, zaś te dotyczące ekologii znacznie spadły. Polacy trochę przestali się tym tematem interesować. Może nie zamietliśmy go pod dywan, ale nieco się przykurzył i jest zdominowany przez pandemię i walkę z nią - stwierdziła w rozmowie z Gazeta.pl. - Wpływ pandemii widać w zasadzie w każdym aspekcie tego badania, zarówno jeśli chodzi o świadomość i wszelkie aktywności związane z ekologią, jak i w obszarze zakupów - dodała. 

Czuchaj-Łagód zauważyła, że grupa, która śledzi informacje dot. środowiska, robi to bardziej aktywnie. - Korzystają ze znacznie większej liczby różnorodnych źródeł: programów telewizyjnych, serwisów internetowych. To pokazuje, że są aktywnie zainteresowani - podkreśliła. 

W pandemii bardziej zwracamy uwagę na cenę niż ekologię

W czasie pandemii nastąpiło wiele zmian mniej lub bardziej powiązanych z ekologią. Ogromne zmiany zaszły w obszarze zakupów - przy zamkniętych sklepach handel jeszcze szybciej przeniósł się do sieci. Jest więcej okazji, by zauważyć nieekologicznie praktyki e-commerce np. dotyczące opakowań, ale widać, że w pandemii odbiła się na naszych portfelach i staliśmy się bardziej oszczędni - a lepsze dla środowiska opakowania wciąż są droższe.

- Jeżeli chodzi o zakupy, to podobny, co rok temu, odsetek zauważa nieekologicznie praktyki firm. To nam przeszkadza: opakowania są nie takie, jak trzeba, są za duże, mają sporo wypełniaczy, często nie ma opcji ekologicznej dostawy w e-commerce. Natomiast spadła nieco nasza skłonność do tego, żeby dopłacić np. za ekologiczne opakowanie. Prawdopodobnie przyczyną jest wyższa wrażliwość cenowa związana z trudnym okresem pandemii - powiedziała Czuchaj-Łagód.

Spadła też nasza skłonność, by płacić więcej za ekologiczne wersje danych towarów. Polacy w czasie pandemii znów stali się bardzo wrażliwi na ceny. Straciliśmy pracę, zbiednieliśmy, jesteśmy niepewni jutra i nasze zakupy są takie, jak kilka lat temu: patrzymy po pierwsze na cenę, a dopiero potem na jakość produktu. To odbija się na naszym ekologicznym podejściu, bo takie produkty są często jednak droższe

 - oceniła dyrektorka Mobile Institute. Jednak w tej mniejszej grupie konsumentów zwracających dużą uwagę na ekologię trend ten stał się jeszcze silniejszy. - Można powiedzieć, że trochę nam się konsumenci polaryzują. Z jednej strony mamy grupę, która powiedziała: teraz będę kupować rozsądniej, zastanawiać się, co jem, co ubieram, będę kupował mniej, ale lepszej jakości, produkty lokalne i ekologicznie i dzięki temu będę lepiej się czuł. To jedna grupa. Ale większość zareagowała w ten sposób, że stała się bardziej wrażliwa cenowo - powiedziała.

Jak zauważyła, konsumenci oczekują wsparcia od marek i administracji publicznej, aby w życiu codziennym być bardziej proekologicznymi. Wielu sprawia to trudność, kojarzy się z wyzwaniami i dodatkowymi kosztami. - Dużo osób gubi się w różnych tematach ekologicznych, nawet jeśli chodzi o segregację śmieci. Tu dużym ułatwieniem byłyby odpowiednie oznaczenia frakcji odpadów na opakowaniach - stwierdziła ekspertka. 

- Konsumenci starają się, szukają ekologicznych produktów. Ale rzadko się zdarza, żeby wyszukiwarki oferowały takie oznaczenia. Szukają ekologicznych opakowań, ale taka opcja też rzadko się zdarza - powiedziała.

Ekologiczna rewolucja wcale nie u młodzieży? 

W badaniach sprawdzano, jakie są różnice wiedzy i postaw między poszczególnymi grupami wiekowymi.

- Istotne są wyniki dotyczące świadomych konsumentów. To grupa, którą wyraźnie widać. Kiedy realizowaliśmy pierwszą edycję tego raportu i nazwałam ją "Green Generation" (z ang. zielone pokolenie - red.), to byłam święcie przekonana, że tą zieloną generacją będą młode osoby. A drugi rok z rzędu okazuje się, że raczej są to osoby dojrzałe, 30-, 40-letnie. Przeważnie kobiety, chyba że mężczyzna jest ojcem. Rodzice są dużo bardziej wrażliwi na tematy ekologiczne, ale też bardziej obawiają się o przyszłość następnych pokoleń - powiedziała Czuchaj-Łagód.

- Ciekawe były wyniki dotyczące pokolenia "silver power", czyli w wieku 50+. Wśród nich zainteresowanie tematem ekologii znacznie wzrosło. To jest bardzo wyraźnie widoczne w tej edycji raportu. Siłą rzeczy oni żyją już bardziej w stylu "slow life" - dodała. 

W niektórych kategoriach ta najstarsza grupa bije na głowę młodzież. O ile informacje o środowisku śledzi 10 proc. pokolenia Z (urodzeni w drugiej połowie lat 90. i po 2000 roku, młodzi od millenialsów), o tyle wśród osób po 57 roku życia tylko co dziesiąta osoba nie śledzi takich informacji (a przynajmniej tak deklaruje). Zdecydowanie wyższa u "silver generation" jest świadomość kryzysu klimatycznego oraz tego, że zagraża on również Polsce.

- Widać też przepaść między osobami z małych i dużych miast. Te drugie są zdecydowanie bardziej świadome, co niekoniecznie przekłada się jednak na ich działania - powiedziała Czuchaj-Łagód.

O klimacie po pierwsze warto rozmawiać

Najbliższe lata będą kluczowe w walce z planetarnymi kryzysami klimatu i środowiska. Brak szybkich działań będzie miał nieodwracalne (przynajmniej w perspektywie pokoleń) skutki. Dlatego naszą wciąż małą świadomość tych wyzwań należy zwiększyć - i to szybko. Co możemy robić?

- Zdecydowanie trzeba mówić o ekologii więcej, ale też w sposób bardziej zrozumiały. Od jakiegoś czasu widzimy problem, że nawet gdy pytamy o ocenę rzeczy takich jak dyrektywa plastikowa czy styl życia slow life - nawet tłumacząc, co to jest - to większość badanych mówi, że nie rozumie ich sensu. Może to kwestia tego, że trzeba wrócić do podstaw. Jeżeli tylko 46 proc. jest zdania, że Polska w ogóle jest obszarem zagrożonym ekologicznie, a 2/3 widzą zmiany klimatu na świecie, to widać pewien problem. Skoro negujemy tak podstawowe rzeczy, to dlaczego mielibyśmy przejmować się resztą

- powiedziała Czuchaj-Łagód. Jak się okazuje, mamy wątpliwości nawet co to tego, czy... warto w ogóle edukować w temacie ekologii. - Pytaliśmy także o to, czy ekologia powinna trafić do programów nauczania. I Polacy niekoniecznie są za tym. Jedynie 30 proc. jest "za". Myślę, że to też wynika z małej świadomości tego, na jakim etapie jest kryzys środowiska i jak bardzo jest ono już zniszczone - oceniła.

Edukacja nie musi dotyczyć tylko uczniów - wyniki badania Green Generation pokazują, że we wszystkich pokoleniach jest potencjał do zwiększenia wiedzy i świadomości. Widać także, że wiele różnych obszarów jest jeszcze do "zagospodarowania". Większość osób śledzących informacje nt. środowiska korzysta z mediów, jak serwisy internetowe czy telewizja. Jednak tylko kilkanaście procent ma je od rodziny - to pokazuje, że jednym z ważnych działań dla klimatu jest po prostu mówienie na ten temat i dzielenie się wiedzą z najbliższymi. 

- Te wyniki mówią mi, że warto byłoby poszukać liderów zmiany w każdej z tych grup i wykorzystać ich, by zainspirować cała resztę - oceniła Czuchaj-Łagód. - W czasie pandemii mieliśmy może prawo trochę zapomnieć o ekologii. Ale szkoda byłoby zaprzepaścić wszystko to, co zostało wcześniej na tym polu zrobione. Inicjatywy edukacyjne są kluczowe - dodała.

<<Reklama>> Te ebooki pomogą Ci być zero waste >>