Biden mógł rozczarować, na razie pozytywnie zaskakuje. Zapowiada klimatyczną "rewolucję"

Odwracanie szkodliwych decyzji poprzednika, przedstawienie planu transformacji energetycznej, deklaracja neutralności klimatycznej i zwołanie szczytu ws. zmian klimatu - to zdążył zrobić Joe Biden w kwestii kryzysu klimatycznego w pierwszych trzech tygodniach prezydentury. Część aktywistów bała się rozczarowania, ale Biden wprowadza wiele rozwiązań, których chcieli najbardziej progresywni politycy USA.
Zobacz wideo Unia chce odejść od węgla. Balt: Będziemy próbowali wpływać na resztę świata

Wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych są śledzone na całym świecie - i nic dziwnego, biorąc pod uwagę na to, jak USA wpływają na życie ludzi także poza swoimi granicami. Wyjątkiem nie jest tu polityka klimatyczna. Stany Zjednoczone nie tylko mają drugi najwyższy (po Chinach) poziom emisji gazów cieplarnianych, ale też wpływają na całą globalną politykę klimatyczną.    

Donald Trump uderzył w czasie swojej prezydentury w obie te sprawy. Słynął z niechęci do szerokiej współpracy międzynarodowej i wycofał USA z Porozumienia paryskiego, którego stronami są praktycznie wszystkie kraje świata. W kraju znosił regulacje chroniące środowisko, promował paliwa kopalne, atakował naukę i negował fakt zmian klimatu. 

Joe Biden uczynił odwrócenie tej polityki jednym ze swoich głównych postulatów przed zwycięskimi dla niego wyborami. Jego wygrana wywołała radość części ekspertów i aktywistów walczących z kryzysem klimatycznym. Inni pozostawali jednak ostrożni. Biden nie reprezentuje najbardziej progresywnego skrzydła partii Demokratycznej spod znaku Nowego Zielonego Ładu. Do tego pojawiały się obawy, czy - żeby zadowolić interesy korporacyjne lub wyciągnąć rękę do Republikanów - nie nominuje do swojego gabinetu osoby np. powiązane z lobby paliw kopalnych. 

Część tych obaw na razie się nie sprawdziła. Do tego Biden - po którym nawet niektórzy przeciwnicy Trumpa spodziewali się rozczarowań - zapowiedział ambitne działania na rzecz klimatu i część z nich już wdraża w życie. Wyrazie stara się zbudować pozycję USA jako lidera walki z kryzysem klimatycznym i wyprzedzić w tym Unię Europejską. Taka konkurencja między najbardziej rozwiniętymi krajami w polityce klimatycznej może wszystkim wyjść na dobre. 

Pierwsze dekrety ws. klimatu 

Biden nie czekał ze spełnieniem jednej ze swoich podstawowych obietnic dot. klimatu - powrotu do Porozumienia paryskiego. Już w pierwszym dniu prezydentury podpisał 17 dekretów (tzw. executive orders), w tym ten dotyczący powrotu do porozumienia klimatycznego. Proces wychodzenia z niego trwał rok, okres powrotu jest krótszy i już 19 lutego Stany Zjednoczone ponownie będą formalnie jedną ze stron porozumienia. Poza tym w serii pierwszych decyzji Biden zawiesił budowę kontrowersyjnego rurociągu Keystone XL. W kolejnym tygodniu w dekrecie ogłosił swój plan działania ws. klimatu. 

Część obaw dot. pozycji w resortach nie sprawdziły się. Sekretarzem ds. energii nie będzie mający powiązania z branżą paliw kopalnych Ernest Moniz (wymieniany jako jeden z kandydatów na to stanowisko). Biden nominował na to stanowisko Jennifer Granholm, byłą gubernator Michigan, co jest pozytywnie oceniane przez ekspertów.  

Z pochwałami i entuzjazmem przyjęto nominowanie progresywnej Deb Haaland na stanowisko sekretarza ds. zasobów wewnętrznych. Jest ona pierwszą rdzenną Amerykanką na tym stanowisku i w ogóle w gabinecie. Poza jej progresywnymi poglądami i doświadczeniem w pracy z rdzennymi mieszkańcami, to symboliczna nominacja - pierwszy raz osoba wywodząca się z indiańskiego plemienia będzie sprawować pieczę nad federalnymi ziemiami i parkami narodowymi.  

Jako "najbardziej rozczarowująca" jest opisywana nominacja Toma Vilsacka na stanowisko sekretarza ds. rolnictwa. Ma on doświadczenie w resorcie - kierował nim za prezydentury Baracka Obamy. Zdaniem krytyków ma zbyt bliskie relacje z wielkim biznesem w branży rolniczej. Po zakończeniu poprzedniej kadencji pracował na stanowisku zarządczym w korporacji z branży mleczarskiej i krytykowano go za faworyzowanie wielkich agrobiznesów wobec drobnych rolników.  

Poza szefami resortów Biden powołał też dwóch "klimatycznych carów" (jak potocznie nazywa się urzędników z wyznaczonym konkretnym zadaniem) odpowiedzialnych za koordynowanie polityki klimatycznej. W zakresie międzynarodowym będzie to John Kerry, który jako sekretarz stanu w gabinecie Obamy brał udział w tworzeniu Porozumienia paryskiego. Na polu krajowym za klimat będzie odpowiadać Gina McCarthy, szefowa Agencji Ochrony Środowiska (EPA) za czasów Obamy. Ten wybór chwalił m.in. progresywny ruch na rzecz ochrony klimatu Sunrise Movement.

Rewolucja Bidena?

To dopiero początek - nominacje osób związanych z polityką klimatyczną i "sprzątanie" po antykllimatycznej polityce Trumpa. Prawdziwym testem będą dalsze działania, bezpośrednio przekładające się na poziom emisji gazów cieplarnianych. Zapowiedzi wyglądają ambitnie: na stronie Białego Domu opisano je jako "Plan Bidena na rewolucję czystej energii i sprawiedliwość środowiskową". 

Walkę ze zmianami klimatu chce - podobnie jak m.in. Unia Europejska - połączyć z odbudową gospodarki po kryzysie wywołanym epidemią. Biden deklaruje osiągnięcie "w 100 proc. czystej gospodarki" i zerowych emisji netto do 2050 roku. Do 2035 roku mają zostać osiągnięte zerowe emisje netto w energetyce. Administracja chce promować samochody elektryczne, budować "zieloną" infrastrukturę (mając na uwadze adaptację do zmian klimatu), poprawiać efektywność energetyczną sieci i budynków. Wśród zapowiedzi są też działania wymierzone w zanieczyszczające firmy, które "cenią zyski ponad ludzi". Mowa jest też o sprawiedliwości społecznej i tworzeniu zielonych miejsc pracy.

Alexandria Ocasio-Cortez - przedstawicielka progresywnych Demokratów i promotorka Nowego Zielonego Ładu - oceniła, że plan Bidena ma wiele wspólnego z "Green New Deal". Jej zdaniem promujący go wpłynęli na progresywne elementy w planie Bidena. Nie znaczy to, że niczego od niego już nie wymagają.  Ocasio-Cortez i senator Bernie Sanders przygotowali uchwałę, która zobligowałaby prezydenta Bidena do ogłoszenia klimatycznego stanu alarmowego. 

Jedną ze znaczących zmian w porównaniu do poprzedniej administracji jest to, że Biden traktuje klimat jako kwestię bezpieczeństwa. Polecił 17 agencjom wywiadowczym stworzyć raport o tym, jakie zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego będzie niosło ocieplenie klimatu. Analogiczne dokumenty opisywały zagrożenia związane z terroryzmem - podaje insideclimatenews.org.  

Innym pozytywnym zaskoczeniem jest ruch Bidena ws. uchodźców klimatycznych. Polecił on swojemu doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego sprawdzić, jakie są możliwości przesiedlania osób uciekających ze swoich krajów z powodu skutków zmian klimatu. Organizacje pozarządowe nazwały tę decyzję "niezwykłą" i wyrażały zaskoczenie tym, że to USA przodują w zmierzeniu się z tym wyzwaniem. 

Klimatyczna dyplomacja

USA wypadły za prezydentury Trumpa z grona liderów dyplomacji klimatycznej, do tego negocjacje i spotkania utrudniła pandemia. Szczyt klimatyczny COP26 nie odbył się w terminie (planowano go na listopad 2020) i obecna data szczytu to listopad tego roku. Jednak nie wiadomo, czy i w jakiej formie rzeczywiście się odbędzie. 

Tymczasem Biden uznaje dyplomację klimatyczną za jeden z filarów swojej polityki, o czym świadczy m.in. powołanie Kerry'ego na stanowisko "klimatycznego cara" od polityki międzynarodowej. Prezydent zapowiada, że będzie "przewodniczył wysiłkom by sprawić, że każdy większy kraj podniesie swoje ambicje klimatyczne i krajowe cele" redukcji emisji. 

Jak planuje to zrobić? Biden m.in. zwoła swój własny szczyt klimatyczny. Spotkanie przywódców ws. zmian klimatu ma odbyć się 22 kwietnia, w Dzień Ziemi. Szczyt Przywódców ma za zadanie zwiększenie ambicji klimatycznych jeszcze przed dorocznym szczytem klimatycznym COP. Biden chce też wrócić do rozmów w formacie Forum Największych Gospodarek ws. Energii i Zmian Klimatu, począwszy od wspominanego spotkania przywódców.  

UE z zadowoleniem przyjęła wygraną Bidena - szczególnie po 4 latach Trumpa - oraz jego zapowiedzi działania ws. klimatu. Jednak jak pisze euractiv.com, między USA a UE może mieć miejsce nie tylko współpraca, ale też konkurencja na polu polityki klimatycznej. Potencjalne spory czy konkurowanie mogą dotyczyć m.in. podatków węglowych czy rurociągu Nord Stream 2, handlu czy technologii. Do tego Europa będzie miała silniejszą konkurencję w wyścigu o to, kto jest globalnym liderem transformacji energetycznej i ze zmianami klimatu.  Zdrowa konkurencja w pewnych obszarach może wyjść na dobre - o ile nie przerodzi się w konflikt.