Emisje gazów cieplarnianych w UE spadły do najniższego poziomu od trzech dekad. Jednak to jeszcze wciąż za mało

Maria Mazurek
Kryzys klimatyczny wiąże się zwykle z bardzo ponurymi informacjami, pojawiają się jednak czasem wiadomości, które mogą napawać optymizmem. Unia Europejska zmniejszyła swoje emisje gazów cieplarnianych w 2019 roku o 3,7 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Nie oznacza to, że problem mamy już z głowy - by osiągnąć cel zerowej emisji netto do 2050 roku, UE musi zintensyfikować działania, także poza przemysłem.

W czasie pandemii koronawirusa globalna gospodarka zamarła, a szczególnie było to widać podczas pierwszej fali zakażeń, kiedy stanęła duża część przemysłowych Chin. Gospodarcze załamanie miało skutki dla środowiska. Poprawiła się jakość powietrza, spadły emisje dwutlenku węgla. Według Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) w całym 2020 roku ten spadek w skali globalnej prognozowany jest na 8 proc., co oznacza najniższy poziom emisji od 2010 roku. Widzieliśmy, jak uspokoiła się i oczyściła woda w miejskich kanałach. Planeta nieco odetchnęła - na chwilę.

To dla niektórych oznaczało sygnał nadziei w walce z kryzysem klimatycznym. Tyle że trudno świętować "sukces", który jest efektem ogromnego kryzysu zdrowotnego, związanego ze śmiercią ponad miliona osób. Trudno też byłoby pogodzić się z tym, że walka o środowisko odbywa się przy tak dużych kosztach gospodarczych. Ale walka o klimat być może wcale nie musi oznaczać ekonomicznych strat, co sugeruje raport KE. 

KE: emisje gazów cieplarnianych w Unii najniższe od trzech dekad

Komisja Europejska opublikowała właśnie roczne sprawozdanie z działań Unii Europejskiej w dziedzinie klimatu. Raport opisuje, jak wyglądało zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych w UE w 2019 roku. Przeszedł bez większego echa. Być może dlatego, że Europa ma teraz poważne zmartwienia polityczne (brexit, weto Polski i Węgier dotyczące nowego unijnego budżetu), zdrowotne (koronawirus) i gospodarcze (kryzys) - choć też wnioski z raportu mogą pomóc w uporaniu się z ostatnim z tych problemów. 

W ubiegłym roku emisje gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej (chodzi o aktualną Unię, czyli 27 państw, już bez Wielkiej Brytanii) spadły o 3,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim - wynika z przybliżonych wykazów. Od 1990 roku, który jest wykorzystywany jako baza do ustalania celów emisyjnych, ten spadek wynosi już 24 proc. Tym samym emisje znalazły się na najniższym poziomie od trzech dekad. 

To oznacza, że UE jest na bardzo dobrej drodze, żeby spełnić cel na 2020 rok, który zakłada zmniejszenie emisji o 20 proc. - wystarczy, by one nie wzrosły. Jeśli do statystyk dołączyć też emisje oraz usuwanie gazów powiązane z użytkowaniem gruntów i lasów (KE używa tu skrótu LULUCF - z ang. land use, land use change and forestry), redukcja wynosi 25 proc. 

embed

Przedstawione na powyższej grafice projekcje wskazują, że cel zerowej emisji netto do 2050 roku uda się osiągnąć pod warunkiem wdrożenia dodatkowych działań. Jednym z nich jest podwyższenie unijnego celu redukcji emisji CO2. Najnowsza propozycja Komisji to 55 proc. do 2030 r. - wcześniej było to 40 proc. - unijne państwa mają się zająć tą kwestią na najbliższym szczycie, zaplanowanym na 10-11 grudnia. Parlament Europejski chciał, by cel redukcji podnieść mocniej, do 60 proc. emisji z 1990 roku. A niektórzy działacze środowiskowi uważają, że powinien on być jeszcze bardziej ambitny. 

- Liczymy, że uda się osiągnąć porozumienie. W przeciwnym razie będzie to blamaż dla Unii Europejskiej, która w rocznicę podpisania Porozumienia Paryskiego - będzie miała miejsce 12 grudnia - nie przedstawiłaby swojego podwyższonego celu. Porozumienie Paryskie wymaga, żeby do końca roku wszystkie strony porozumienia przedstawiły swoje podwyższone cele. Jednak należy też podkreślić, że cel 55 proc. jest niewystarczający z punktu widzenia zatrzymania kryzysu klimatycznego. Unia Europejska powinna dążyć do przyjęcia i zrealizowania celu co najmniej 65 proc. redukcji emisji do 2030 roku - mówi Joanna Flisowska z Greenpeace Polska. 

Z analizy Komisji Europejskiej wynika poza tym, że do realizacji celu zeroemisyjności do 2050 roku konieczne są też cięcia emisji w sektorach i branżach spoza ciężkiego przemysłu, w tym rolnictwa. Za opisywane w sprawozdaniu zmniejszenie emisji odpowiada przede wszystkim mocny spadek z instalacji objętych europejskim systemem handlu emisjami (ETS). Te instalacje to elektrownie, rafinerie, koksownie, huty żelaza i stali, cementownie, huty szkła, zakłady wytwarzające wapno, cegły, ceramikę, celulozę i papier, czyli ciężki przemysł. Emisje z nim powiązane zmniejszyły się aż o 9,1 proc. rok do roku. Najwięcej dał tu sektor energetyczny, w którym emisje spadły o blisko 15 proc., głównie z powodu zastępowania węgla jako źródła energii źródłami odnawialnymi lub gazem ziemnym. 

  • Klimat i ekologia są dla ciebie ważne? Najnowsze informacje, ciekawe teksty i praktyczne porady zbieramy dla Was w naszym nowym, copiątkowym Zielonym Newsletterze. Możesz dopisać się pod tym linkiem: newslettery.gazeta.pl/newsletter.

Nie w całej gospodarce emisje spadały w takim samym tempie. W przypadku lotnictwa na obszarze Europejskiego Obszaru Gospodarczego (UE + Islandia, Liechtenstein i Norwegia) wzrosły o 1 proc. Z kolei emisje z obszarów nieobjętych systemem ETS (część przemysłu, transport, budynki, rolnictwo i odpady) nie zmieniły się w istotny sposób. Ten ostatni element może być sporym wyzwaniem, od kilku lat nie widać tutaj większych zmian (w ubiegłym roku zanotowana niewielki spadek). O ile w przypadku transportu system restrykcji powiązany z zachętami dotyczącymi bardziej "zielonych" form przemieszczania się można sobie jeszcze wyobrazić i mógłby on zadziałać, o tyle w rolnictwie cięcie emisji może okazać się już bardzo trudne. 

Cięcie emisji nie szkodzi gospodarce

Sprawozdanie Komisji Europejskiej zawiera jeszcze bardzo ciekawy wątek - osadzenie zmniejszania emisji gazów cieplarnianych w kontekście rozwoju gospodarczego. W tym roku emisje zapewne spadły mocno, czego pierwsze szacunki już mieliśmy, ale w dużej mierze odpowiadało za to zatrzymanie gospodarki, a później kryzys wywołane pandemią koronawirusa. Tymczasem w ubiegłym roku emisje spadły o 3,7 proc. w czasie, gdy unijny PKB wzrósł o 1,5 proc. 

W tym roku na wzrost PKB nie ma co liczyć, ale inwestycje i działania powiązane z klimatem i środowiskiem mogą napędzać gospodarkę w przyszłości, i to w już bardzo niedalekiej. Nowy pakiet budżetowy UE na lata 2021-2027, o łącznej wartości 1,8 biliona euro, zakłada, że aż 30 proc. tych środków ma zostać przeznaczonych na przyspieszenie transformacji energetycznej. To też nie znaczy, że można ucieszyć się z sukcesu i spocząć na laurach. 

- Spadek emisji w Europie oczywiście cieszy, ale jeśli spojrzymy na wnioski ONZ-u - wskazujące tempo, w jakim powinniśmy zmniejszać emisje, by osiągnąć cele Porozumienia paryskiego, to widać wyraźnie, że potrzebujemy przyspieszenia. Prawdziwe wyzwanie czeka nas w najbliższych latach. Jak wynika z raportu ONZ "Emissions Gap Report 2019" w najbliższej dekadzie powinniśmy co roku ścinać emisje na świecie o 7,6 proc. Mamy już coraz mniej czasu, żeby zatrzymać najbardziej katastrofalne skutki zmiany klimatu. Dlatego tak ważne jest, by zwiększyć unijny cel redukcji i jak najszybciej osiągnąć neutralność klimatyczną - podkreśla Joanna Flisowska. 

Także sami unijni oficjele podkreślają, że choć efekty działań mogą dawać nadzieję, to zostało jeszcze wiele do zrobienia. 

"Unia Europejska udowadnia, że można zmniejszać emisje i rozwijać gospodarkę. Jednak dzisiejszy raport potwierdza, że musimy zintensyfikować nasze wysiłki we wszystkich sektorach gospodarki, aby osiągnąć wspólny cel neutralności klimatycznej do 2050 roku. To wykonalne, jeśli będziemy trzymać się naszego zobowiązania i wykorzystywać możliwości ożywienia" - komentował sprawozdanie Komisji jej wiceprzewodniczący, Frans Timmermans.

Możemy sobie zatem pozwolić na optymizm, ale tylko w zakresie przekonania, że podejmowane działania mogą przynieść efekty. No i mówimy wciąż tylko o Unii Europejskiej. Niezależna grupa badawcza Climate Action Tracker, która śledzi redukcje emisji w państwach, w swoim najnowszym raporcie stwierdziła, że jeśli wszystkie państwa osiągną swoje cele zerowej emisji netto do 2050 roku, uznawany za w miarę bezpieczny limit wzrostu globalnej temperatury na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza jest w zasięgu. Tyle że najpierw należy wyraźnie podwyższyć cele redukcji do 2030 roku. Jak na razie 2020 rok ma ogromne szanse znaleźć się w ścisłej czołówce najcieplejszych lat w historii pomiarów. 

Zobacz wideo Prof. Malinowski: Cały czas możemy uniknąć najgorszego