Takiego sezonu huraganów na Atlantyku jeszcze nie było. Rekord za rekordem, nawet pięć burz jednocześnie

Maria Mazurek
Huraganów na Atlantyku było w tym sezonie tak dużo, że meteorologom skończyła się lista imion nadawanych zgodnie z alfabetem łacińskim. Taka sytuacja wydarzyła się wcześniej tylko raz, a łączna liczba nazwanych cyklonów pobiła dotychczasowy rekord z 2005 r. Okres występowania huraganów w tym rejonie świata teoretycznie się kończy, choć 2020 rok mógł nie powiedzieć jeszcze ostatniego słowa.
Zobacz wideo Wyszkowski: Pandemia pokazała, że nie jesteśmy niezniszczalni

Sezon huraganowy na Atlantyku właśnie się kończy - formalnie 30 listopada (trwa od 1 czerwca) - można więc zacząć go podsumowywać. To podsumowanie zawiera rekordy pobite niemal w każdej kategorii. Eksperci spodziewali się, że 2020 rok będzie stanowił wyzwanie i huraganów będzie więcej niż zwykle, ale tego, co się wydarzyło, nie zakładały nawet najbardziej radykalne prognozy. 

Wilfred zamknął listę

18 września amerykańskie instytucje śledzące pogodę poinformowały, że nad wschodnim Atlantykiem uformował się sztorm tropikalny, któremu nadano nazwę Wilfred. Wilfred umiejscowiony był na dość niskiej szerokości geograficznej, nie rozwinął się w potężny huragan, zaczął słabnąć, a 21 września zaniknął. 

Nic specjalnego, można by o nim zapomnieć. Gdyby nie fakt, że wraz z Wifredem wyczerpała się lista przydzielonych na ten rok 21 imion nadawanych takim burzom przez ekspertów i od 18 września trzeba już było wykorzystywać alfabet grecki.

Jeszcze tego samego dnia poznaliśmy więc subtropikalny sztorm Alpha, którzy uderzył w wybrzeże Portugalii (pierwsze takie zjawisko w tym kraju w historii prowadzenia pomiarów), pożerając całe plaże, przynosząc wiatry wiejące w głębi lądu z prędkością do 100 km/h, walące się drzewa i inne zniszczenia. 

I tu mamy pierwszy rekord: lista imion dla tropikalnych burz na Atlantyku wyczerpała się dopiero po raz drugi w historii. Poprzednio zdarzyło się to w 2005 roku, w tym samym, w którym tragiczny w skutkach huragan Katrina zdewastował Nowy Orlean. Tyle że w 2005 roku ostatnie imię - wtedy był to Vince - wykorzystano dopiero 20 dni później. 

Theta pokonuje 2005 rok, "greckie" huragany szybko rosły w siłę

Imiona zaczęto nadawać silnym burzom atlantyckim w latach 50. XX wieku. Wybiera się je kolejno z listy alfabetycznej złożonej z 21 imion, listy te powtarzają się co sześć lat. Nie w całości, bo bywają huragany tak niszczycielskie, że wszyscy chcą o nich tylko zapomnieć i ich imion już nigdy później się nie wykorzystuje. Tak było ze wspomnianą powyżej Katriną, która przyczyniła się do śmierci ponad 1800 osób (na listach nie ma nazw na litery "U", "X", "Y", i "Z", bo układające Narodowe Centrum Huraganów uznało, że nie ma wystarczająco dużo imion od nich się zaczynających, by można było nimi rotować co sześć lat).

embed

Imiona "przysługują" cyklonom, których stała prędkość wiatru przekroczy 39 mil na godzinę (ponad 62 km/h). Huraganem nazywa się zaś taki, przy którym wiatr wieje z prędkością przynajmniej 74 mil na godzinę (119 km/h). Huragany dzielą się na pięć kategorii, za poważne uważa się kategorie od 3 do 5 (wiatr powyżej 111 mil na godzinę, czyli 178 km/h). 

W 2020 roku nazwanych burz tropikalnych na Atlantyku było 30, w tym 13 huraganów i sześć poważnych huraganów. 10 listopada uformował się 29. w tym sezonie cyklon Theta, tym samym pobijając rekord z 2005 roku, w którym nazwano 28 atlantyckich burz tropikalnych. Po nim nastąpił jeszcze Iota, huragan wysokiej, czwartej kategorii, który w połowie tego miesiąca uderzył w Nikaraguę, Honduras, Gwatemalę i Kolumbię, zabijając 26 osób.

Domy zniszczone przez huragan Iota w Kolumbii.Domy zniszczone przez huragan Iota w Kolumbii. Efrain Herrera / AP / AP

Podczas "zwykłego" sezonu huraganów na Atlantyku nazywa się średnio 12 takich zjawisk, 2020 przekroczył więc wyraźnie dwukrotność tej średniej. Liczba cyklonów uznanych za huragany jest za to drugą najwyższą w historii pomiarów (w przeciętnym sezonie jest ich sześć). 

10 tegorocznych systemów burzowych charakteryzowało się szybką intensyfikacją - to oznacza, że w ciągu 24 godzin prędkość wiatru wzrosła o 35 mil na godzinę. Tym samym ten sezon wyrównał rekord z 1995 roku - to już zatem trzeci rekord dla 2020 r. Sześć z tych cyklonów miało miejsce w październiku i listopadzie - czyli w "greckim" okresie, kiedy imiona nadawane z klucza alfabetu łacińskiego się już skończyły. 

Żywioł uderza w ląd. Ofiary i ogromne koszty

12 tegorocznych cyklonów tropikalnych, które utworzyły się nad Atlantykiem, dotarło na ląd na terenie Stanów Zjednoczonych. Do tej pory najwięcej takich "lądowań" było w 2016 roku - dziewięć. Rekord sprzed czterech lat został więc pobity z dużym zapasem. Większość z tych burz uderzyła w rejon Zatoki Meksykańskiej. Amerykanie nie doświadczyli tak dramatycznych skutków huraganów jak na przykład w 2005 roku, ale nie obyło się bez ofiar. Laura (kategoria czwarta), która w sierpniu dotarła do Luizjany, spowodowała tam śmierć przynajmniej 27 osób, dziewięć kolejnych zmarło na terenie Karaibów. 

Mieszkańcy półwyspu Jukatan szykują się na nadejście huraganu Delta w czasie pandemiiKryzys klimatyczny nie czeka, tylko potęguje zagrożenia

Część z tych zjawisk, szczególnie w drugiej części sezonu (początek charakteryzował się słabszymi burzami), utworzyła się na Karaibach i uderzyła przede wszystkim w Amerykę Centralną. W wyniku huraganu Eta śmierć poniosło przynajmniej 100 osób. Większość z nich podczas osunięcia ziemi w Nikaragui, wywołanego przez ulewne deszcze i powódź, ofiary były też w Hondurasie. 

Do tego Eta i Iota uderzyły w tereny Nikaragui położone bardzo blisko, w odległości nawet niespełna 25 km od siebie. W tym roku były jeszcze dwa takie podwójne uderzenia: Laura i Delta w Luizjanie oraz Delta i Zeta w Meksyku - wylicza meteorolog CBS News. 

Takie żywioły to zagrożenie dla życia ludzi, ale także poważne straty ekonomiczne, często i w tak bardzo ubogich krajach, podsycające społeczne niepokoje. W Gwatemali w miniony weekend protestujący podpalili budynek tamtejszego parlamentu, zmuszając go do cofnięcia planów cięć budżetowych. Oburzenie wywołało uchwalanie takiego budżetu (mniej pieniędzy planowano przeznaczyć m.in. na i tak niezbyt dobrze radzącą sobie służbę zdrowia) w czasie walki z pandemią koronawirusa i kiedy część kraju wciąż zmaga się ze skutkami niedawnych huraganów. 

Te cyklony, Eta i Iota - huragany odpowiednio czwartej i piątej, najwyższej kategorii w ciągu jednego miesiąca - spowodowały ogromne zniszczenia także w Hondurasie, gdzie ich koszt szacowany jest wstępnie na równowartość od 20 do nawet 40 proc. PKB tego kraju. Niszczycielskie żywioły powodują, że wielu zdesperowanych ludzi nie widzi już innej możliwości niż emigracja. Takich klimatycznych migrantów będzie przybywać. 

Indie, miasto Ćennaj, ludzie czekają na wodę."Klimatyczny apartheid" wymusi masowe migracje. Możliwe wojny o wodę i kryzys

W tegorocznym sezonie huraganów z ich powodu zginęło kilkaset osób (blisko 400), a łączne straty już teraz szacowane są na kilkadziesiąt miliardów dolarów. 

Pięć huraganów jednocześnie

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu eksperci przewidywali, że będzie on wyjątkowo niebezpieczny. Na początku kwietnia zespół meteorologów z Uniwersytetu Kolorado spodziewał się, że ten rok pobije średnią, zakładając 16 nazwanych cyklonów, w tym osiem huraganów.

W drugiej połowie maja amerykańska federalna NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration - Narodowa Agencja Oceanów i Atmosfery) szacowała, że jest 60 proc. szans na to, że tegoroczny sezon huraganów przekroczy "normalną" średnią i 70 proc. szans na 13 do 19 nazwanych burz, z których sześć do 10 może stać się huraganami. W sierpniu NOAA swoją prognozę podniosła do 19-25 nazwanych cyklonów i siedmiu do 11 huraganów. 

 

CBS News przytacza najbardziej radykalną prognozę na ten sezon, klimatologa dr Michaela Manna z Uniwersytetu Stanu Pensylwania, który zakładał, że możemy spodziewać się do 24 nazwanych sztormów tropikalnych. Nawet ta prognoza poległa w starciu z tym, co pokazał nam 2020 rok. 

Satelity zanotowały nawet wyjątkowo przerażający moment (14 września), kiedy na Atlantyku widocznych było pięć aktywnych nazwanych systemów burzowych jednocześnie: Paulette (klasy huraganu), Sally (także huragan), Teddy, Vicky i Rene. Taka sytuacja zdarzyła się jak dotąd (w historii prowadzenia pomiarów) tylko raz - w 1971 roku. 

Pięć systemów burzowych na Atlantyku jednocześnie, 14 września 2020 r.Pięć systemów burzowych na Atlantyku jednocześnie, 14 września 2020 r. Fot. NOAA/Gazeta.pl

Kryzys klimatyczny a huragany

Część tegorocznych rekordów wiąże się z naturalnie występującymi zjawiskami, inne to efekt kryzysu klimatycznego. Temperatura powierzchni Atlantyku była znacznie powyżej normy, a w jego tropikalnej części obserwowano wyjątkowo niskie ciśnienie. Poza tym, jak wylicza NOAA, sezon monsunów z Afryki Zachodniej także był wyjątkowo silny, a potrafi on przyczyniać się do powstawania systemów burzowych także na wschodnim Atlantyku. Do tego w tym roku nie mamy zjawiska El Nino, które osłabia huragany, a jego przeciwieństwo: zjawisko La Nina, które sprzyja powstawaniu cyklonów. 

Gdzie tu zmiany klimatyczne? Niskie ciśnienie i wyższa temperatura tworzą bardzo dobre warunki do rozwijania się tropikalnych burz na Atlantyku. Huragany rosną w siłę dzięki energii z ciepła oceanicznego. Cieplejsza woda w oceanie oznacza więc silniejsze zjawiska, z mocniejszymi wiatrami i bardziej ulewnymi deszczami. Pierwszy raz w historii prowadzenia pomiarów zaliczyliśmy pięć lat z rzędu, w których na Atlantyku wystąpił przynajmniej jeden huragan piątej, najwyższej kategorii. 

W tej kwestii tego, że przy ocieplającym się oceanie burze tropikalne na Atlantyku stają się bardziej ekstremalne, naukowcy są zgodni. Tak jak zgodni są co do tego, że globalny wzrost temperatury w ostatnich kilkudziesięciu latach gwałtownie przyspieszył, a za zmiany klimatyczne odpowiada działalność człowieka. Ponad 90 proc. nadmiaru ciepła w systemie klimatycznym trafia do oceanów.

W przypadku konkretnego huraganu trudno jednoznacznie ocenić, który dokładnie czynnik spowodował jego wzmocnienie. Jednak badania dowodzą, że trend rosnących w siłę cyklonów nasilają zmiany klimatu. W latach 1975-2010 odsetek huraganów kategorii 4 lub 5 (najwyższe prędkości wiatru) wzrastał o 25-30 proc. wraz z każdym 1 stopniem (Celsjusza) wzrostu globalnej temperatury.