Ratować się przed huraganem czy pandemią? Kryzys klimatyczny nie czeka, tylko potęguje zagrożenia

By ratować się przed huraganem, trzeba udać się do schronów - ale tam w tłumie grozi zakażenie koronawirusem. Susza może wpędzić w głód i ubóstwo, a zdesperowani ludzie są bardziej narażeni na działania grup przestępczych czy terrorystów. Kryzys klimatyczny nie czeka, aż inne kryzysy się skończą - dzieje się równocześnie, a negatywne efekty się potęgują. Najnowsze przykłady widać na dwóch wybrzeżach USA.

Delta w połowie tygodnia przeszła nad meksykańskim półwyspem Jukatan, a w sobotę ma uderzyć w południowe stany USA. Będzie rekordowym, dziesiątym huraganem, który dotrze do amerykańskiego lądu w tym sezonie. Do jego końca pozostały jeszcze około dwa miesiące, a już teraz liczba nazwanych huraganów jest drugą najwyższą w historii. Skończyły się już nazwy sztormów pochodzące od imion, dlatego teraz nadaje się je od liter greckiego alfabetu. 

To wszystko wystarczyłoby, aby sezon huraganów 2020 był wyjątkowy, a jednocześnie mógł służyć za alarm przed rozpędzającym się kryzysem klimatycznym. Według aktualnej wiedzy naukowej globalne ocieplenie sprawia, że sztormy tropikalne zagrażające wybrzeżom oby Ameryk, Azji i Afryki będą częstsze i silniejsze. Cieplejsza woda oceanów jest "paliwem" dla huraganów; wyższy poziom morza zwiększa ryzyko fali sztormowej; w cieplejszym powietrzu może być więcej wilgoci, co oznacza bardziej intensywne ulewy. Według niektórych badań z powodu zmian klimatu huragany mogą też przesuwać się wolniej, co oznacza, że dany obszar jest dłużej narażony na wiatr i deszcz.    

Jednak rekordowa liczba huraganów to nie wszystko: wciąż trwa przecież pandemia COVID-19. Nie zwalnia ona, a przybiera na sile, zaś Stany Zjednoczone są krajem z największą liczbą potwierdzonych zachorowań i zgonów. To pokazuje dobitnie, że kryzys klimatyczny nie dzieje się w próżni. Już teraz - a wraz z jego narastaniem jeszcze bardziej - będzie on multiplikatorem ryzyka

Kryzysy nie czekają w kolejce

Efekty kryzysu klimatycznego same w sobie są zagrożeniem dla ludzkości. Zależnie od tego, do jakiego poziomu ocieplenia dopuścimy, zagrożenie będzie w najlepszym wypadku bardzo poważne, w najgorszym - egzystencjalne, czyli grożące upadkiem cywilizacji. Susze i powodzie, ekstrema pogodowe, rozprzestrzenianie się chorób i szkodników, wymieranie gatunków.

Ale to nie wszystko. Jak wspomniałem wcześniej, zmiany klimatu nie dzieją się w próżni, a kryzysu nie czekają w kolejce, by zaczynać się jeden po drugim. Nakładają się one na siebie, a czasem wzajemnie napędzają. Dlatego eksperci od klimatu i bezpieczeństwa mówią o kryzysie klimatycznym jako multiplikatorze ryzyka (lub zagrożeń). Oznacza to, że zagrożenia nie tylko nakładają się na siebie, ale wzajemnie wzmacniają. W styczniu ubiegłego roku debatowała o tym Rada Bezpieczeństwa ONZ.

Najnowszym przykładem jest właśnie sezon huraganów u wybrzeży Ameryki Północnej i pożarów na zachodnim wybrzeżu USA. 

Pandemia i sezon huraganów - "kaskada ryzyka"

Zagrożenie związane z huraganami jest - do pewnego stopnia - przewidywalne. Tak silne sztormy pojawiają się w konkretnym okresie, a naukowcy są w stanie prognozować ich siłę, kierunek, możliwą prędkość wiatru i opady deszczu. Straty materialne mogą być nie do uniknięcia, ale wczesne ostrzeganie (i postępowanie zgodnie z wytycznymi służb) pozwala ratować życie ludzi. Ci mieszkający w zagrożonych miejscach mogą ewakuować się i przeczekać huragan w bezpiecznym miejscu, np. w szkole czy innym budynku poza strefą zagrożenia. 

Tak może wyglądać zapewnienie bezpieczeństwa w normalnej sytuacji. Jednak w tym roku na sezon huraganów nakłada się pandemia koronawirusa, który rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Uniknięcie tego zagrożenia wymaga działań wprost przeciwnych - pozostawiana w domu i unikania dużych skupisk ludzi, szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach. Do tego odpowiednia higiena pozwala zmniejszać ryzyko zakażenia. Doskonale widać na tym przykładzie, jak napędzany przez zmiany klimatu sezon huraganów multiplikuje zagrożenie związane z epidemią: ludzie są zmuszeni do opuszczenia domów, mogą trafić do przepełnionych schronów, brak wody i prądu utrudnia utrzymanie higieny i pomoc chorym. Z drugiej strony obawa przed wirusem może zniechęcić ludzi do ewakuacji, zwiększając ryzyko wynikające z huraganu.

Taka sytuacja nie jest zaskoczeniem. Jeszcze na początku sezonu huraganów, w sierpniu, na łamach "Journal of the American Medical Association" opublikowano artykuł naukowy o "kaskadzie ryzyka" wzrostu zakażeń koronawirusem wraz z nadejściem huraganów. 

"Latem 2020 roku ponownie narastająca epidemia koronawirusa i napędzany przez zmiany klimatu sezon huraganów są na kursie kolizyjnym" - pisali autorzy. Już początek sezonu dostarczył im przykładu: huragan Hanna uderzył w wybrzeże Teksasu w lipcu. Konieczne było m.in. stworzenie specjalnego schronienia dla rodzin, które były narażone na zakażenie koronawirusem. Z powodu huraganu Laura zawieszone zostało śledzenie kontaktów i testowanie na koronawirusa w Luizjanie, przez co służby były czasowo "ślepe" na rozwój epidemii.

Inny przytoczony przez autorów przykładem są skutki cyklonu Amphan, który w maju tego roku uderzył w wybrzeże Indii i Bangladeszu. Podobnie jak w USA, epidemia utrudniała ewakuację i zapewnienie bezpieczeństwa przed żywiołem, np. schronienia przyjmowały tylko część osób, które mogłyby się tam zmieścić. Po cyklonie doszło do wzrostu zachorowań na COVID-19 w Kalkucie. Narażeni byli nie tylko mieszkańcy, ale też pracownicy służb. Koronawirusem zakaziło się co najmniej kilkudziesięciu strażaków. Do tego zagrożenie nie kończy się wraz z przejściem huraganu: gospodarcze skutki epidemii i lockdownu nakładają się na zniszczenia spowodowane przez cyklon. 

Duszeni dymem i COVID-19

Podczas gdy południe USA mierzy się z wyjątkowo aktywnym sezonem huraganów, na zachodzie Stanów Zjednoczonych szaleją wyjątkowe w swojej skali pożary. To niesie ze sobą wiele podobnych zagrożeń jak w przypadku huraganów. Ewakuacja z zagrożonych terenów może zwiększać ryzyko zakażenia wirusem; walka z pożarami zaburza testowanie i śledzenie kontaktów osób zakażonych; zagrożenie dla chorych w związku z możliwym brakiem prądu. 

Jednak pożary (które także są rosnącym zagrożeniem w związku ze zmianami klimatu) mają dodatkową cechę, która jest szczególnie problematyczna w czasie epidemii choroby atakującej układ oddechowy - dym. Dym z pożarów momentami rozciągał się nad większością zachodnich stanów, a jakość powietrza w metropoliach takich jak Los Angeles była fatalna. Zanieczyszczenie powietrza - w tym dym z pożarów - z jednej strony zmniejsza zdolność organizmu do początkowej obrony przed zarazkami, a z drugiej - zwiększa ryzyko zgonu w przypadku zachorowania na COVID-19. 

Ponadto, jak zwraca uwagę amerykańska Centra Kontroli i Prewencji Chorób, objawy związane z wdychaniem dymu z pożarów są do pewnego stopnia tożsame z objawami COVID-19: suchy kaszel, ból gardła czy trudności w oddychaniu. To może utrudniać pracę lekarzy lub prowadzić do mylnej oceny przyczyny takich objawów u pacjentów (i np. sytuacji, w której ignorują objawy choroby, sądząc, że przyczyną jest dym). Zatem napędzane kryzysem klimatycznym pożary na wiele sposobów dodatkowo zwiększyły ryzyko związane z epidemią. 

Uchodźcy w deszczu i upale

Pomnażanie zagrożenia przez zmiany klimatu dotyka oczywiście nie tylko państw rozwiniętych, ale też krajów rozwijających się, ogarniętych kryzysami czy konfliktami. Tam te konsekwencje mogą być jeszcze gorsze. 

Zmiany klimatu - podobnie jak napędzają huragany w tropikach - mogą zwiększyć zagrożenie sztormami na Morzu Śródziemnym. Ofiarami ekstremalnej pogody padają tam nie tylko mieszkańcy, ale ludzie i tak będący już w ciężkim kryzysie - uchodźcy mieszkający obozach od Bałkanów, przez Grecję po Syrię, Liban czy Jordanię. W styczniu 2019 roku sztorm na Morzu Śródziemnym przyniósł opady deszczu i śniegu w Libanie, gdzie dziesiątki tysięcy uchodźców z Syrii mieszkają w prowizorycznych namiotach, nieprzystosowanych do zimowych warunków. Pandemia poważnie utrudnia też ratowanie uchodźców i migrantów na morzu.

Latem tego roku Irak nawiedziła fala upałów. Temperatury przekraczały 50 stopni Celsjusza. To uruchomiło kaskadę innych problemów: sieć elektryczna została nadwyrężona, przez co niektórzy przestawili się na używanie generatorów, które emitują jednak zanieczyszczenie powietrza, dokładając do zagrożenia. Irak wciąż wychodzi z konfliktu i tysiące ludzi wciąż mieszka w obozach dla uchodźców. gdzie fale upałów są szczególnie dotkliwe. 

Somalia jest jednym z krajów, które w tym roku dotknęła największa od dziesięcioleci plaga szarańczy. Jej skala jest powiązana ze zmianami w pogodzie, do których mogą przyczyniać się zmiany klimatu. Szarańcza sama w sobie jest klęską. Jednak w Somalii nakłada się permanentny kryzys, w którym pogrążony jest ten kraj. Władze nie kontrolują całego terytorium, część jest zajmowana przez islamistyczną milicję Asz-Szabab. Przez to walka z szarańczą - polegająca w dużej mierze na opryskach z samolotów - jest utrudniona lub niemożliwa. Skutki kryzysu klimatycznego nakładają się tam na kryzys polityczno-militarny, zaś konsekwencje mogą odczuwać zwykli mieszkańcy. 

Zmiany klimatu napędzają konflikty i przemoc 

Zmiany klimatu są multiplikatorem zagrożeń nie tylko z punktu widzenia pojedynczych obywateli, ale też z perspektywy bezpieczeństwa państwa. Siły zbrojne niektórych państw, w tym Australii czy USA, już uznają kryzys klimatyczny za zagrożenie dla ich działalności operacyjnej i bezpieczeństwa państwa jako takiego. Już w 2014 roku ówczesny sekretarz obrony USA Chuck Hagel mówił o zmianach klimatu jako multiplikatorze ryzyka z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju.

Hagel ostrzegał, że skutki zmian klimatu przełożą się na destabilizację, głód, ubóstwo i konflikty o wodę, zasoby czy związane z masowymi migracjami. Zapowiadał, że kryzys klimatyczny będzie potęgował zagrożenia płynące z terroryzmu czy... epidemii chorób zakaźnych, co - jak właśnie obserwujemy - całkowicie się potwierdza. 

Lukas Rüttinger, analityk niemieckiego think tanku adelphi, opisywał w raporcie z 2017 roku, jak skutki kryzysu klimatycznego mogą potęgować zagrożenie ze strony grup terrorystycznych czy przestępczości zorganizowanej. Jednym z przykładów jest działalność islamistycznej milicji Boko Haram w rejonie jeziora Czad. Jak opisuje analityk, efekty ocieplenia prowadzą tam do niedoboru środków do życia, rywalizacji o ziemię i dostęp do wody. To prowadzi do napięć społecznych i napędza przemoc. Jednocześnie wielu mieszkańców mierzy się z bezrobociem i ubóstwem. "Pozapaństwowa grupy zbrojne jak Boko Haram świetnie rozwijają się w takich kruchych społecznościach. (...) Zmiany klimatu zmniejszają uzysk z rolnictwa, hodowli czy rybołówstwa, ludzie zostają bez pracy i perspektyw gospodarczych. To sprawia, że są ekstremalnie narażeni nie tylko na negatywne skutki zmian klimatu, ale też rekrutowanie do grup terrorystycznych" - pisał ekspert. 

Analogiczna jest sytuacja w Gwatemali, choć tam słabość społeczną wykorzystują nie terroryści, a zorganizowane grupy przestępcze. Ameryka środkowa to jeden z najbardziej narażonych na skutki zmian klimatu regionów świata. Wielu mieszkańców utrzymuje się z rolnictwa, jednak zbiory są uzależnione od konkretnego klimatu. Susze, powodzie czy zmiany temperatury sprawiają, że uprawy stają się nieopłacalne lub niemożliwe. Ludność wsi migruje do miast, tam jednak brakuje pracy. Bezrobocie, ubóstwo i desperacja sprawiają, że stają się celem dla grup przestępczych, zarówno jako ofiary przemocy, jak i rekruci gangów zajmujących się np. przemytem narkotyków

Potrzeba kompleksowego myślenia o zagrożeniu kryzysem klimatycznym 

Podstawowym wnioskiem jest to, że by uniknąć tych zagrożeń, musimy jak najbardziej ograniczyć globalne ocieplenie. Jednak nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu jakiś poziom ocieplenia zostanie z nami co najmniej na wiele pokoleń. Cel Porozumienia paryskiego to ograniczenie go znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza, z dążeniem do poziomu 1,5 stopnia. Jednak już teraz klimat ocieplił się o 1 stopień, a w obecnym tempie do końca wieku osiągniemy około 3 stopni. Dlatego potrzebujemy kompleksowego spojrzenia na rozwiązywanie problemów środowiska i klimatu razem z problemami społecznymi i innymi zagrożeniami, które mogą wzajemnie się potęgować. 

Kilka rekomendacji zawiera wspomniany wcześniej raport adelphi: branie kwestii klimatycznych w procesach pokojowych, wzmacnianie lokalnych instytucji, zapewnianie ludności możliwości utrzymania się w zrównoważony sposób (np. ekologiczne i odporne na zmiany klimatu rolnictwo), lepsze zarządzanie migracją czy rozwój miast odpornych na zagrożenia zarówno klimatyczne, jak i związane z bezpieczeństwem.