Lasy gospodarcze są jak "pola ziemniaków". Naturalnych mamy mało i nie chronimy ich dobrze

W gospodarce leśnej chodzi o to, by pozyskać jak najwięcej drewna. Nie ma w tym nic złego, jednak taki las jest zupełnie czym innym niż naturalny. Tych naturalnych prawie wcale już nie ma, a tych istniejących nie nie chronimy dostatecznie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl prof. Tomasz Wesołowski.

Wielki transparent na Ministerstwie Środowiska, trociny na siedzibie Lasów Państwowych - tak aktywiści z Greenpeace starają się zwrócić uwagę na to, co nazywają "dewastacją" polskich lasów. Chcą nowych parków narodowych - żaden nie powstał od 19 lat - i większych terenów wyłączonych z wycinek. 

Minister środowiska Michał Woś w odpowiedzi nazywa ich "chuliganami" i mówi, że "gdyby nie Lasy Państwowe, byłoby ryzyko, że drzewa znikną" z powodu zmian klimatu. Same lasy przytaczają argumenty, że rośnie powierzchnia lasów i średni wiek drzew. Ale czy każdy las jest taki sam, jak rzeczywiście wygląda sytuacja i jak lasom zagrażają zmiany klimatu? M.in. o to pytamy biologa prof. Tomasza Wesołowskiego. 

Patryk Strzałkowski, Gazeta.pl: Czym jest las?

Prof. Tomasz Wesołowski: Kłopot polega na tym, że używamy tego słowa do określenia różnych jakościowo sytuacji. Las gospodarczy i naturalny to zupełnie różne lasy. Las gospodarczy to przede wszystkim miejsce produkcji, ma tyle tylko wspólnego z naturalnym, że tu i tu rosną drzewa. Chociaż w skład lasów gospodarczych mamy też obszary bez drzew (np. zręby zupełne).

Dlaczego to problem?

Jeżeli będziemy używać tylko słowa "las" bez odpowiedniego przymiotnika, to będziemy mówić o różnych rzeczach. Greenpeace mówi o jednym lesie (w swoich kampaniach - red), a minister Michał Woś i Lasy Państwowe - o innym. I powstaje szum informacyjny, nie sposób się porozumieć.

Na czym polega ta różnica jakościowa? 

W lesie gospodarczym wielu składników - które występują w lesie naturalnym - po prostu nie ma. Dobrze znany jest problem martwych drzew, rozkładających się pni. W lesie gospodarczym są eliminowane w tzw. cięciach sanitarnych. Usuwa się te - zbędne z punktu widzenia gospodarki - elementy. Ostatnia zmiana ustawy dot. drewna energetycznego ma pozwolić lasy jeszcze lepiej z martwego drewna "wyczyścić". A bardzo duża ilość organizmów i cały cykl życiowy lasu jest związany z obecnością tego rozkładającego się drewna. To tak, jakbyśmy amputowali dużą część bogactwa gatunkowego, dużą część procesów biologicznych, dużą część zdolności pochłaniania i retencjonowania dwutlenku węgla. 

Lasy naturalne są też oczywiście starsze.

Tak, występują w nich naprawdę stare (sędziwe) drzewa. A młode i stare drzewo tego samego gatunku to dwa różne światy. Młody, niedawno posadzony, dąb a dąb trzystuletni to dla organizmów leśnych zupełnie inne "gatunki". Młode drzewa, nawet gdyby posadzić je na tysiącach hektarów, nie są w stanie zastąpić gatunkom zależnym od starych drzew ich braku. Ponieważ w lasach gospodarczych, podobnie jak w rolnictwie, maksymalizuje się plon, uprawiane drzewa wycina się, kiedy przestają szybko przyrastać (gdy mają 80-100 lat). Dlatego brakuje w nich wielkich, kilkusetletnich drzew i miejsca dla wszystkich organizmów, które od takich drzew są zależne.

Czyli samo sadzenie drzew - nawet liściastych w miejsce iglastych - nie zastępuje wycięcia starego lasu?

Nie mamy żadnego "turbodoładowania". Jeżeli wycinamy 100-letnie drzewo, to jego następca posadzony dziś będzie takim drzewem dopiero za 100 lat. 200-latek za 200 lat. Dlatego praktycznie jest to zasób nieodtwarzalny. Leśnicy podają dane ilościowe, ile milionów drzew nasadzili. Ale w lesie naturalnym drzewa sadzą się same, nie trzeba żadnej pracy wykonywać. Jeśli spojrzymy na pole czy działkę na terenach wiejskich, to widać, że po paru latach, bez interwencji człowieka mamy tam pełno małych drzewek. Więc wcale nie trzeba sadzić drzew, żeby w Polsce były lasy. W naszych warunkach klimatycznych na odwrót, trzeba bardzo dużo pracy, żeby lasu nie było. Pojawiające się drzewa "trzeba" tępić.

Wycinka w Puszczy KarpackiejWycinka w Puszczy Karpackiej Fot. Greenpeace

Po co w takim razie prowadzi się taką gospodarkę? 

Chodzi o to, żeby cała energia słoneczna, która pada na jakąś powierzchnię, została przekształcona w plon. W lesie gospodarczym, podobnie jak w uprawach rolnych (np. pola ziemniaków, czy zbóż) upraszczamy, tworzymy monokultury, sadzimy zwykle jeden, ważny gospodarczo, gatunek drzewa, wszystkie drzewa są w tym samym wieku, osiągają podobne rozmiary. Ułatwia to bardzo pozyskanie drewna, problem w tym tym, że takiego lasu nie spotkamy w naturze, konieczna jest ciągła interwencja człowieka. 

Lasy naturalne (przykładem Puszcza Białowieska) wyglądają inaczej, drzew nie trzeba tam sadzić, ani pielęgnować. Są zbudowane z wielu gatunków drzew różniących się wiekiem i rozmiarami. Rosną tam również "nie te gatunki, co trzeba", leśne "chwasty", gatunki gospodarczo niepożądane (nie dostarczają wartościowego plonu), lecz bardzo ważne dla funkcjonowania lasu, takie jak np. dostarczające największej ilości dziupli lipy i graby.

Czy takich naturalnych lasów jest w Polsce dużo? 

Trudno odpowiedzieć na pytanie, jaka jest dokładna powierzchnia takich lasów, gdyż brakuje takich danych. Jest ich jednak bardzo niewiele. Żeby dać jakieś przybliżenie, to można powiedzieć, że drzewostany ponad 100-letnie obejmują zaledwie około 14 proc. wszystkich lasów w zarządzie lasów państwowych (w lasach w zarządzie Parków Narodowych to ponad 30 proc. - red.). Mówi się, że jest dobrze, bo przyrasta powierzchnia drzewostanów ponad 100-letnich. Ale dla większości drzew wiek stu lat to dopiero wchodzenie w pełnię życia biologicznego (odpowiednik wieku 30 lat u człowieka. Zatem mamy nie więcej jak 10 proc.takich "starych" ,drzewostanów a nie wszystkie takie lasy są automatycznie zbliżone do naturalnych. 

Skoro lasy naturalne są cenne, a mamy ich niewiele, to czy są dobrze chronione? 

Nie są. 

Jak to możliwe?

W tych miejscach koncentrują się wyręby. I to w miejscach, o których wiemy, że są najcenniejsze przyrodniczo, np. fragmenty naturalnego pochodzenia w Puszczy Białowieskiej czy w Karpatach. Tak, jakby administracja lasów chciała jak najszybciej "rozwiązać" problem ochrony w ten sposób, że je wytniemy, to nie będzie czego chronić, nie będzie powodu tworzenia rezerwatu czy parku narodowego. Poza tym takie wielkie drzewa dostarczają najcenniejszego surowca drzewnego. 

Zdecydowanie nie chronimy dobrze lasów naturalnych. Od 20 lat nie powstał żaden nowy park narodowy, a rezerwatów - wszystkich, nie tylko leśnych - przybyło może 5 procent w ciągu ostatniej dekady.

Jak zatem je chronić? 

Jest jedna metoda ochrony lasów naturalnych: nic tam nie robić. Zostawić je samym sobie. To jest możliwe tylko w rezerwatach ścisłych. Mniej niż 5 tys. hektarów jest w Lasach Państwowych chronionych w ten sposób.

Dlaczego chronimy tak mało, skoro nawet znaczne zwiększenie terenów chronionych wyłączyłoby z wycinek tylko te naście procent terenów zarządzanych przez Lasy Państwowe (Greenpeace postuluje 15 procent)? Nie wydaje się, żeby ich wyłączenie spowodowałoby poważną stratę finansową w Lasach Państwowych, gdyż na 85 proc. będzie można prowadzić gospodarkę leśną. 

Wyłączenie tych najcenniejszych przyrodniczo lasów z gospodarki przyniosłoby również duże oszczędności finansowe. Gospodarka leśna na tych obszarach jest bowiem trwale głęboko deficytowa (do gospodarki leśnej w Puszczy Białowieskiej dopłacono w ostatnich kilkunastu latach ponad 150 mln złotych). Inne nadleśnictwa w Polsce muszą corocznie dokładać się finansowo z Funduszu Leśnego do niszczenia lasów naturalnych w Karpatach czy Puszczy Białowieskiej. Mówiliśmy wcześniej o szkodliwości przyrodniczej tych działań, ale nie mają one również sensu ekonomicznego.

Dlaczego tak się dzieje? 

Mamy jedną firmę, monopolistę, która nazywa się Lasy Państwowe i robi co chce i jak chce. To kwestia ambicji tej korporacji. 

Tymczasem minister środowiska mówił niedawno na konferencji w Toruniu, że "nie ma lepszej instytucji zajmującej się ochroną przyrody w Polsce". 

To jest następna sprawa. Lasy Państwowe głoszą, że gospodarka leśna równa się ochronie przyrody. Nie jest to prawdą. Leśnictwo to gospodarcze wykorzystanie lasu, ochrona przyrody lasów naturalnych to ich wyłączenie z eksploatacji. Wielu leśników głęboko wierzy, że ich działalność jest konieczna do istnienia lasu, że bez ich interwencji las zginie ("nie masz lasu bez leśnika"). Głosił to publicznie m. in Jan Szyszko. Nie jest to wprawdzie twierdzenie prawdziwe, ale dostarcza wygodnego "uzasadnienia" dla sprzeciwu wobec wyłączania fragmentów lasów z ingerencji ludzkiej.

Tak jak myśliwi, którzy mówią, że "muszą" dokarmiać zwierzęta w lesie, a później na nie polują. 

Na przykład. "Nie masz zwierzyny bez myśliwych". Leśnicy to samo mówią na temat lasu. Że trzeba go posadzić, później pielęgnować i wyciąć. I w związku z tym są przekonani, że najlepiej chronią las. Ale czegoś takiego jak posadzone w rzędach uprawy drzew w przyrodzie nie ma. W polskich warunkach lasy doskonale dają sobie radę bez człowieka. Gorzej leśnicy bez lasów. 

Ale też aktywistom czy przyrodnikom nie chodzi o to, żeby tej gospodarki leśnej zakazać? 

Broń Boże! Nikt nie proponuje tego, żeby lasów gospodarczych nie było, czy żeby drzew nie wycinać. Tylko nie wszędzie, nie we wszystkich lasach, nie na całej ich powierzchni. Nie chodzi o to, żeby większość lasów była wyłączona z gospodarki leśnej. Ale żeby było to - w mojej ocenie - 1/3 lasów, które nie służą do produkcji drewna i 2/3 lasów gospodarczych. Teraz prawie wszędzie można ciąć. Wyłączenie z eksploatacji obniżyłoby koszty gospodarki leśnej. Nie byłoby zysku ze sprzedanego drewna, ale nie trzeba by utrzymywać sprzętu, kupować paliwa, budować dróg itp. Możliwe byłoby też zmniejszenie zatrudnienia w Lasach Państwowych. 

Za to więcej np. w administracji nowych parków. 

Tyle że pracownicy parków narodowych zarabiają czterokrotnie mniej niż w Lasach Państwowych. 

Często pojawia się argument, że powiększenie terenów chronionych (np. w Puszczy Białowieskiej) sprawi, że lokalni mieszkańcy nie będą mogli pójść na grzyby.

To, że nie można pozyskiwać drewna, nie znaczy, że taki las nie może służyć innym celom, także społecznym. Coraz więcej ludzi potrzebuje lasu, który wygląda jak las, a nie jak grządki z drzewami. Można pogodzić funkcje rekreacyjne, czy też popularne zbieranie grzybów, z ideą nieingerowania w procesy. To, że mieszkańcy nie będą mogli korzystać z lasu, to czarna propaganda Lasów Państwowych. Możliwość zbierania grzybów i jagód na większości chronionego obszaru przewidują wszystkie propozycje powiększenia parku narodowego w Puszczy Białowieskiej.

Jaki jest wpływ mieszkańców na objęcie lasu w ich okolicy ochroną?

Na powstanie parku narodowego muszą wyrazić zgodę lokalne samorządy. Park jest narodowy, ale rada gminy ma prawo weta. Jak to wygląda w praktyce? Przykładowo: rada gminy Białowieża to 15 osób, zatem większość stanowi ośmiu radnych. Te osiem osób może bezterminowo i bezwarunkowo blokować tworzenie parku na obszarze gminy i ani minister, ani rząd nic tu nie poradzą. A jeżeli dodać, że w obecnej kadencji sześcioro z tych 15 osób to obecni lub byli pracownicy Lasów Państwowych albo ich rodziny, to mamy sprawę jasną.

Władze państwowe mogłyby oczywiście zmienić prawo. Ale obecna sytuacja jest wygodna dla tej władzy i poprzednich również. Formalnie Minister Środowiska nadzoruje Lasy, a de facto to Lasy Państwowe nadzorują ministra, który przemawia jak lobbysta LP. Do tego jest jeszcze armia myśliwych, którzy z Lasami bardzo dobrze żyją. 

Jest pan jednym z sygnatariuszy listu w sprawie zmiany ustawowej dot. "drewna energetycznego". Pomysł spalania drewna w elektrowniach jest w nim oceniony jako "wybitnie szkodliwy". Tymczasem Lasy przekonują, że spalony ma być "surowiec najniższej jakości", który i tak zostałby pozyskany "ze względów przyrodniczych i bezpieczeństwa" 

To, co Lasy Państwowe nazywają surowcem najgorszej jakości, to są właśnie te cenne elementy lasu, których brakuje w lasach gospodarczych, których potrzebuje las naturalny. Martwe, połamane drzewa, które się rozkładając mogłyby tworzyć warunki życia wielu organizmom. Tego aspektu dotyczył nasz list, ale są też inne. Aspekt społeczny - jeżeli to drewno znajdzie nabywców w elektrowniach, to wzrośnie cena drewna opałowego dla odbiorców indywidualnych, co szczególnie uderzy w ludzi na ubogich terenach wiejskich, dla których jest to jedyne źródło opału. A elektrownia zapłaci każdą cenę, bo za spalanie biomasy dostanie zielone certyfikaty (które może sprzedawać - red.). 

A czy jego spalanie rzeczywiście jest zielone? 

To trzeci aspekt. Samooszukiwanie się na olbrzymią skalę. Mówi się, że spalając drewno uzyskujemy zieloną energię, bo drewno jest odnawialne. To nieprawda. Drzewo rośnie kilkadziesiąt lat i gromadzi węgiel z atmosfery w swoich tkankach. Jeśli zostanie w lesie, to ten węgiel jest uwalniany częściowo w trakcie rozkładu, a częściowo jest przejmowany przez inne organizmy. Pozostaje w lesie. A co się dzieje, gdy drzewo się wytnie i spali? Cały dwutlenek węgla z np. 50 lat uwalnia się w ciągu minut i pozostaje w atmosferze przez dziesiątki lat. A jeśli w miejscu wyciętego drzewa posadzimy nowe, to usunie to te dodatkowe CO2 z atmosfery dopiero za te 50 lat. A to nie wszystko - okazuje się, że wytworzenie energii elektrycznej przez współspalanie drewna z węglem produkuje więcej dwutlenku węgla niż gdybyśmy ją uzyskali paląc samym węglem. Jeśli więc chcemy ograniczyć emisje dwutlenku węgla, to nie powinniśmy w ogóle używać drewna z lasu do produkcji prądu.

Doczekali się państwo odpowiedzi ministra Wosia na list?

Minister Woś, podobnie jak jego poprzednicy, komunikuje się głównie przez konferencje prasowe. Na razie nie doczekaliśmy się odpowiedzi, ale też nie za bardzo jej oczekujemy. Piszemy, bo trzeba.

Jest też drugi aspekt łączący zmiany klimatu i lasy - to, jak ocieplenie będzie na nie wpływać. Czy lasy gospodarcze są na przewidywane zmiany odporne w takim samym stopniu, co naturalne? 

Oczywiście, że nie. Las gospodarczy to system bardzo uproszczony i jak wszystko, co jest uproszczone, bardzo mało odporny na zaburzenia. Jeśli pojawi się jakieś zagrożenie, to niszczone jest wszystko. Jeżeli mamy system zróżnicowany, taki jak w lesie naturalnym, to niezależnie od tego, co się stanie, któreś jego elementy przeżyją.

Na przykład? 

Dobrze nagłośnionym przykładem są gradacje kornika drukarza i zabijanie przez niego świerków. W Puszczy Białowieskiej leśnicy bardzo pracowicie, przez kilkadziesiąt lat, wycinali drzewa liściaste i sadzili świerki. Czyli robili stołówkę dla korników. Jaki jest efekt? Taki jak obserwujemy. To rozwój gradacji kornika wspomagany przez człowieka. 

Podobnie jest z naszymi lasami, jeżeli chodzi np. o odporność na wiatry. Są one zupełnie nieodporne. Przewidywane zwiększenie intensywności i częstości huraganowych wiatrów zwiększy skalę tych problemów. Przy silnych wiatrach sosny w jednowiekowych monokulturach padają jak kostki domina. Ale zawsze część drzew przeżywa. Niestety, są krzywe, powyginane, nadłamane - z punktu widzenia gospodarki leśnej mało wartościowe. Więc bardzo pracowicie usuwamy wszystkie drzewa, orzemy teren i zakładamy równie nieodporną plantację. To zupełnie bezsensowne. Tymczasem gdybyśmy zostawili taki wiatrołom samemu sobie, to okazuje się (obserwacje z Puszczy Piskiej), że las odtwarza się tam szybko i samoistnie (bez ingerencji człowieka), rośnie w nim więcej gatunków drzew, pojawiło się też wiele nowych organizmów. Taki las będzie bardziej odporny na wszelkie przyszłe zagrożenia. Dodatkowo, jego powstanie nie wymaga ponoszenia jakichkolwiek nakładów finansowych. Jedyny koszt to taki, że nie sprzedano drewna z połamanych drzew .

***

Prof. Tomasz Wesołowski jest kierownikiem Pracowni Biologii Lasu Uniwersytetu Wrocławskiego. Od ponad 40 lat prowadzi badania w Białowieskim Parku Narodowym. Jego głównym obiektem zainteresowań naukowych są ptaki leśne. Zajmuje się ochroną przyrody, zarówno w sferze badań, jak i działań na rzecz ochrony. Od 30 lat zabiega i lepszą ochronę Puszczy Białowieskiej i objęcie całego jej obszaru parkiem narodowym.