"Susze, powodzie i nic więcej". Zmiany klimatyczne w Afryce już teraz mają fatalne skutki

Wcześniej wiadomo było, kiedy posadzić zboże, a kiedy zebrać plony. Teraz zmiany klimatu rozchwiały pogodę i jest "tylko susza i powodzie, nic więcej" - tak skutki zmian klimatu w Sudanie Południowym i Somalii relacjonuje działająca w regionie Polska Akcja Humanitarna. Ekstremalna pogoda niszczy dobytek i odbiera dostęp do czystej wody. - Czasem tego nie dostrzegamy, ale dostęp do wody rozwiązuje masę problemów życiowych - mówi Rafał Grzelewski z PAH.

-  Było wiele przypadków tyfusu. Ja też byłam chora, cierpiałam na biegunkę i gorączkę typowe dla tej choroby - mówi Mary, mieszkanka wsi w  Sudanie Południowym. - Studnia jest wybawieniem. Nie musimy chodzić daleko, aby czerpać wodę. Nie musimy pić wody, która nie jest bezpieczna, jest zanieczyszczona i wywołuje choroby - opowiada o studni zbudowanej przez Polską Akcję Humanitarną. 

Problem dostępu do bezpiecznej wody - czyli zdatnej do picia, położonej blisko miejsca zamieszkania, stale dostępnej - nie jest nowy w krajach Afryki Wschodniej. Jednak wraz ze zmianami klimatu postępuje coraz szybciej. Skutki globalnego ocieplenia są w Sudanie Południowym i Somalii analogiczne do tych w, które obserwujemy w Polsce: mniej umiarkowanej pogody, więcej ekstremów - ulew, suszy, fal upałów. 

To kraje szczególnie narażone na skutki zmian klimatu, choć o tym, jakie zjawiska są obserwowane, już teraz mówi się niewiele. Klimatolodzy na łamach serwisu carbonbrief.org opisują, że fale upałów w Afryce Subsaharyjskiej nasilają się i zbierają śmiertelne żniwo, jednak nie są monitorowane tak samo, jak np. w Europie. Dlatego, zdaniem ekspertów, "zapomniany" jest tu efekt zmian klimatycznych. Podobnie jest z innymi ekstremalnymi zjawiskami. 

- W 2011 Somalię nawiedziła potężna susza. W jej wyniku zginęło nawet 260 tys. osób. Dopiero po kilku latach klimatolodzy zaczęli dostrzegać związek zmian klimatu z tym kataklizmem - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Rafał Grzelewski, rzecznik prasowy Polskiej Akcji Humanitarnej, która działa w regionie. 

Zobacz wideo Ekspert: Pod względem zasobów wodnych Polska jest jak Egipt

Susze, powodzie i nic więcej

Bez echa przeszły też katastrofalne powodzie, które nawiedziły Somalię w czerwcu i lipcu. Według danych ONZ dotknęły one w ostatnim czasie ponad 100 tys. osób. Woda zalała ponad 30 wsi i tysiące hektarów pól, zniszczyła studnie. Dziesiątki tysięcy ludzi musiało opuścić swoje domy. To scenariusz, który powtarza się w regionie coraz częściej - z poważnymi konsekwencjami. 

- Takie susze i powodzie są czymś nowym we Wschodniej Afryce. W Somalii - jak relacjonował mi nasz lokalny pracownik - występują one w zasadzie naprzemiennie. Susze, powodzie i nic więcej. Brakuje dłuższych okresów łagodnej pogody - mówi Rafał Grzelewski. 

Jak tłumaczy, taka zmienność utrudnia lub uniemożliwia dłuższe planowanie choćby w kwestii produkcji żywności. - Wcześniej wiadomo było, kiedy posadzić zboże, a kiedy zebrać plony. Według przewidywań wraz z ocieplaniem się klimatu w Sudanie Południowym będą nasilały się te groźne zjawiska, które już teraz obserwujemy - wyjaśnia i dodaje - Skutki dla mieszkańców są zatrważające. W tych krajach rolnictwo odpowiada za sporo ponad połowę PKB. Ogromna część plonów pochodzi z małych upraw, od samodzielnych rolników. Kiedy przychodzi powódź, niszczy wszystko i zostawia tych ludzi z niczym.

Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju opisuje, że także Somalia - gdzie gospodarka jest oparta na rolnictwie i hodowli zwierząt (40 proc. PKB i 50 proc. eksportu) - jest szczególnie narażona na skutki zmian klimatu. 

Z powodu biegunki rocznie na całym świecie umiera półtora miliona ludzi

- Zanim studnia została wykopana, czerpaliśmy wodę z rozlewisk, tak jak wielu pozostałych. Braliśmy ją z rozlewisk, piliśmy ją i używaliśmy do innych celów - mówi Awar Nyok Guut z wsi Kolmarek w Sudanie Południowym, gdzie PAH osiem lat temu wybudowała studnię. - Woda była bardzo zanieczyszczona. Brudna woda wywołuje choroby żołądkowe, przez które puchnie brzuch - wspomina. 

Jak tłumaczy rzecznik PAH, fizyczne zniszczenia to tylko jeden ze skutków powodzi. - Kolejnym jest pozbawienie dostępu do bezpiecznej wody pitnej. Fala powodziowa niszczy studnie, doprowadza do zatrucia źródeł wody. Powódź zalewa latryny, topi zwierzęta gospodarskie. W tej wodzie wszystko się ze sobą miesza, jest mnóstwo pasożytów i zarazków. I kolejnym skutkiem są choroby - mówi. 

Najczęściej chorują na biegunki. Ta nieleczona - zwłaszcza w przypadku dzieci - często jest śmiertelna. Z powodu ostrej wodnistej biegunki rocznie na całym świecie umiera półtora miliona ludzi. Ale w momencie, kiedy chce się pić, ludzie w desperacji korzystają z takiej wody, którą mają, czyli z rzek, jezior, rozlewisk po powodziach

 - opowiada Grzelewski. Nie trzeba nawet pić niebezpiecznej wody, by paść ofiarą choroby. Dlatego możliwości oczyszczenia chemicznego lub przegotowania nie rozwiązują wszystkich problemów. 

- Nie spotkałem tam nikogo, kto nie miałby problemów zdrowotnych po korzystaniu z takiej wody. Żeby jej nabrać, trzeba do wody wejść, zanurzyć stopy - to powoduje problemy ze skórą. Po wypiciu - biegunka, pasożyty, tyfus, cholera. Do tego malaria, ponieważ w zalegającej wodzie rozmnażają się komary. W Sudanie Południowym 62 proc. mieszkańców korzysta z zanieczyszczonej wody - wylicza. - Ze zmianami klimatu jest też związane rekordowe namnażanie się szarańczy we wschodniej Afryce i na Półwyspie Arabskim w tym roku. Jedno stado złożone z setek milionów osobników może pożreć dziennie rośliny, które wystarczyłyby do wyżywienia 35 tys. osób - wyjaśnia. 

Uchodźcy klimatyczni uciekają przed wodą i jej brakiem

Madalena od niedawna mieszka w obozie uchodźców wewnętrznych w Dżubie, stolicy Sudanu Południowego. Uciekła ze swojej wsi przed powodzią, głodem i konfliktem. - We wsi nie było jedzenia, a mam siedmioro dzieci. Przez jakiś czas polowaliśmy na zwierzęta. Wcześniej uprawiałam tyle rzeczy - kapustę, kukurydzę, okrę. Ale zbiór się nie udał z powodu ulewnego deszczu - wspomina. Organizacje międzynarodowe od dawna ostrzegają, że kryzys klimatyczny będzie powodował wzrost liczby tzw. uchodźców klimatycznych.

Wysiedlenia to kolejny ze skutków powodzi i suszy. - Pierwszą konsekwencją powodzi jest najczęściej to, że z danego obszaru trzeba uciekać. Długo po tym nie można wrócić. Ludzie trafiają do obozów. W Sudanie Południowym, gdzie do niedawna toczyła się wojna, połowa przemieszczeń ludności jest związana z powodziami. Bywa, że ludzie wracają, ale w "domu" nie mają już niczego. Muszą budować swoje życie od zera - mówi rzecznik PAH. 

W Somalii wewnętrznie wysiedlonych jest teraz 2,6 miliona ludzi, czyli prawie co czwarty obywatel. Część uciekła z domów z powodu konfliktu, inni przez susze i powodzie. Część z nich jest w stanie wrócić już po kilku miesiącach, jednak nieraz nie mają do czego wracać. Liczba klimatycznych uchodźców wewnętrznych w Somalii w ostatnich latach rośnie. Według jednej z organizacji w latach 2012-2016 było to między 30 a 70 tys. osób, zaś w latach 2017-2018 od pół miliona do 900 tys. 

- Ludzie, z którymi rozmawiałem w obozach pod Mogadiszu, mówili, że planują powrót po kilku miesiącach, gdy woda opadnie. Życie w dużych miastach jest tam trudne - mówi Grzelewski.

Brak wody to często brak pracy, brak edukacji, brak bezpieczeństwa

Skutki zmian klimatu na świecie są szczególnie dotkliwe dla mniejszości oraz dla kobiet. Także w Sudanie Południowym i Somalii widać, jak brak dostępu do bezpiecznej wody niewspółmiernie dotyka kobiety i dziewczynki. 

Brak dostępu do wody ma szerokie konsekwencje społeczne. Za jej dostarczenie do domów są odpowiedzialne głównie kobiety. Często muszą się po nią wyprawiać, podejmować długie wędrówki, po kilka kilometrów, czasem więcej. Bywa, że chodzenie po wodę w jedną i drugą stronę zajmuje cały dzień. Ponadto w krajach targanych konfliktami kobiety często są atakowane i gwałcone w drodze. Dziewczynki opuszczają szkołę, by nosić wodę i tracą szansę na edukację. Dorosłe kobiety nie mogą przez to podjąć innej pracy

- relacjonuje Rafał Grzelewski z PAH. Z tego powodu rozwiązaniem nie jest zapewnienie środków do oczyszczania wody czy jej przegotowania. Nawet jeśli będzie ona wtedy bezpieczna do picia, to zagrożeniem jest sama droga po nią. - Długofalowym rozwiązaniem są za to stabilne ujęcia wody, studnie głębinowe lub powierzchniowe - dodaje Grzelewski.

- PAH zawsze konsultuje umiejscowienie takiej studni z mieszkającymi w danym miejscu kobietami, by nie miały do niej więcej niż 500 m. Co ważne, studnia jest tylko jednym z elementów. Poza tym budujemy latryny, prowadzimy szkolenia z higieny. Rocznie w Sudanie Południowym budujemy 10-11 studni głębinowych, a każda z nich zapewnia wodę dla co najmniej 500 osób. W Somalii dostarczamy też wodę do szkół i szpitali - mówi i dodaje - Czasem tego nie dostrzegamy, ale dostęp do wody rozwiązuje masę problemów życiowych. 

Młodzi chcą sadzić drzewa

Studnie to kluczowa pomoc dla lokalnych społeczności, jednak adaptacja do zmian klimatu w Sudanie Południowym i Somalii będzie wymagać ogromnej pracy i środków. Ale obecnie oba kraje nie są w stanie same temu sprostać. - Zmiany klimatu mają tam ostre skutki, a z drugiej strony na poziomie państw czy społeczności trudno sobie z nimi radzić - mówi Grzelewski. 

- To kraje ze słabą władzą centralną. Sudan Południowy powoli wychodzi z dużego konfliktu zbrojnego, który trwał właściwie od powstania państwa w 2011 roku. W Somalii rząd w Mogadiszu nie kontroluje całego terytorium kraju, więc trudno fizycznie dotrzeć do niektórych miejsc i podjąć działania czy skoordynować pomoc - opowiada i dodaje: - Związane ze skutkami zmian klimatu i dostępem do wody wyzwania leżą zupełnie poza zasięgiem tych państw. 

Sudan Południowy i Somalia to kraje będące w światowym ogonie pod względem emisji gazów cieplarnianych. W Polsce na jednego mieszkańca przypada ponad osiem ton dwutlenku węgla rocznie - ponad 80 razy więcej niż emisje CO2 przeciętnego Somalijczyka. Zatem te kraje w bardzo niewielkim stopniu przykładają się zmian klimatu, a niewspółmiernie odczują - i już odczuwają - ich skutki. Jednak tamtejsza młodzież i tak chce robić tyle, ile może, by z nimi walczyć. 

- W Sudanie Południowym trafiłem do szkoły na poziomie licealnym, gdzie miałem okazję porozmawiać z uczniami na temat zmian klimatycznych. Mają bardzo dużą świadomość na ten temat. Rozmawiają o tym, debatują, czytają. Te zmiany są tam bardzo odczuwalne - relacjonuje Grzelewski i mówi:

Spodziewałem się, że mogą być źli czy zgorzkniali tym, że Sudan Południowy płaci wysoką cenę za decyzje i wybory konsumpcyjne wielkich gospodarek globalnej północy. Ale tej złości nie było. Za to sami sadzą drzewa, żeby chociaż w mikroskali walczyć z tymi zmianami. Wiedzą, że to nie ma praktycznie żadnego znaczenia, ale są przekonani, że każdy jest odpowiedzialny za swój kawałek planety i każdy musi robić tyle, ile może.

...

  • Wesprzyj PAH i jej działania związane z dostępem do wody:
  • Poprzez stronę internetową: suchefakty.pah.org.pl
  • Wpłacając na konto PAH nr 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 z dopiskiem "WODA 2020"

Wypowiedzi mieszkańców Sudanu Południowego cytowane w artykule zebrał Rafał Grzelewski, rzecznik prasowy PAH. 

Więcej o: