Wyją klimatyczne syreny alarmowe. Mamy rekordy temperatury i stężenia CO2, Arktyka płonie

Wielomiesięczna fala upałów na Syberii roztapia lód i wieczną zmarzlinę, przyczynia się do pożarów, a te emitują jeszcze więcej dwutlenku węgla. Naukowcy sprawdzili, że taki okres gorąca w Arktyce jest ściśle związany ze zmianami klimatu. A to tylko jeden z klimatycznych alarmów roku 2020, który - z dużym prawdopodobieństwem - może się okazać najgorętszym w historii.

Dziś Piątek dla klimatu - jak co tydzień piszemy na temat związany z trwającym kryzysem klimatycznym.

Gdyby o kryzysie klimatycznym ostrzegały prawdziwe syreny alarmowe, to w tym roku - a szczególnie w ostatnich miesiącach - nie dawałyby nam spać. Między kolejnymi kryzysami, pandemią, a w Polsce również wyborami, sprawa klimatu rzadko przebija się jako najważniejszy temat (pomijając rekordowe pożary w Australii - tak, to było w tym roku!).

Co nie znaczy, że kryzys zwalnia. Wręcz przeciwnie - zmiany klimatu przyspieszają, a ich oznak jest coraz więcej i pokazują to najnowsze dane:

1. Za nami najgorętsze 12 miesięcy w historii pomiarów

Czerwiec tego roku okazał się drugim najgorętszym w historii pomiarów, z temperaturą o zaledwie 0,1 stopnia Celsjusza niższą od rekordowego czerwca 2019. Jednak nowe dane z europejskiego programu Copernicus pokazują coś jeszcze bardziej niepokojącego. Ostatnich 12 miesięcy - od lipca 2019 do czerwca 2020 - było najgorętszym 12-miesięcznym okresem w historii pomiarów. Jak zwrócił uwagę meteorolog Eric Holthaus, początek roku kalendarzowego jest arbitralny, zatem stan klimatu pokazuje nam nie tylko średnia temperatura od stycznia do grudnia, lecz także w innych 12-miesięcznych okresach (na wykresie poniżej 12-miesięczna średnia anomalii temperatury od 1980 roku).

embed

Według danych Copernicusa w ostatnich 12 miesiącach temperatura była powyżej normy niemal na całym globie. Relatywnie niewielkie obszary z temperaturą poniżej średniej to fragmenty oceanów, część Kanady oraz północnych Indii. Za to nad dużym obszarem Syberii i Oceanu Arktycznego, Alaski i częściach zachodniej Antarktydy temperatura była znacznie powyżej średniej. 

embed

W skali globu okres lipiec 2019 - czerwiec 2020 był o 0,65 stopnia Celsjusza gorętszy od średniej lat 1981-2010, nieco wyprzedzając dwa poprzednie takie okresy, kończące się w maju 2020 i wrześniu 2016. Trzeba podkreślić, że te 0,65 stopnia to wzrost wobec stosunkowo niedawnej średniej z trzech dekad. W stosunku do temperatury sprzed epoki industrialnej, która zapoczątkowała zmiany klimatu, te 12 miesięcy było cieplejsze o 1,3 stopnia Celsjusza. 

  • Od dziś w nowej akcji Gazeta.pl #wakacje2050 pozdrawiamy z wakacji przyszłości. Mamy jednak nadzieję, że skończy się inaczej niż na naszych billboardach i pocztówkach. Wciąż mamy pole i czas do skutecznego działania na rzecz zapobiegania zmianom klimatycznym. Dlatego każdej z naszych czterech "kartek z wakacji" towarzyszy wywiad z mądrymi ludźmi od klimatu (wszystkie do przeczytania na stronie zielona.gazeta.pl)

2. Rok 2020 ma duże szanse okazać się najgorętszym w historii

Jednak nawet pozostając w arbitralnych ramach roku kalendarzowego, 2020 ma coraz większe szanse okazać się najgorętszym rokiem w historii pomiarów. Na razie najgorętszym rokiem w historii pozostaje rok 2016 (0,63 stopnia Celsjusza powyżej średniej 2981-2010). Jednak rok 2016 był rokiem zjawiska El Nino (czyli ponadprzeciętnie wysokiej temperatury na powierzchni obszarów Pacyfiku), co wpłynęło na rekordową temperaturę dla całego globu. 

Tymczasem rok 2020, już bez El Nino ma bardzo duże szanse na przebicie poprzednio rekordu. Według prof. Patricka T. Browna z San José State University jest obecnie 85 proc. szans, że rok 2020 okaże się najgorętszy w historii pomiarów. Oczywiście nie wiemy, jakie będą warunki pogodowe przez kolejną połowę roku i możliwe, że rekord z 2016 na razie nie zostanie pobity. Jednak już sam fakt, że się do niego zbliżamy, pomimo braku El Nino, pokazuje, jak szybko ociepla się klimat na Ziemi. 

- Większość rekordowo gorących lat była latami z El Nino. Sam fakt, że jest szansa, iż rok 2020 [bez El Nino - przyp. red.] ustanowi nowy rekord temperatury, pokazuje nam, jak głęboki wpływ ma na planetę wywołane przez człowieka globalne ocieplenie - skomentował klimatolog Michael E. Mann z Penn State University.

3. Już za kilka lat możemy przebić granicę 1,5 stopnia ocieplenia

Ostatnie - rekordowe - 12 miesięcy było o 1,3 stopnia Celsjusza gorętsze od średniej sprzed epoki przemysłowej. To bardzo blisko granicy 1,5 stopnia ocieplenia, którą naukowcy uznają za relatywnie bezpieczny poziom i która jest celem Porozumienia paryskiego. 

Rzeczywiście brakuje niewiele - i według raportu Światowej Organizacji Meteorologicznej już w ciągu kolejnych pięciu lat możemy przekroczyć granicę miesięcznej anomalii temperatury o 1,5 stopnia. Według WMO jest aż 70 proc. szans, że taki miesięczny poziom anomalii temperatury zostanie pobity w ciągu kolejnych pięciu lat. Mało prawdopodobne - acz nie niemożliwe - jest to, że roczna średnia temperatura osiągnie w tym okresie 1,5 stopnia ocieplenia. WMO szacuje szanse takiego zdarzenia w ciągu kolejnych pięciu lat na 20 proc. - z zaznaczeniem, że te szanse z czasem stają się większe. Komentujący tę prognozę w gizmodo.com Peter Kalmus z NASA powiedział, że "nieodwracalna katastrofa klimatyczna postępuje tak, jak od dawna przewidywali naukowcy" i teraz jesteśmy w trakcie procesu utraty Ziemi, jaką znamy. 

Alarmujące wnioski z tych prognoz ostudził nieco klimatolog Michael E. Mann. Zwrócił uwagę, że gdy mówimy o celu Porozumienia paryskiego i umiarkowanie bezpiecznym poziomie 1,5 stopnia ocieplenia, chodzi o średnią wieloletnią - a nie temperaturę pojedynczego roku, a tym bardziej miesiąca. Zatem nawet jeśli jeden rok osiągnie tak wysoki poziom (co - przypomnijmy - jest w do 2025 roku możliwe, ale nie wysoce prawdopodobne), nie będzie to oznaczało, że przekroczyliśmy cel z Porozumienia paryskiego. Według Manna trwałe przekroczenie poziomu 1,5 stopnia może nastąpić dopiero za około dwie dekady - i wciąż mamy szanse temu zapobiec przez radykalne obniżenie poziomu emisji gazów cieplarnianych. 

4. Arktyka się roztapia, Syberia płonie - winne zmiany klimatu

W poprzednich punktach mowa była o średniej temperaturze globu. Jednak Ziemia nie ociepla się w całości tak samo. Niektóre obszary charakteryzuje wolniejszy wzrost średniej temperatury, inne - szybszy. Na biegunie północnym ten wzrost jest kilkukrotnie wyższy od średniej, a porażające efekty tego stanu obserwujemy właśnie teraz. 

Rekordowe upały z czerwca przyczyniły się do licznych pożarów na Syberii, a obszar lodu arktycznego jest rekordowo mały dla tego okresu. Arktyka roztapia się tak szybko, że już teraz lód skurczył się do poziomu, który jeszcze w latach 80. był osiągany w szczycie sezonu roztopów, we wrześniu. 

Naukowcy nie mają wątpliwości, że ta niedawna rekordowa fala upałów w Arktyce byłaby prawie niemożliwa bez wpływu zmian klimatu spowodowanych przez człowieka. Badanie klimatologów w ramach inicjatywy World Weather Attribution wykazało, że trwająca od stycznia do czerwca tego roku fala gorąca na Syberii bez zmian klimatu wywołanych przez człowieka mogłaby się wydarzyć... raz na 80 tys. lat. Zatem gdyby nie zmiany klimatu, to takie zdarzenie byłoby praktycznie niemożliwe. Według naukowców zwiększyły one szanse na pojawienie się fali upałów co najmniej 600-krotnie.

Upały w Arktyce są nie tylko skutkiem zmian klimatu. Mogą także przyczyniać się do pogorszenia sytuacji. Mniejsza powierzchnia lodu zmniejsza odbicie światła słonecznego, przez co ocean bardziej się nagrzewa. Gigantyczne pożary spowodowały uwolnienie 56 mln ton dwutlenku węgla - tyle, co roczna emisja CO2 Portugalii. Z kolei z topniejącej wiecznej zmarzliny może uwalniać się metan, gaz cieplarniany silniejszy od dwutlenku węgla. 

Wyniki te pokazują, że zaczynamy doświadczać ekstremalnych wydarzeń, które nie miałyby prawie żadnych szans zdarzyć się bez odciśnięcia przez człowieka śladu na systemie klimatycznym. Zostało nam niewiele czasu na ustabilizowanie globalnego ocieplenia na poziomie, na którym zmiany klimatyczne pozostałyby w granicach Porozumienia paryskiego. Aby ustabilizować globalne ocieplenie na poziomie 1,5 st. Celsjusza, co nadal wiązałoby się z większym ryzykiem wystąpienia takich ekstremalnych upałów, musimy zmniejszyć naszą emisję CO2 o co najmniej połowę do 2030 r.

- komentowała w materiałach prasowych dotyczących badania prof. Sonia Seneviratne z Wydziału Nauk o Systemach Środowiskowych ETH Zurych, główna autorka kilku raportów IPCC. 

5. Wiemy, co jest winne

Ostatni z dzwonków alarmowych to jednocześnie powód kryzysu - stężenie dwutlenku węgla w atmosferze bije w tym roku kolejne rekordy, pomimo potężnego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych związanego z pandemią. W czerwcu było to średnio 416 cząstek na milion (ppm). W czerwcu 2019 roku ta wartość wynosiła niespełna 414 ppm, w czerwcu 2010 roku - 392 ppm, a czerwcu 1990 roku - 356 ppm. Stężenie dwutlenku węgla rośnie - i to coraz szybciej, zamiast coraz wolniej. 

Wiemy dokładnie, które z naszych działań odpowiadają za wzrost stężenia CO2 i innych gazów cieplarnianych. Wiemy też, w jaki sposób możemy zmniejszyć emisje i zatrzymać ocieplenie na wspomnianym umiarkowanie bezpiecznym poziomie. Jedynym znakiem zapytania jest to, czy zdecydujemy się to zrobić i czy podejmiemy tę decyzję wystarczająco szybko. W przeciwnym razie klimatyczne syreny alarmowe nie przestaną wyć, nawet jeśli większość z nas na co dzień ich nie słyszy.