"Pogrzeb" Okjokull to symbol, ale lodowce topnieją naprawdę. Glacjolog: Chyba osiągnęliśmy już punkt "bez odwrotu"

Maria Mazurek
Islandczycy pożegnali niedawno pierwszy lodowiec, który stracili w wyniku ocieplenia klimatu. Naukowcy obawiają się, że w ciągu 200 lat znikną wszystkie lodowce na wyspie. Ale lód topi się nie tylko na Islandii, i nie tylko w Arktyce. - Nie jesteśmy w stanie nagle i szybko zatrzymać topnienia lodowców - mówi prof. Jacek Jania, geomorfolog i glacjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Dziś Piątek dla klimatu - jak co tydzień na Gazeta.pl i Next.gazeta.pl piszemy na temat związany z trwającym kryzysem klimatycznym.

Islandzki lodowiec zmarł w wieku około 700 lat. Na jego pogrzebie nie było tłumów - około stu żałobników, w tym kilkoro dzieci i politycy. Ale za to o wydarzeniu pisały światowe media. Nazywa się Ok - krótkie imię, a to dlatego, że jego większą część usunięto. Nie miała już sensu. Okjokull po islandzku znaczy lodowiec Ok. Tyle że nie jest on już lodowcem, za co odpowiadać ma zmiana klimatu.

Nie opłakujmy już lodowców, tylko działajmy wspólnie na rzecz ich ochrony:

<script type="application/javascript" src="https://www.greenpeace.pl/recurring/gazeta/iframe/greenpeace.js" id="greenpeace-recurring" data-version="gazkli2" />

Islandia ogłasza "śmierć" lodowca

Islandczycy pożegnali Ok w poetycki, symboliczny sposób 18 sierpnia 2019 roku, choć tak naprawdę jego "śmierć" naukowcy ogłosili już kilka lat temu. W przypadku lodowca śmierć oznacza martwy lód. Martwy, bo nie jest już w stanie się poruszać. Lodowce mają to do siebie, że pod wpływem ogromnego ciężaru nagromadzonego lodu przesuwają się, "spływają" w dół. Jeśli lodu jest za mało, lodowiec się nie porusza. To właśnie odkrył w 2014 roku Oddur Sigurdsson, islandzki glacjolog. Już wtedy zaprosił na szczyt wulkanu Ok publiczne media. Wtedy jednak informacja o "śmierci" lodowca nie zrobiła wielkiego wrażenia.

Islandia. Ludzie na szczycie wulkanu Ok, w drodze na symboliczne pożegnanie z lodowcem.Islandia. Ludzie na szczycie wulkanu Ok, w drodze na symboliczne pożegnanie z lodowcem. Fot. Felipe Dana / AP Photo

W ciągu tych kilku lat kryzys klimatyczny stał się bardziej widoczny. Mieliśmy kilka wyjątkowo upalnych sezonów letnich. W tym roku temperatury w czerwcu i lipcu biły rekordy pomiarów. Zmiana klimatu to już nie tylko zmartwienie ekologów, ale także polityków i ekonomistów. Pomysł z upamiętnieniem Ok wyszedł od dwóch amerykańskich profesorów - antropologów, którzy w ubiegłym roku nakręcili dokument na temat utraty Okjokull.

Islandczycy chcą zwrócić uwagę - także samych siebie - na topnienie lodowców. Dlatego umiejscowili na skale obok Ok mosiężną tabliczkę z napisem dla przyszłych pokoleń:

"Ok to pierwszy islandzki lodowiec, który stracił ten status. W ciągu następnych 200 lat prawdopodobnie wszystkie nasze główne lodowce będą podążać tą samą drogą. Ten pomnik stawiamy by uznać, że wiemy, co się dzieje i co musi zostać zrobione. Tylko ty wiesz, czy to zrobiliśmy".

Symboliczne pożegnanie z lodowcem Pizol zaplanowano także na wrzesień tego roku w Szwajcarii. W tym kraju są miejsca, gdzie mieszkańcy przykrywają lodowce kocami, by odbijały światło słoneczne i ograniczyły topnienie.

Arktyka topnieje

Małe lodowce zanikają nie tylko na Islandii i w Alpach. W większości obszarów zlodowaconych półkuli północnej notowany jest wzrost topnienia. Powstająca woda dociera do dna lodowca i przyspiesza jego płynięcie. Te lodowce, które kończą się w morzu, dodatkową tracą więcej masy w wyniku odłamywania się gór lodowych - cielenia się lodowców. Oba te procesy powodują stopniowy wzrost poziomu oceanów o około 3,5 mm na rok

- mówi prof. Jacek Jania, badacz lodowców, geomorfolog, przewodniczący Centrum Studiów Polarnych Uniwersytetu Śląskiego.

Profesor Jania ogląda te procesy na własne oczy. Właśnie wrócił z Arktyki, a dokładnie ze Spitsbergenu, gdzie kryzys klimatyczny widać najmocniej.

Czołowa część Lodowca Hansa, jednego z najlepiej zbadanych lodowców Arktyki. Co roku zmniejsza on swój zasięg o ok. 100 m.Czołowa część Lodowca Hansa, jednego z najlepiej zbadanych lodowców Arktyki. Co roku zmniejsza on swój zasięg o ok. 100 m. Fot. Jacek Jania

- Tegoroczny sierpień był na Spitsbergenie wyjątkowo ciepły. Termometry pokazywały niekiedy nawet +11 stopni Celsjusza. Zwykle w lecie bywa to ok. +4 stopnie. Ocieplanie klimatu Arktyki jest bardziej intensywne niż na przykład Europy Środkowej. W ostatnich dekadach trzykrotnie szybciej rosły tam średnie roczne temperatury powietrza. Nazywamy to "wzmocnieniem arktycznym". A skutkiem jest intensywne topnienie i zanikanie lodowców, w badaniach których specjalizuje się mój zespół na Uniwersytecie Śląskim - mówi.

Statek wycieczkowy na poniższym zdjęciu znajduje się w zatoce Vestre Burgerbukta na Spitsbergenie, w miejscu, gdzie jeszcze cztery lata temu było czoło Lodowca Paierla, widocznego w tle. W rejonie Spitsbergenu południowego, który profesor Jacek Jania najczęściej bada, poza Vestre bardzo blisko zaniku jest jeszcze przynajmniej kilka lodowców: Skoddebreen, Ostre Skaalfjelbreen i Gangpassbreen. Nieco później "umrą" Ariebreen i Negribreen na Ziemi Południowego Przylądka. A to tylko te, którym nadano nazwy.

Statek wycieczkowy w zatoce Vestre Burgerbukta, Spitsbergen. Jeszcze 4 lata temu w jego miejscu było czoło Lodowca Paierla -widoczny w tleStatek wycieczkowy w zatoce Vestre Burgerbukta, Spitsbergen. Jeszcze 4 lata temu w jego miejscu było czoło Lodowca Paierla -widoczny w tle Fot. Dominik Cyran

Wiele uwagi w tym roku przyciągała też Grenlandia, która zaliczyła właśnie rekordowy sezon topnienia pokrywy lodowej. Tylko jednego dnia - 1 sierpnia - stopniało i spłynęło do morza 11 miliardów ton lodu. To ilość zbliżona do rekordowego jednodniowego topnienia, które miało miejsce w 2012 roku - wtedy stopniało 11,7 mld ton. A według niektórych modeli, ten rekord został pobity i Grenlandia pierwszego dnia sierpnia mogła stracić nawet 12,5 mld ton lodu.

- Obecne lato na Grenlandii jest rzeczywiście wyjątkowe i może rywalizować z tym z 2012 roku, kiedy prawie cała pokrywa lodowa - nawet na najwyższe jej fragmenty - podlegała topnieniu. W tym roku sytuacja wydaje się jeszcze gorsza, bo stosunkowo łagodna poprzednia zima była "sucha" i nie przyniosła większych opadów śniegu, aby kompensować utratę masy lądolodu w wyniku topnienia - wyjaśnia prof. Jania.

Mamy jeszcze szansę powstrzymywać negatywne skutki zmian klimatycznych, ale trzeba działać teraz. Jeśli chcesz wesprzeć działania na rzecz klimatu, WEJDŹ TUTAJ >>

Grenlandia to drugi największy na Ziemi rezerwuar lodu. Znajduje się też w rejonie, gdzie klimat ociepla się najszybciej. Zanika lód morski, który unosi się na powierzchni wody. Taki lód odbija promieniowanie słoneczne, więc jeśli się topi, zastępuje go ciemna powierzchnia wody, która promieniowanie pochłania. Woda nagrzewa się i przyspiesza topnienie lodu - proces się napędza. Z tego powodu podnosi się poziom oceanu światowego. W tym roku topnienie jest tak intensywne, że tylko jeden taki dzień, jak 1 sierpnia, jest w stanie w zauważalny, mierzalny sposób podnieść ten poziom.

Ruth Mottram z Duńskiego Instytutu Meteorologicznego zbadała 28 grenlandzkich lodowców, sprawdzają długoletnie dane. Wyniki, które przytacza agencja Associated Press, okazały się niepokojące - niemal wszystkie te lodowce topnieją, zaledwie dwa można uznać za stabilne.

Grenlandia. Łódź obok góry lodowej.Grenlandia. Łódź obok góry lodowej. Fot. Felipe Dana / AP Photo

Grenlandia ma tyle lodu, że gdyby stopniał cały, poziom mórz na świecie podniósłby się o około 7 metrów. Taki scenariusz nie jest rozpatrywany, ale niektórzy naukowcy obawiają się, że pokrywa lodowa wyspy może topnieć szybciej, niż wcześniej zakładano, bo znacznie większy wpływ niż ciepłe powietrze może mieć opisane powyżej zanikanie lodu morskiego. Badają to między innymi eksperci NASA. Josh Willis z programu Oceans Melting Greenland (co można tłumaczyć jako "oceany 'rozpuszczające' Grenlandię") uważa, że jeśli cieplejsze wody odgrywają taką rolę, jak podejrzewa, to do 2100 roku tylko topnienie na Grenlandii może podnieść poziom mórz o ponad metr. Ale inni naukowcy szacują tę wielkość na około 30 centymetrów. Różnica jest duża, dlatego tak istotne są badania. Ale to, że lód topnieje i będzie topnieć nadal, jest pewne. 30 centymetrów wystarczy, by poważnie zagrozić ludziom.

Zobacz wideo

- Masowe topnienie lodowców już trwa od co najmniej dwóch dekad. Wyjątkiem jest niezwykle surowa Antarktyda Wschodnia. Skutki ich topnienia to wspomniany już wzrost poziomu oceanów. Jest on szczególnie groźny dla krajów o niskich wybrzeżach i wszystkich portów - ostrzega prof. Jania. To nie jest jedyna ponura konsekwencja. Jak mówi ekspert z Uniwersytetu Śląskiego, większe topnienie lodowców Arktyki to także wysładzanie wód morskich w ich sąsiedztwie, a więc także zmiany ekosystemów morskich.

>>>Czytaj też: Fatalne prognozy NASA. Gdańsk, Łebę, Ustkę czeka potop? "Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może to zatrzymać"

Niebezpieczne południe

Jeśli do tego na poważnie "włączyłaby się" Antarktyka, ryzyko wzrosłoby drastycznie. A ona też topnieje, choć wygląda to inaczej niż na północy. W okolicach bieguna północnego jest ocean z lodem morskim, który szybko zanika, co przyspiesza topnienie pokrywy lodowej Grenlandii. Na południu jest Antarktyda, wielki kontynent, największy lądolód na Ziemi. - Ta masa lodu bardziej stabilizuje klimat półkuli południowej, niż siedmiokrotnie mniejsza Grenlandia na północy. Jednakże w Antarktyce Zachodniej od dwóch dekad obserwuje się topnienie skrajnych części pokrywy lodowej. Obszar lodu morskiego wokół Antarktydy faktycznie przez długie dekady był stabilny lub okresowo narastał. Jednakże od kilku lat notowana jest redukcja jego powierzchni. I do Antarktydy, izolowanej do reszty świata wodami Oceanu Południowego, zaczyna docierać globalne ocieplenie - mówi prof. Jacek Jania.

Kilka tygodni temu pojawiły się niepokojące prognozy naukowców, którzy badali Antarktydę w ramach projektu NASA. Ogromny lodowiec Thwaites topnieje coraz szybciej, za 150 lat może zupełnie zniknąć, powodując podniesienie poziomu mórz na świecie o około pół metra. A mówimy tylko o jednym lodowcu. W najbardziej katastroficznym scenariuszu topnienie na południu globu może być nieodwracalne.

Patrząc chłodnym okiem badacza musimy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie nagle i szybko zatrzymać topnienia lodowców. W niedawnej przeszłości geologicznej, w czasie zlodowaceń, również następowało szybkie zanikanie wielkich mas lodowych na półkuli północnej - była to skala kilku stuleci. Natomiast rozwój następnych zlodowaceń trwał tysiące lat. Świadczą o tym wyniki wierceń w lądolodach Grenlandii i Antarktydy. Biorąc pod uwagę obecne tempo zanikania lodowców, to chyba już osiągnęliśmy już punkt 'bez odwrotu'

- uważa prof. Jacek Jania. To znaczy, że nie można zatrzymać ujemnego bilansu masy lodowców, bo topnienie przeważa nad akumulacją śniegu. Czyli według profesora prawdopodobnie jesteśmy w punkcie, w którym topnienia lodowców nie można już powstrzymać.

Jacek Jania przypomina też, że wprawdzie w całkiem niedawnej przeszłości zdarzały się okresy ochłodzenia - jak tzw. mała epoka lodowcowa, która trwała od końca XIV wieku do schyłku wieku XIX. Wywołały je jednak najprawdopodobniej trudne do przewidzenia okoliczności - seria wybuchów ponad 20 wulkanów w krótkim odstępie czasu, w wyniku czego pyły i aerozole związków siarki ograniczyły dopływ energii słonecznej do powierzchni Ziemi. Do tego nałożyły się okresy zmniejszenia aktywności Słońca.

Od tego czasu jednak sporo się zmieniło, od epoki industrialnej naturalne procesy pokonuje działalność człowieka, i to za jego - naszą - sprawą klimat się ociepla do tego stopnia, że można już mówić o kryzysie.

- Przy obecnym tempie ocieplania klimatu, także z powodu naturalnych procesów przyspieszających ten proces, łatwiej mówić o pesymistycznym scenariuszu "pogrzebów" kolejnych małych i średnich lodowców. Wielkie lądolody Antarktydy i Grenlandii przetrwają, ale wyraźnie mniejsze - mówi prof. Jania. Czy jest możliwy jakiś bardziej optymistyczny scenariusz? - Pewne spowolnienie zaniku lodowców mogłoby wynikać ze zwiększonego parowania oceanów (bo jest cieplej). Powoduje to także wzrost opadów śniegu - tworzywa lodowców. Zachodzi jednakże tylko na wyższych wysokościach - niżej padają deszcze. Zatem dla mas lodowych położonych nisko nie ma większych szans. Chyba, że zadziała wspomniany już niespodziewany "scenariusz wulkaniczny". Trudno spodziewać się, że taki zbieg wydarzeń powtórzy się niebawem - uważa ekspert.

Polityczne związki

Coraz szybsze topnienie lodowców zwraca też uwagę polityków. Na "pogrzebie" Ok pojawiła się premier Islandii Katrin Jakobsdottir, minister środowiska Gudmundur Ingi Gudbrandsson i była prezydent Irlandii i była komisarz praw człowieka ONZ Mary Robinson. Dwa dni po pożegnaniu lodowca w Reykjaviku spotkali się liderzy krajów nordyckich - Islandii, Danii, Finlandii, Norwegii, Szwecji, a także jako specjalnego gościa Niemiec. Tematykę rozmów zdominowała kwestia zmiany klimatu. "Cena nierobienia niczego będzie wyższa niż cena podjęcia działań" - mówiła kanclerz Angela Merkel.

Tyle że ocieplająca się Arktyka ma też inne geopolityczne reperkusje. Topniejący lód otwiera nowe szlaki handlowe i rozbudza marzenia o cennych surowcach: ropie, gazie czy metalach ziem rzadkich. Donald Trump wywołał zdziwienie, a może i rozbawienie swoimi wypowiedziami o chęci odkupienia Grenlandii od Danii. Szczególnie że sam żartował, zamieszczając na Twitterze wpis, w którym zapewniał, że nie wybudowałby na wyspie jednego ze swoich wieżowców.

Na transakcji mógłby ubić świetny interes. Grenlandia kryje pod lodem cenne surowce, byłaby też cennym nabytkiem dla USA z geopolitycznego punktu widzenia. Na razie wywołał spięcie, przez które sam zrezygnował z zaplanowanej na początek września wizyty w Kopenhadze.

Trudno o stanowcze i skoordynowane działania polityków, którzy często martwią się głównie o poparcie w kolejnych wyborach, czyli o perspektywę najwyżej kilku lat. A i ci wyborcy nie zawsze z entuzjazmem podchodzą do ograniczających ich styl życia rozwiązań.

- Ze smutkiem myślę, że mimo coraz głośniejszych nawoływań i skuteczniejszej edukacji klimatycznej trudno będzie społeczeństwom rozwiniętym zrezygnować z osiągniętych standardów życia, a społeczeństwom biednym z marzeń o dobrobycie, mierzonych konsumpcją. Warto też pamiętać, że nawet zupełne i natychmiastowe zaprzestanie antropogenicznej emisji gazów szklarniowych nie sprawi, że rozpędzona "maszyneria" wielu dodatnich sprzężeń zwrotnych, czyli związków pomiędzy atmosferą, oceanami i wszystkimi postaciami lodu na Ziemi (kriosfera), nagle wyhamuje. Dla jakiegoś schłodzenia globu potrzebne będą stulecia, jeśli nie tysiące lat. Powinniśmy się zastanawiać także, jak dostosować się do życia w cieplejszym klimacie. Co nie znaczy, że nie musimy dbać o naszą atmosferę - podsumowuje prof. Jacek Jania.

>>> Zmiana klimatu jest realna i odczuwamy ją już tu i teraz. Jeśli chcesz zapobiegać jej skutkom, ale nie wiesz jak zacząć, wesprzyj Greenpeace, które działa na rzecz rozwoju czystej energii i walczy z opieszałością polityków. WEJDŹ TUTAJ >>

Klimatyczne newsy

W cyklu Piątki dla klimatu co tydzień poruszamy jeden temat związany z kryzysem klimatycznym. Jednak w każdym tygodniu dzieje się wiele mniejszych i większych wydarzeń mających znaczenie dla walki ze zmianami klimatu. Niektóre z nich wspominamy w sekcji "Klimatyczne newsy".

  • Poza pożegnaniem islandzkiego lodowca klimatycznym tematem tygodnia były ogromne pożary lasów Amazonii. Ich skala jest gigantyczna, a według ekspertów niemożliwe jest, by odbywało się to bez winy człowieka. Przy tej okazji prezydentowi Brazylii, Jairowi Bolsonaro zarzuca się, że przyczynia się wyniszczania zielonych płuc Ziemi. Naukowcy z Instytutu Badań Środowiska Amazonii (Ipam) i Uniwersytetu Federalnego stanu Acre uważają, że wzrost liczby pożarów w Amazonii jest związany z wycinaniem lasów w celu pozyskiwania gruntów do uprawy roli i hodowli. Przedstawiciele rządu winią zmiany klimatu, które według ekspertów w tym przypadku nie uzasadniają takiego nasilenia żywiołu. A prezydent Bolsonaro zasugerował nawet, że może on być winą organizacji pozarządowych. Sprawa stała się tematem międzynarodowym, prezydent Francji Emmanuel Macron zaapelował, by zajęli się nią światowi przywódcy.