Lekarz: Przyzwyczailiśmy się do rzeczywistości, w której umierają ludzie i nie chcemy tego zmieniać

- Jesteśmy zobojętniali na tragedię. [...] Nie przejmuje nas los setek ludzi, którzy codziennie umierają - powiedział w rozmowie z portalem Gazeta.pl Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc. - Liczba zakażeń będzie wzrastała. [...] W kraju o tak niskim poziomie zaszczepienia spodziewamy się wielu osób, które odejdą i nie sądzę, żeby to kogoś wzruszyło - podkreślił medyk.
Zobacz wideo Jak rząd radzi sobie w walce z COVID -19? Gawkowski: PiS już kilka razy ogłosił wygraną z pandemią

Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, od początku epidemii w Polsce stwierdzono zakażenie u 4 232 386 osób. Dotychczas resort potwierdził oficjalnie śmierć 100 254 chorych na COVID-19. Adam Niedzielski podkreśla, że należy się teraz "spodziewać systematycznych wzrostów zakażeń". - Musimy przygotowywać plan na mniej więcej 60 tysięcy łóżek covidowych, co oczywiście oznacza sytuację katastroficzną - mówił minister.

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

DLOLUPięć cyfr już nie odda skali dramatu. Sto tysięcy ofiar COVID-19 w Polsce

"Mam takie poczucie, jakby życie naszych obywateli było mniej warte niż obywateli krajów zachodnich"

O aktualną sytuację epidemiczną zapytaliśmy lek. med. Tomasza Karaudę, który pracuje w szpitalu im. N. Barlickiego w Łodzi na oddziale chorób płuc. - Z naszych obserwacji wynika, że jest trochę lepiej, niż było w listopadzie, grudniu, ale w tym momencie coraz więcej łóżek jest znowu wypełnianych. Nie zakończyliśmy więc poprzedniej fali, a już wchodzimy w kolejną, nakładającą się na deltę, czyli omikronową. Humory są minorowe, dlatego że zazwyczaj każdą kolejną falę zaczynaliśmy z czystą kartą mniej więcej. Zawsze trochę osób w oddziale COVID było, ale teraz startujemy z wysoką zajętością łóżek, a to początek nowej fali - powiedział.

- W kontekście 100 tys. osób, które odeszły w przebiegu COVID-19, cóż mogę powiedzieć? Jeżeli śmierć drugiego człowieka nie jest w stanie nas wzruszyć, żeby podjąć decyzję o szczepieniu i nie jest w stanie wzruszyć państwa polskiego, żeby zrobić więcej dla ochrony tak wielu obywateli, nawet jeśli wiążą się z tym pewne koszta wizerunkowe czy polityczne, to co my możemy zrobić? Będziemy dalej pracować tak samo, jak pracujemy, przyjmować kolejnych chorych. Nie mamy wpływu na decyzje centralne, a tylko z góry można podjąć decyzje dla całego kraju tak, żeby mniej ludzi umierało. Mam takie poczucie, jakby życie naszych obywateli było mniej warte niż obywateli krajów zachodnich - podkreślił medyk.

Jak dodał, trudno przewidzieć, co się będzie działo w najbliższym czasie. - Bez dwóch zdań nie będzie u nas tak, jak w innych krajach zachodnich. Z prostego powodu: my się tego nigdy nie dowiemy, bo nie przetestujemy tylu ludzi. Natomiast realnie może być tych zakażeń bardzo dużo. Ta choroba dotknie szczególnie - tak jak poprzednie fale - osoby niezaszczepione. Wszystkie dane już na to wskazują, że znakomita liczba wśród osób hospitalizowanych to właśnie niezaszczepieni - zaznaczył Tomasz Karauda.

Jak podkreśla ekspert, tym razem nowy wariant koronawirusa rozprzestrzenia się kilkadziesiąt razy szybciej.

- Więc nawet jeżeli powoduje łagodniejszy przebieg choroby, to ten efekt skali, czyli zakażających się mnóstwa osób, nawet zaszczepionych po dwóch dawkach, ale z poważnymi chorobami współistniejącymi, może spowodować, że wielu ludzi trafi do szpitala. Oczywiście ci zaszczepieni są z łagodniejszym przebiegiem i dużo lepszym rokowaniem, ale jednak część z nich zajmie miejsca w szpitalach. Plus oczywiście wielka liczba niezaszczepionych. Oni, trafiając do szpitala, odbiorą miejsce innym chorym, którzy będą płacić cenę w kontekście diagnostyki, odroczonego leczenia, bo muszą być miejsca dla osób niezaszczepionych - powiedział.

Medyk stwierdził również, że "to wszystko można by ukrócić, zmniejszyć, gdybyśmy po prostu słuchali rekomendacji Rady Medycznej". - Ona powinna być najważniejszym ciałem doradczym aktualnie w dobie pandemii i powinna być słuchana. Nie ma argumentów, które sprawiają, że nie można wprowadzić zaleceń Rady Medycznej poza argumentami kosztów wizerunkowych - dodał.

Poznań. Lekarze przez miesiąc walczyli o zdrowie 18-latka. Mężczyzna nie był zaszczepionyPoznań. Lekarze przez miesiąc walczyli o życie 18-latka. Nie był zaszczepiony

"Przyzwyczailiśmy się do rzeczywistości, w której umierają ludzie i chyba nie chcemy tego zmieniać"

Tomasz Karauda w rozmowie z Gazeta.pl mówił także o tym, jakie działania w walce z epidemią należałoby podjąć. - Powinny być obowiązkowe szczepienia dla medyków, co zostanie wprowadzone, ale dość późno. Dla nauczycieli, dla służb mundurowych, dla wszystkich, którzy pracują z dużą liczbą osób. Już mamy prawie dwa lata obserwacji szczepionki, więc można wprowadzać takie rozwiązania, biorąc pod uwagę, że mamy najlepiej przebadany preparat, jaki w ogóle na świecie jest - prawie 10 mld dawek podanych na całym świecie. Więc obowiązek dla niektórych grup, weryfikacja certyfikatów covidowych, wprowadzenie obowiązku noszenia masek o podwyższonym poziomie filtracji w zamkniętych pomieszczeniach i refundacja tych masek dla osób, których nie stać na nie, dlatego że są one droższe. Tu widzę szereg rozwiązań, które można wprowadzić - zaznaczył.

Lekarz podkreślił, że liczba zakażeń w najbliższym czasie będzie wzrastała. - Czy ona się przełoży na dużą liczbę hospitalizacji? Prawdopodobnie. W kraju o tak niskim poziomie zaszczepienia spodziewamy się wielu osób, które odejdą i nie sądzę, żeby to kogoś wzruszyło. Po prostu przyzwyczailiśmy się do rzeczywistości, w której umierają ludzie i nie chcemy chyba tego zmieniać. Według danych sondażowych IPSOS dla OKO.press okazuje się, że nawet my, obywatele, nie wskazujemy decyzji rządu jako głównej przyczyny tak dużej liczby zgonów, tylko widzimy to w swoich zachowaniach, w swoich decyzjach o niezachowywaniu dystansu, nienoszeniu masek. I chyba się na taką rzeczywistość po prostu zgadzamy. Akceptujemy to, że chcemy żyć tak, jak teraz żyjemy, bez certyfikatów, bez konieczności szczepień, kosztem umierania tak wielu ludzi - powiedział.

- Jesteśmy zobojętniali na tragedię. Oczywiście to było w innych warunkach i nie wolno ich wprost porównywać, ale skala obojętności przywodzi mi na myśl sytuację z wiersza Czesława Miłosza "Campo di Fiori", w którym po jednej stronie mamy do czynienia z nieszczęściem, umierającymi ludźmi, a po drugiej toczy się normalne życie, gra skoczna melodia, "kręci się karuzela" i nie przejmuje nas los setek ludzi, którzy codziennie umierają - dodał lek. Karauda.

Koronawirus (zdjęcie ilustracyjne)USA. Ponad 1 mln nowych zakażeń w ciągu doby. Paraliż ochrony zdrowia

Więcej o: