Czy grozi nam lockdown na Boże Narodzenie? Adam Niedzielski: Mało prawdopodobne

W ubiegłym roku w Boże Narodzenie i Sylwestra obowiązywały szczególne covidowe restrykcje - limit gości czy zakaz przemieszczania się w określonych godzinach. Czy podobnie będzie i w tym roku?

Minister zdrowia Adam Niedzielski jest dobrej myśli. Jak powiedział we wtorek w Radiu ZET, zgodnie z prognozami szczyt zakażeń COVID-19 powinien nastąpić w tym tygodniu lub za tydzień, po czym liczba zachorowań zacznie maleć. Niedzielski przyznał jednak, że jest też "czarny scenariusz", który zakłada utrzymanie się wysokiego stopnia zakażeń przez dłuższy czas.

- Przyjmujemy sobie taką cezurę mniej więcej połowy w grudnia, jeżeli nie będziemy mieli do tego czasu wyraźnego spadku zakażeń, to na pewno będzie nas to zmuszało do podjęcia działań, które będą bardziej dolegliwe - powiedział szef resortu zdrowia.

Kilka dni wcześniej Adam Niedzielski został zapytany przez PAP, czy Polacy mogą planować święta bez obawy o ograniczenia. Minister odpowiedział ostrożnie. Stwierdził, że "pandemia już wielokrotnie nas zaskakiwała", ale "zgodnie ze wszystkimi prognozami jest mało prawdopodobne, abyśmy mieli Święta Bożego Narodzenia zakłócone falą covidu".

Konkretnych decyzji dotyczących obostrzeń w okresie bożonarodzeniowym wciąż nie ma. W ubiegłym roku obowiązywał m.in. limit gości podczas świątecznych uroczystości, ograniczenie liczby uczestników mszy świętych i innych nabożeństw, zawieszona została także działalność hoteli. Sytuacja była jednak inna - w 2020 roku zaszczepieni byli tylko nieliczni. Dziś rządzący podkreślają, że poziom wyszczepienia to jeden z czynników, który będą brali pod uwagę, podejmując decyzję o zaostrzeniu restrykcji. Mówi się m.in. o możliwości wprowadzenia lokalnych lockdownów. O terminach i szczegółach takiego rozwiązania nic jednak nie wiadomo.

Zobacz wideo Dr Szułdrzyński tłumaczy, kto choruje w IV fali COVID-19 i czy czeka nas V fala koronawirusa

Olga Semeniuk o lokalnych lockdownach. Wzrosty zachorowań kluczowym wskaźnikiem

Wiceministerka rozwoju i technologii Olga Semeniuk przekazała w WP, że jeśli czwarta fala koronawirusa będzie rosła w siłę, to bardzo prawdopodobne, że rząd wprowadzi regionalne lockdowny. Podkreśliła, że "każdy poprzedni lockdown uzależniony był od obłożenia szpitali oraz możliwości i wydolności służby zdrowia".

- Obecnie liczby zakażeń są duże, ale jest to okres jesienno-zimowy, naturalny jest tu proces zachorowań, ale jednocześnie mamy zdecydowanie mniejszą liczbę osób hospitalizowanych. Wydaje się, że tym momentem, który skłoni do rozważania wprowadzenia regionalnych lockdownów, to wzrosty zachorowań. Jeżeli te wzrosty z tygodnia na tydzień będą na poziomie powyżej 95 procent, a ta tendencja będzie się utrzymywała, to prawdopodobnie będziemy rozważali regionalny lockdown - wyjaśniła Semeniuk.

Virus Outbreak NetherlandsProtest w Rotterdamie. Policja oddała strzały, w centrum stan wyjątkowy [ZDJĘCIA]

Kiedy szczyt czwartej fali? Eksperci mówią o Bożym Narodzeniu

O rozwoju czwartej fali koronawirusa w Polsce mówił niedawno także rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz, którego zdaniem w grudniu możliwe będzie nawet 30 tys. zakażeń na dobę. -

Ten szczyt czwartej fali epidemii powinniśmy osiągnąć na przełomie listopada i grudnia. Natomiast szczyt hospitalizacji jest zawsze o tydzień, dwa przesunięty, więc pewnie będziemy się z nim mierzyli w połowie grudnia - stwierdził w rozmowie z Onetem.

Więcej informacji o koronawirusie znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Serwis przypomniał też słowa dr. inż. Franciszka Rakowskiego, kierownika zespołu Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania, który pod koniec października prognozował, że szczyt czwartej fali nastąpi w święta. - Spodziewamy się go na święta Bożego Narodzenia. Wtedy będzie kilkanaście do 25 tys. zajmowanych łóżek każdego dnia i mniej więcej tyle samo potwierdzanych nowych zachorowań na dobę - powiedział ekspert.

Model płodu (zdjęcie ilustracyjne)Naukowcy: COVID-19 u płodu jest możliwy, ale ryzyko jest bardzo niskie

Zagraniczne jarmarki bożonarodzeniowe. Niektóre miasta z nich rezygnują, niektóre wprowadzają restykcje

Z niektórych tradycyjnych świątecznych i sylwestrowych atrakcji rezygnują w tym roku nasi zachodni sąsiedzi. Wiadomo już, że nie odbędą się bożonarodzeniowe jarmarki w Saksonii i Bawarii. To dwa najbardziej dotknięte pandemią części Niemiec: zapadalność, czyli tygodniowy wskaźnik nowych zakażeń na 100 tys. mieszkańców, przekroczył w niektórych regionach 1000 - podaje Deutsche Welle.

W Akwizgranie, położonym nieopodal granicy z Belgią i Holandią, jarmark odbywa się na ściśle określonych zasadach bezpieczeństwa. Wstęp na targ powinni mieć tylko zaszczepieni i ozdrowieńcy. "Powinni", bo jak zauważa serwis, "skuteczna kontrola na jarmarkach jest praktycznie niemożliwa", dlatego że tuż "za 115 drewnianymi straganami targ rozciąga się na dużej części historycznego centrum miasta, do którego jest swobodny dostęp ze wszystkich stron". Deutsche Welle dodaje, że przed pandemią jarmark odwiedzało rocznie nawet 1,5 mln osób.

Więcej o: