Koronawirus w Polsce. 34-latek zmarł na COVID-19. "Za trzy dni miał brać ślub"

Katarzyna Bujak z oddziału chorób zakaźnych szpitala w Starachowicach przedstawiła na antenie Polsat News historię jednego ze swoich pacjentów. Za jedną z najtrudniejszych chwil w swojej pracy wspomina śmierć 34-latka, który zmarł na COVID-19 na trzy dni przed swoim ślubem.

Ministerstwo Zdrowia z dnia na dzień podaje coraz wyższe dobowe liczby zakażeń i ofiar śmiertelnych COVID-19. We wtorek 26 września resort poinformował o 6 265 przypadkach infekcji i 93 ofiarach tej choroby. Jest to najwyższe wskazanie od początku czwartej fali w Polsce.

Zobacz wideo Co z obowiązkowymi szczepieniami? Cholewińska-Szymańska: Nie ma teraz takiej woli politycznej

Szpital w Starachowicach. Lekarka opowiada o śmierci pacjenta, który zmarł kilka dni przed własnym ślubem

Doktor Katarzyna Bujak prowadzi oddział chorób zakaźnych w szpitalu powiatowym w Starachowicach (województwo świętokrzyskie). Na antenie Polsatu News, ze łzami w oczach, opowiedziała historię jednego ze swoich pacjentów. Jak przyznała, była to dla niej najtrudniejsza chwila w pracy lekarza.

- Łzy cisną się na oczy. Wszyscy wiedzieliśmy, że jest na granicy. Mówił, że za trzy dni ma ślub... To jest ciężkie. My z tymi pacjentami jesteśmy kilka tygodni. Robimy, co możemy - mówiła dr Bujak o 34-latku, który trafił na oddział w wyniku ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. - Ci ludzie są świadomi do samego końca, bo ta choroba tak przebiega. To bardzo trudne historie - dodaje.

Więcej na temat epidemii koronawirusa na stronie głównej Gazeta.pl.

Przekop Mierzei WiślanejPrzekop Mierzei Wiślanej. Sztuczna wyspa niemal ukończona. [ZDJĘCIA]

Doktor została też zapytana o rozwój czwartej fali epidemii koronawirusa w Polsce. - IV fala przyspieszyła, od tygodnia oddział zapełnia się w bardzo szybkim tempie. W 75-80 proc. to pacjenci niezaszczepieni, głównie osoby starsze, ale zdarzają się młodzi - mówi lekarka.

Dziennikarze rozmawiali też z pacjentami szpitala w Starachowicach. Pani Wiesława przyznała w materiale, że ma pretensje do siebie, że nie zaszczepiła się przeciwko COVID-19. - Nie miałam kogoś takiego, kto wziąłby pod pachę, powiedział: chodź, zaprowadzę cię, szczepimy się. Taki ktoś by się przydał - przyznała. 

Małżonkowie Beata i Alfred w szpitalu leżą już dwa tygodnie. - Jeżeli chce się żyć i nie cierpieć tak długo jak my, to zostaje szczepionka, nic poza tym - przekonuje pacjentka.

Siedziba Narodowego Funduszu Zdrowia w Warszawie (zdjęcie ilustracyjne)Byłeś niedawno w szpitalu? Może zadzwonić do ciebie ankieter. O co zapyta?

Więcej o: