Ufamy nauce, ale nie chcemy się szczepić? "Strona antyszczepionkowa ma karnych żołnierzy"

- Trzeba zauważyć, że jeśli chodzi o ruchy antyszczepionkowe, mamy osoby, które można nazwać zawodowymi antyszczepionkowcami, które mają interes, tudzież polityczny, tudzież ekonomiczny, tudzież w złożony sposób one razem są połączone, w których owe antyszczepienne stanowisko jest silnie promowane - mówił prof. Andrzej W. Nowak w rozmowie z RMF FM, komentując deklarowane zaufanie Polaków do nauki i jednoczesne mniejsze zainteresowanie szczepionkami.

Wyniki badania State of Science Index, które zostało zrealizowane przez firmę 3M w Polsce oraz kilkunastu innych krajach wskazują, że epidemia koronawirusa miała pozytywny wpływ na wzrost zaufania do nauki. Osiągnęło ono najwyższy poziom, odkąd prowadzone jest badanie i wyniosło ok. 91 proc. - podaje "Rzeczpospolita".  Poziom zaufania Polaków do nauki w okresie pandemii wzrósł z 85 do 89 proc, a mimo to część osób nadal nie chce się zaszczepić przeciw COVID-19. Badanie przeprowadzono w lutym i marcu bieżącego roku.

Zobacz wideo Czy szczepienia w Polsce powinny być obowiązkowe?

Polacy ufają nauce, ale nie są już tak chętni do zaszczepienia się

Na pytanie o to, dlaczego pomimo deklarowanego zaufania do nauki, część Polaków nie chce się zaszczepić, odpowiedział w rozmowie z RMF FM dr hab. Andrzej W. Nowak z Instytutu Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Tutaj warto odróżnić zaufanie dystrybuowane w całej grupie społecznej, warstwie społecznej, z widzialnością grup, które się szczepią lub które się nie szczepią - powiedział profesor. 

Jak stwierdził, w pierwszej fazie szczepień wiele osób chwaliło się w mediach społecznościowych przyjęciem szczepionki, żartując przy tym jednocześnie, że zainstalowano im chip i teraz będą odbierać WiFi. Później niektórzy skarżyli się na skutki poszczepienne, przypominające grypę. Duża część osób przeszła natomiast szczepienie bez najmniejszego problemu i nie informowała o tym w sieci. - Czyli pierwszy ważny motyw to jest widzialność i słyszalność głosów i wysiłek, który jest wkładany w promocję danego stanowiska - powiedział profesor. 

Pawel GrzesiowskiDr Grzesiowski: Wirus nadal jest aktywny, co pięć miesięcy pojawia się fala

Trzeba zauważyć, że jeśli chodzi o ruchy antyszczepionkowe, mamy osoby, które można nazwać zawodowymi antyszczepionkowcami, które mają interes, tudzież polityczny, tudzież ekonomiczny, tudzież w złożony sposób one razem są połączone, w których owe antyszczepienne stanowisko jest silnie promowane. Mówiąc taką metaforą, jedna strona ma karnych żołnierzy, druga ewentualnie pospolite ruszenie. I to jeszcze ewentualnie. To jest ta nierównowaga zaangażowania, jakby nie mamy stałych systemowych elementów promowania szczepień

- skomentował. 

- I tu jest coś, co mnie jeszcze smuci - dodał profesor. Jego zdaniem wprowadzanie do kampanii szczepień motywu "jak z supermarketu"(loteria szczepionkowa), czyli oferującego nam wygraną np. hulajnogi, wcale nie jest jej dobrym elementem. - W tych badaniach pokazało się, że Polacy nie za bardzo ufają nauce, o ile ona jest związana z korporacjami, ten wątek korporacyjny jest dla nich wątpliwy. Rządowy zresztą też - tłumaczył. 

Loteria szczepionkowa nie była dobrym pomysłem? 

Zdaniem profesora zamiast organizowania loterii szczepionkowej, powinno się pracować nad wzmacnianiem argumentów dotyczących współodpowiedzialności i promowania "społecznego wymiaru szczepień", ponieważ "loteryjny gra w grę indywidualistyczną". 

- Powinniśmy promować ideę, że my razem działamy na rzecz zmniejszenia ryzyka, razem zyskujemy na szczepieniu się, np. możemy uruchomić przedszkola, a więc możemy też iść do pracy, możemy uruchomić szkoły, a więc możemy iść do pracy, nawet tak czysto pragmatycznie, ekonomicznie, ale z tego wspólnotowego wymiaru walki z ryzykiem. To jest jakby - moim zdaniem - kluczowa sprawa - stwierdził profesor Nowak. 

Przedłużono zakaz zgromadzeń spontanicznych. Przedłużono zakaz zgromadzeń spontanicznych. "Uliczne wesela z transparentami?"

Szczepienia przeciw COVID-19. "Nie można w godzinę odkręcić czegoś, co działo się przez ponad rok"

Rząd usiłuje przekonać Polaków do zaszczepienia się przeciw koronawirusowi na różne sposoby. W nowej odsłonie kampanii, która promuje Narodowy Program Szczepień, możemy zobaczyć 50 artystów oraz sportowców. W lipcu rozpocznie się z kolei loteria dla zaszczepionych. Oprócz pieniędzy będzie w niej można wygrać m.in. hulajnogi elektryczne czy samochody. 

Mimo to wiele osób nadal nie zarezerwowało swojej wizyty w punkcie szczepień. Z kwietniowego badania IBRiS dla Onet wynika, że niemal 28 proc. osób nie chce się zaszczepić. Z badania United Surveys przeprowadzonego dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" wynika natomiast, że aż 60 proc. osób jest przeciwnych wprowadzeniu obowiązku szczepienia przeciw COVID-19 w Polsce. 

- Od początku pandemii mieliśmy szereg sprzecznych komunikatów wypowiadanych czasem nawet przez te same osoby. To jest oczywiście zrozumiałe, bo wiedza na początku była bardzo skąpa. Najpierw słyszeliśmy, że maseczki szkodą, a później, że pomagają. Potem, że do lasu nie wolno wchodzić, a potem, że już można. Jeżeli produkujemy ludziom w głowach przez rok totalny chaos, to nie oczekujmy, że będą mieli później zaufanie do tego, co słyszą. Nie można w godzinę odkręcić czegoś, co działo się przez ponad rok - komentował dla Gazeta.pl dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Uniwersytetu SWPS i Instytutu Medycyny Pracy imienia prof. dra med. Jerzego Nofera w Łodzi. 

Więcej o: