Ekspert o promowaniu szczepień wśród Polaków: Nie odkręci się w godzinę czegoś, co działo się przez rok

W Polsce - według różnych szacunków - kategorycznie niechętnych szczepieniom jest ok. 20-30 proc. osób. Próby zachęt podejmowane przez rząd mogą jednak nie przynieść oczekiwanego rezultatu. - Ludzie potrzebują podmiotowego traktowania. Są potępiani, ktoś narzuca im punkt widzenia. A nikt z nimi po prostu nie rozmawia, nie próbuje ich zrozumieć - komentuje w rozmowie z Gazeta.pl dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Uniwersytetu SWPS.

Do tej pory w Polsce podano ponad 20 mln szczepień, całkowicie zaszczepionych (dwiema dawkami lub jedną dawką preparatu J&J) jest ponad 7 mln osób. Najmniej szczepień wykonano w grupie wiekowej 18-30 lat (ok. 1,5 mln), najwięcej - ok. 4,7 mln - u osób w przedziale wiekowym 61-70 lat.

Rząd do szczepień próbuje zachęcać Polaków na różne sposoby. W nowej odsłonie kampanii promującej Narodowy Program Szczepień bierze udział 50 artystów i sportowców. W lipcu rozpocznie się też loteria dla zaszczepionych, w której do wygrania oprócz pieniędzy są również m.in. hulajnogi elektryczne i samochody.

Mimo to wciąż wiele osób nie zarezerwowało wizyty w punkcie szczepień. Z przeprowadzonego w dniach 20-21 maja badania Centrum Badawczo-Rozwojowe BioStat wynika, że na szczepienie nie zarejestrowało się nadal ok. 1/3 Polaków. Co więcej, blisko 22 proc. badanych twierdzi, że w ogóle nie zamierza się zaszczepić. Kwietniowe badanie IBRiS dla Onet.pl mówiło nawet o prawie 28 proc. przeciwników szczepień.

Zobacz wideo W czerwcu szczepienia dzieci od 12. roku życia

Socjolog zdrowia: Nie odkręci się w godzinę czegoś, co działo się przez ponad rok

- To nie jest kwestia kliknięcia i rozwiązania problemu, chociaż władza tego oczekuje. Nie potępiam tego, rozumiem to. Ale to nie jest możliwe - ocenia w rozmowie z Gazeta.pl dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Uniwersytetu SWPS i Instytutu Medycyny Pracy imienia prof. dra med. Jerzego Nofera w Łodzi. 

Od początku pandemii mieliśmy szereg sprzecznych komunikatów wypowiadanych czasem nawet przez te same osoby. To jest oczywiście zrozumiałe, bo wiedza na początku była bardzo skąpa. Najpierw słyszeliśmy, że maseczki szkodą, a później, że pomagają. Potem, że do lasu nie wolno wchodzić, a potem, że już można. Jeżeli produkujemy ludziom w głowach przez rok totalny chaos, to nie oczekujmy, że będą mieli później zaufanie do tego, co słyszą. Nie można w godzinę odkręcić czegoś, co działo się przez ponad rok

- zauważa socjolog.

Minister zdrowia Adam NiedzielskiNiedzielski pytany o zmianę obostrzeń ws. organizacji zgromadzeń

Jak podkreśla ekspert, wciąż niewiele wiadomo o tym, dlaczego tak naprawdę niektórzy Polacy nie chcą się szczepić i konieczne byłyby w tej kwestii szczegółowe, pogłębione badania.

- Słyszmy, że są osoby, które np. "boją się skutków ubocznych". A pod tym mogą kryć się różne rzeczy. Ktoś może odczuwać niepewność, nieufność, ktoś inny może bać się tego, że gdy zachoruje, państwo nie wspomoże go finansowo - wyjaśnia dr Krzysztof Puchalski.

- Osoby mające wątpliwości, sceptyczne, rozchwiane w kwestii szczepień uważa się automatycznie za antyszczepionkowców. A nie wolno przyklejać im łatki "ciemnogrodu, płaskoziemców, foliarzy, osób antyspołecznych". Trzeba rozpoznać motywy tej grupy, ich sposób myślenia. Dlaczego są wycofani, dlaczego są sceptyczni? - dodaje socjolog zdrowia.

Ekspert: Z ludźmi trzeba rozmawiać, a nie narzucać im swoją rację

Zdaniem dr. Puchalskiego nie bierze się pod uwagę faktu, że są ludzie, którzy nie chcą kierować się racjonalnością naukowców, bo mają własne kalkulacje zysków i strat, do tego dochodzą ich własne emocje, wartości, dążenia. Błędem jest też, według socjologa, wywoływanie presji polegającej np. na wskazywaniu odpowiedzialności niezaszczepionych osób za zdrowie i życie innych.

- W sytuacji niezdecydowania jakakolwiek presja wywołuje u niektórych opór, wyzwala się mechanizm "walcz, albo uciekaj" - podkreśla ekspert.

Szpital tymczasowy dla chorych na COVID - 19. Poznań. Międzynarodowe Targi Poznańskie"Chcieliśmy naszym polskim kombinowaniem pokonać pandemię" [WYWIAD]

- Ludzie potrzebują podmiotowego traktowania. Są potępiani, ktoś narzuca im punkt widzenia. A nikt z nimi po prostu rozmawia, nie próbuje ich zrozumieć. Uparte trzymanie się swojej racji, nawet jeśli jest to racja z naukowego punktu widzenia najrozsądniejsza, nie doprowadzi do zmiany ich myślenia - tłumaczy dr Krzysztof Puchalski.

Jak wyjaśnia socjolog zdrowia z Uniwersytetu SWPS, "potrzebna byłaby ogólnopolska akcja, która polegałaby na rozmowach z ludźmi, dyskusji z nimi". - Nie chodzi o debaty z tezą, narzucanie im własnego zdania. Celem takich spotkań mogłoby być wspólne zastanowienie się nad plusami i minusami szczepień, oszacowanie ryzyka związanego z taką, a nie inną decyzją. Tego rodzaju debaty mogłyby organizować np. fundacje lub stowarzyszenia - doprecyzowuje socjolog.

- Ich organizacja wymagałaby jednak zaangażowania doświadczonych dziennikarzy i ekspertów komunikacji społecznej. Chodzi o to, by nie przerodziły się w forum promocji postaw antyszczepionkowych lub nie zostały odebrane jako kolejna próba narzucenia wszystkim obywatelom tego sposobu myślenia, który nauka i władza uznaje za racjonalny - zaznacza.

Więcej o: