Ekspert: Na świeżym powietrzu z maseczek nie powinno rezygnować się całkowicie

- Maseczki nadal nie powinny być zdejmowane w przestrzeniach zamkniętych, ale również wszędzie tam, gdzie występują duże skupiska ludzkie, także na świeżym powietrzu. Mam tu na myśli np. zatłoczone chodniki, place czy przystanki autobusowe - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl Bartosz Fiałek, lekarz i popularyzator wiedzy medycznej. Choć ekspert obawia się, że wraz z otwarciem gastronomii mogą powtórzyć się obrazki z Krupówek, to liczy, że 15 maja nie nastąpi jednak zbiorowa amnezja.

28 kwietnia premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosili, że maj będzie miesiącem, w którym większość z obostrzeń sanitarnych zostanie złagodzona lub zniknie całkowicie. - Dane, które otrzymujemy, pozwalają na podjęcie decyzji związanych z odmrażaniem gospodarki. Dają nam podstawy do ostrożnego optymizmu. Najgorsze, jeśli chodzi o zakażenia, jest zapewne za nami - stwierdził wówczas szef rządu.

- To cały czas bardzo groźna choroba i wszystkie dane nieustannie analizujemy. Od tego, jaka będzie dynamika w tych kilku podstawowych kryteriach, uzależniamy dalszy harmonogram działań. Ostatnie dni pokazały, że idziemy teraz w lepszym kierunku - dodał Morawiecki.

Ekspert: Z maseczek nie powinniśmy rezygnować w zatłoczonych miejscach na zewnątrz

W trakcie konferencji zapowiedziano m.in., że 15 maja zniesiony zostanie obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni otwartej, o ile wskaźnik zakażeń na 100 tys. osób spadnie poniżej 15. Rozporządzenie w tej  opublikowano w Dzienniku Ustaw w czwartek 6 maja. Usta i nos nadal trzeba będzie zasłaniać w pomieszczeniach zamkniętych.

- Już wcześniej sugerowałem, że należy wprowadzić to rozwiązanie. Przemawiają za tym: spadkowy trend w dobowej liczbie nowych zakażeń SARS-CoV-2 oraz zmniejszający się współczynnik reprodukcji tego wirusa. Możliwość zdjęcia maseczki na świeżym powietrzu - np. w lesie, parku czy na pustej plaży - powinna obowiązywać już od dłuższego czasu. Badania pokazują, że w miejscach, które są otwartymi przestrzeniami, i w których szansa na kontakt z dużymi skupiskami ludzkimi jest zerowa, noszenie maseczek ochronnych jest zbyteczne, a ryzyko transmisji wirusa ekstremalnie niskie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Bartosz Fiałek, lekarz, specjalista w dziedzinie reumatologii i popularyzator wiedzy medycznej.

Nowe rozporządzenie ws. obostrzeń (galeria handlowa - zdjęcie ilustracyjne)Jest nowe rozporządzenie ws. obostrzeń. Zmiany od 8 maja [HARMONOGRAM]

Nasz rozmówca od razu jednak zaznacza, że maseczki nadal nie powinny być zdejmowane w przestrzeniach zamkniętych (np. w sklepach), ale również wszędzie tam, gdzie występują duże skupiska ludzkie, także na świeżym powietrzu.

Mam tu na myśli np. zatłoczone chodniki, place czy przystanki autobusowe. W takich miejscach nie powinniśmy rezygnować z zasłaniania ust i nosa, ponieważ ryzyko zakażenia, choć niższe niż w 'czterech ścianach', wciąż jest zauważalne

- podkreślił Fiałek.

Lekarza zapytaliśmy też, czy złagodzenie obowiązku zasłaniania ust i nosa nie sprawi, że maseczki masowo przestaną być noszone również w tych miejscach, w których pozostanie to obowiązkowe, np. w sklepach, środkach transportu publicznego czy kinach. Wiemy bowiem zbyt dobrze, że niemal od początku epidemii część społeczeństwa konsekwentnie nie stosowała się do tego przepisu, argumentując, że "narusza on ich wolność".

- Mam ogromną nadzieję, że złagodzenie obostrzeń nie sprawi, że obywatele - tak dotknięci skutkami epidemii COVID-19 w Polsce - przestaną zachowywać się odpowiedzialnie, i że nastanie powszechna amnezja. Oczywiście, również w szczycie tzw. trzeciej fali epidemicznej w Polsce, gdy odnotowywaliśmy dziennie po blisko tysiąc zgonów, spotykaliśmy ludzi, którzy wchodzili do sklepów czy autobusów bez masek. Na pewne jednostki po prostu nie da się wpłynąć. Wydaje się jednak, że Polacy zdają już sobie sprawę, iż takie zachowania mogą prędzej czy później doprowadzić do powrotu restrykcji - wskazuje Fiałek.

Ogródki restauracyjne otworzą się 15 maja. "Obawiam się powtórki z Krupówek"

Rząd zdecydował też o otwarciu gastronomii, czego właściciele lokali wyczekiwali od października 2020 r. Ma to przebiegać stopniowo. Od soboty 15 maja restauracje czy kawiarnie będą mogły przyjmować klientów w ogródkach na świeżym powietrzu. Od 29 maja będzie mogła wznowić działalność gastronomia wewnętrzna, z limitem do 50 osób w lokalu. W obu przypadkach wymagane będzie zachowanie ścisłego reżimu sanitarnego (bezpieczny dystans między stolikami, limit osób na stolik).

Zobacz wideo Rząd luzuje obostrzenia. W maju wrócą: hotele, sklepy, gastronomia, sport i szkoły

Właściciele warszawskich lokali, z którymi rozmawiała "Gazeta Wyborcza", nie wykluczają, że noc z 14 na 15 maja (z piątku na sobotę) może przebiegać w iście euforycznej atmosferze, dodając, że rezerwacje powoli się zapełniają. - Może się to tak skończyć jak na Wyspach. Pewnie będzie masa ludzi na ulicach. Przedsmak mieliśmy, kiedy zrobiło się ciepło i tłumy wyległy nad Wisłę. Ale może być też tak, że symboliczne otwarcie gastronomii nastąpi dopiero 29 maja. Od tego dnia będzie można obsługiwać też klientów w środku - mówił jeden z nich. Co jeszcze istotne, 15 maja ma odbyć się Noc Muzeów (te otwarte są już od początku miesiąca). 

- Wszyscy pamiętamy obrazki z Krupówek, gdzie w trakcie trzeciej fali epidemicznej COVID-19, dochodziło do przerażających wręcz scen. Obawiam się, że takie incydenty mogą powtórzyć się w pierwszych dniach po otwarciu gastronomii. Sprzyja temu pora roku oraz to, że obostrzenia trwały tak długo - mówi Fiałek.

Ekspert podkreśla też, że ryzyko zakażenia nowym koronawirusem w ogródkach restauracyjnych jest bardzo niskie, oczywiście jeśli zostaną one odpowiednio przygotowane pod kątem sanitarnym. Ważne jest też to, by przy jednym stoliku nie siedziała grupa osób, które nie kontaktują się ze sobą na co dzień. - Jeśli będziemy natomiast intensywnie odnawiać znajomości i urządzać masowe imprezy czy happeningi, to niestety po 10-14 dniach można będzie spodziewać się wzrostu nowych zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 - wskazuje.

- Kluczowa jest tu oczywiście społeczna świadomość, ponieważ jeśli ludzie będą zachowywać się nieodpowiedzialnie, to powinni mieć gdzieś w głowie, że za chwilę te ogródki zostaną po prostu zamknięte w ramach kolejnego już lockdownu. Zresztą po ponad roku epidemii już nas to chyba specjalnie nie zaskoczy - dodaje lekarz.

Wraz z końcem maja wszyscy uczniowie wrócą do szkół. "Nie warto kusić losu"

W kwietniu premier i minister zdrowia zapowiedzieli też powrót uczniów do nauki stacjonarnej. Od 4 maja w klasach uczą się dzieci z klas I-III, a od 17 maja nauka hybrydowa zostanie wprowadzona dla starszych klas podstawówek i szkół średnich. Natomiast 29 maja edukacja ma całkowicie powrócić do trybu stacjonarnego.

Kiedy dzieci wrócą do szkół? Dariusz Piontkowski zapowiada tygodnie bez sprawdzianówPowrót do szkół. Piontkowski: Ostatnie tygodnie nie mogą zostać poświęcone na zabawę

- W przypadku dzieci z klas I-III uważam to za rozsądny krok. Natomiast starsze roczniki nie powinny wracać w tym roku szkolnym do nauki stacjonarnej. Oczywiście mówię tu tylko o lekarskim i epidemiologicznym punkcie widzenia, a nie o sferze społecznej, psychologicznej tudzież edukacyjnej. Powrót jedynie na trzy tygodnie w przypadku starszych uczniów jest naprawdę niepotrzebny, bo nie wpłynie on już znacząco na kwestię zdrowia psychicznego tych dzieci czy kwestie czysto edukacyjne. Nie warto więc przez tych kilka tygodni kusić losu - ocenia Fiałek.

"Wydaje się, że do pełnej normalności będziemy mogli wrócić w połowie przyszłego roku"

Mniej dotkliwe restrykcje sanitarne i ostatnie przyspieszenie w Narodowym Programie Szczepień nasuwają pytania o to, kiedy trwająca już od ponad roku epidemiczna rzeczywistość będzie już tylko nieprzyjemnym wspomnieniem. W opinii Fiałka, określenie daty powrotu do normalności to na razie zabawa w spekulowanie, ponieważ epidemia jest zbyt dynamicznym zjawiskiem, by udało się to prosto "policzyć".

- Biorąc jednak pod uwagę opinie naukowców i pamiętając o takich czynnikach, jak nowe warianty koronawirusa czy tempo procesu szczepień ochronnych przeciw COVID-19, wydaje się, że połowa przyszłego roku to okres, w którym będziemy mogli wracać do pełnej normalności. Natomiast teraz musimy przyzwyczajać się do półnormalnosci, czyli rzeczywistości obwarowanej obostrzeniami, ale nie tak ostrymi jak wcześniej - przewiduje lekarz.

- Liczby, o których codziennie informuje resort zdrowia, można traktować jako światełko tunelu, jednak do świętowania sukcesu jest jeszcze daleko. Ponad sześć tysięcy przypadków COVID-19 na dobę to naprawdę duża liczba - taka, która wciąż bardzo negatywnie wpływa na funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej, tak przecież poturbowanego przez drugą oraz trzecią falę epidemii. Choć nauczyliśmy się żyć ze zdecydowanie większymi przyrostami nowych zakażeń SARS-CoV-2 na dobę, niezmiennie należy apelować o rozsądek - tłumaczy Fiałek.

Więcej o: