Poznań. Wstrząsająca relacja z dnia, w którym w szpitalu zabrakło tlenu. "To były straszne pytania"

- Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam (...) Przyszło polecenie, żeby zakręcać kurki z tlenem lżejszym pacjentom, żeby tlenu w instalacji starczyło dla cięższych. (...) Oni gestykulowali rękami, pokazywali, że się duszą - to fragmenty relacji pielęgniarki pracującej w szpitalu tymczasowym w Poznaniu, w którym w marcu zabrakło tlenu. Z kobietą rozmawiał dziennikarz Paweł Reszka związany z tygodnikiem "Polityka".

30 marca, w szczycie trzeciej fali zakażeń koronawirusem, w szpitalu tymczasowym w Poznaniu zabrakło tlenu. Jak opisywaliśmy na Gazeta.pl, w sprawie wszczęto już śledztwo, bo tego dnia w placówce zmarło sześć osób. Rzeczniczka Prokuratury Regionalnej informowała, że dochodzenie ma wykazać, czy winny ich śmierci był właśnie deficyt tlenu.

Zobacz wideo Szczepienia w zakładach pracy opóźnione? Witucki: Pod koniec maja to będzie szczepienie "niedobitków"

Poznań. Wstrząsająca relacja pielęgniarki ze szpitala, w którym zabrakło tlenu. "To było piekło"

Teraz dziennikarz "Polityki", Paweł Reszka, opublikował w swoich mediach społecznościowych wstrząsającą relację pielęgniarki, która 30 marca miała dyżur w poznańskim szpitalu. To fragment większego reportażu - całą rozmowę i więcej relacji pracowników poznańskiego szpitala można znaleźć w najnowszej "Polityce". Poniżej fragmenty (rozmówczyni dziennikarza pracuje na jednym z oddziałów, chciała zachować anonimowość):

Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Zegary z pomiarem ciśnienia tlenu w instalacji są na każdej ze ścian szczytowych budynku, w którym jest szpital tymczasowy. Normalnie mamy 5 barów. Rano, po przyjściu na zmianę, koleżanka nawet zwracała uwagę, że tych 5 barów nie ma, ale usłyszała, że to nie należy do jej obowiązków. Ciśnienie spadało. Gdy podniesiono alarm było 2, 7 bara, w ciągu 20 minut spadło do 0,3 bara

- opisuje kobieta. Jak dodaje, na początku personel gorączkowo próbował znaleźć tlen w szpitalu. - Przesuwaliśmy łóżka dalej od źródła tlenu. (...)  Potem przyszło polecenie, żeby zakręcać kurki z tlenem lżejszym pacjentom, żeby tlenu w instalacji starczyło dla cięższych - dodaje, precyzując, że polecenie brzmiało, by "zakręcać tlen pacjentom, którzy są na maskach i wąsach [chodzi o tzw. wąsy tlenowe - red.]".

To się udzielało. Pacjenci byli podenerwowani. Siadali. Niektórzy wychodzili z łóżek. (...) To były takie straszne pytania. "Dlaczego mi to robisz? Przecież ja się duszę”

- opowiada kobieta. 

Dalsza część relacji zamieszczonej we wpisie Pawła Reszki brzmi:

Robiło się coraz bardziej dramatycznie. Krzyki, płacz kobiet. Niektóry chorzy sami, na powrót odkręcali te zawory. Syczało okropnie, ale tam już nie było tlenu. Wyciągali do mnie ręce: „Proszę mnie stąd zabrać”, albo prosili „Proszę do mnie podejść”. (...) Lekarze chodzili i decydowali kto jest reanimacyjny, a kto nie. Kogo ratować, a kogo nie.
- Pacjenci słyszeli?
- Tak, ale nie było czasu, żeby przejść gdzieś do dyżurki. Trzeba było podejmować decyzję tu i teraz. Musi pan zrozumieć, że to było piekło. Nie było chwili przerwy. Koleżanka pielęgniarka biegnie koło mnie. Patrzę, że ona ma cały kombinezon przesikany. Nie wiem czy nie wytrzymała, czy puściła mocz z powodu wysiłku, ze stresu. Nie było mowy, żeby się przebrać. Wokół krzyki, charczenie, wołanie o pomoc. Gestykulacja robiła wrażenie.

Kobieta dodała też, że jedna z jej koleżanek, inna pielęgniarka, udała się do pobliskiego szpitala przy ul. Polnej, by samodzielnie zdobyć tlen dla pacjentów. Udało jej się je dowieźć. "Rozumie pan, że pielęgniarka jechała po butle? Przerażający był chaos, jakby nikt niczym nie dowodził" - czytamy w relacji.

Po godzinie 12 sytuacja w poznańskim szpitalu uspokoiła się - dowieziono więcej butli z tlenem. "Wszyscy byliśmy zmęczeni, odwodnieni, w stresie. Siedliśmy przed halą na ławkach i była cisza. Dyrekcja gdzieś wyparowała. Nikt nam nie wyjaśnił co się stało. Nikt nie zapytał czy potrzebujemy psychologa. Nikt nie podziękował. Siedzieliśmy tak sami. Dopiero potem, jak wróciliśmy na salę, pacjenci podnosili się na łóżkach. Łapali za ręce, dziękowali. To było niesamowite" - opisuje kobieta

Pełny wpis Pawła Reszki można znaleźć poniżej: