Indie. Chorzy desperacko poszukują butli z tlenem i leków. Kwitnie czarny rynek

W Indiach zaczyna brakować nie tylko łóżek dla pacjentów z COVID-19, ale i tlenu w samych szpitalach. Chorzy, których na to stać, coraz częściej próbują leczyć się w domu. Jednak w większych miastach butli z tlenem i leków właściwie nie można już zakupić z legalnych źródeł. Nic więc dziwnego, że kwitnie czarny rynek.

W poniedziałek w Indiach odnotowano 352 991 nowych przypadków zakażenia koronawirusem, najwięcej od początku epidemii w tym kraju. 

Jak relacjonuje korespondent BBC, w szpitalach w Delhi i w innych miastach zaczyna brakować łóżek dla pacjentów z COVID-19, w wyniku czego część osób zaczyna leczyć się w domach. By zdobyć tlen i leki ich rodziny coraz częściej zwracają się w stronę czarnego rynku. 

Zobacz wideo Czy powrót do tzw. pełnej normalności jest możliwy jeszcze w 2021 roku?

Indie. Butle z tlenem i leki trzeba kupować na czarnym rynku. Z wielokrotnym przebiciem

Jedna z mieszkanek stolicy, nie mogąc znaleźć miejsca w szpitalu dla swojego teścia, postanowiła zakupić z legalnego źródła butlę z tlenem. Gdy i to się nie udało, skorzystała z "usług" czarnego rynku. Za butlę, która standardowej dystrybucji kosztuje 6000 rupii, zapłaciła ostatecznie aż 50 000 rupii (ok. 670 dolarów). 

"Ci, których na to stać, zatrudniają pielęgniarki i zdalnie konsultują z lekarzami. Większość mieszkańców Indii nie może sobie jednak na to pozwolić. Pojawiło się już kilka doniesień o ludziach, którzy nie mieli pieniędzy, by zakupić na czarnym rynku  leki i tlen, i którzy później umierali przed drzwiami szpitali" - opisuje Vikas Pandey, korespondent BBC w Indiach. 

Chorym, którzy zostali zmuszeni do pozostania w domach, lekarze sugerują też zaopatrzenie się remdisivir, którego skuteczność w przypadku COVID-19 wciąż jest przedmiotem dyskusji ekspertów (jego stosowanie dopuszcza m.in. Europejska Agencja Leków, innego zdania jest WHO). Za 100 mg tego leku zwykle trzeba było zapłacić od 12 do 53 dolarów. Na czarnym rynku taka ilość remdesiwir kosztuje obecnie od 330 do nawet 1000 dolarów. 

- W szpitalach nie ma łóżek. Co innego mam więc zrobić? Nie mogę nawet zabrać brata do innego miasta, ponieważ wydałem już tak dużo pieniędzy - powiedział BBC jeden z mieszkańców Delhi, który z nielegalnego źródła zakupił nie tylko remdesiwir, ale i koncentrator tlenu. Portal zdrowie.gazeta.pl przypomina jednak, że lekarze stanowczo się sprzeciwiają prowadzeniu tlenoterapii u chorych na COVID-19 w warunkach domowych. Samodzielne leczenie się w domu w takiej sytuacji to ogromne ryzyko, a koncentrator tlenu może przynieść jedynie pozorną poprawę stanu zdrowia

Epidemia COVID-19 w Indiach. Pracownicy zajmujący się kremacjąIndie. "Jesteśmy jeszcze na początku tego kryzysu"

Tak wysokie ceny remdesiwiru wynikają oczywiście z jego bardzo ograniczonej podaży. Indyjski rząd zezwolił jedynie siedmiu firmom na produkcję tego leku, a ostatnio zwrócił się do nich o zwiększenie produkcji. Epidemiolog dr Lalit Kant twierdzi jednak, że ta decyzja władz była spóźniona i leku wciąż brakuje. 

- Z drugiej strony, w jakiś sposób jest on dostępny na czarnym rynku. W łańcuchu dostaw musiało dojść więc do jakiegoś "wycieku", którego organy regulacyjne nie były w stanie zatamować - ocenił.

Desperację chorych i ich bliskich wykorzystują też oszuści, którzy po otrzymaniu zaliczki za lek urywają z nimi kontakt. Co więcej, w wielu przypadkach producentów remdesiwiru trafiającego później na czarny rynek, próżno szukać na liście licencjonowanych firm. 

Więcej o: